• Skrzynia automatyczna to skomplikowany podzespół, ale właściwie serwisowana może pokonać bez awarii kilkaset tys. km
  • Cały czas rośnie liczba przełożeń. Kilkanaście lat temu wystarczały cztery, obecnie jest ich często 7, 8 a nawet 9! To oczywiście komplikuje budowę
  • Producenci aut często twierdzą, że przez całe swoje życie skrzynia nie wymaga wymiany oleju. Serwisy niezależne mówią… co innego

Jeszcze kilkanaście lat temu automatyczna skrzynia w samochodzie była odbierana jako coś gorszego – powolna, na dłuższą metę ryzykowna, a na dodatek odbierająca kierowcy część „zasług” w prowadzeniu samochodu. Za oceanem skrzynie manualne stanowią margines (nawet wśród małych, miejskich aut), w Europie odsetek przekładni automatycznych stale rośnie, ale w wielu segmentach rynku taka skrzynia to ciągle prawdziwy rarytas.

Jak traktować skrzynię automatyczną? Warto zacząć od drobnego usystematyzowania – na rynku mamy wiele rodzajów przekładni określanych jako automatyczne. Mianem „klasyczne” (które tutaj opisujemy) obejmujemy skrzynie biegów wykorzystujące przekładnię hydrokinetyczną oraz zespoły planetarne, sprzęgła i hamulce.

Klasyka, CVT czy DSG?

Zalet „klasycznej” skrzyni automatycznej nie trzeba długo szukać – zwalnia kierowcę od konieczności zmiany biegów, może on skupić się na prowadzeniu auta. Przełożeń jest teraz dużo, dzięki czemu jazda stała się płynna i dynamiczna, choć trzeba się liczyć z niewielkim wzrostem spalania (ale częste blokowanie przekładni hydrokinetycznej – nawet na wszystkich biegach – znacząco obniża wzrost mierzony w stosunku do „manuala”). Taka skrzynia sprawdzi się też np. w terenówkach – nie przerywa przekazywania napędu w czasie zmiany biegów, co poprawia skuteczność jazdy m.in. w piasku lub pod górę. W czasie holowania przyczepy nie trzeba się martwić o zniszczenie sprzęgła, bo go nie ma!

Na rynku nie brakuje też skrzyń o innej konstrukcji. W ostatnich latach rozwinęły się przekładnie dwusprzęgłowe: na jednym wałku są umieszczone koła zębate biegów parzystych, na drugim – nieparzystych. Gdy jeden wałek pracuje, drugi jest już gotowy do załączenia. Dzięki temu skrzynia rzeczywiście potrafi sprawnie zmieniać biegi, a brak przekładni hydrokinetycznej oznacza oszczędność paliwa i brak straty mocy. Kolejny rozdział to przekładnie CVT (bezstopniowe) – teoretycznie najlepsze, bo przekładnia powinna stale dopasowywać się do oczekiwań kierowcy co do dynamiki i możliwości silnika. Często jednak kończy się na „wyciu” silnika i co najwyżej przeciętnej dynamice. Jeszcze gorzej wypadają skrzynie tzw. zautomatyzowane – to klasyczne przekładnie, uzupełnione o automatykę sterującą sprzęgłem.

Jak kupić auto z „automatem”?

O porady zwróciliśmy się do mechaników z warszawskiego serwisu Auto Wawer, specjalizującego się w naprawie automatycznych skrzyń biegów: Testujemy działanie wszystkich położeń dźwigni biegów. W pozycji „R” (reverse) i „D” (drive) auto bez wciśniętego pedału gazu powinno się wolno toczyć. Podczas ruszania z automatycznej przekładni nie powinny dobiegać odgłosy zgrzytania, a załączenie napędu powinno odbywać się płynnie i bez gwałtownych szarpnięć, tak samo jak poszczególnych biegów. Sprawdźmy reakcję na kick-down, czyli gwałtowne wciśnięcie pedału gazu, po którym następuje redukcja przełożenia. Sprawna automatyczna skrzynia biegów redukuje bieg bez niepokojących dźwięków i efektu „ślizgania”, podobnego do jazdy samochodem z manualną skrzynią biegów i ze zużytym sprzęgłem. Podczas hamowania, redukcji biegów, do zatrzymania się włącznie nie powinny pojawić się szarpnięcia. Jeśli w czasie załączania się wyższych biegów wskazówka obrotomierza na chwilę poszybuje o kilkaset obr./min w górę i dopiero opadnie, może to być zwiastunem awarii. 

Kolejne etapy sprawdzenia to kontrolka działania skrzyni. Jeśli producent jej nie przewidział, a mamy wątpliwości co do poprawności pracy, może to oznaczać, że skrzynia działa w trybie serwisowym. Kolejna sprawa to oględziny spodu – lepiej nie ignorować wycieków, bo kosztowna może być wymiana zarówno uszczelniaczy, jak i np. pękniętej aluminiowej osłony.

Jeśli zastanawiacie się nad wyborem konkretnego modelu, a warunkiem jest właśnie skrzynia automatyczna, to warto zwrócić uwagę na kilka czynników. Najważniejszy: najczęściej im mniej biegów, tym starsza skrzynia. Co to oznacza? Że będzie wolniej zmieniać biegi, ale może okazać się mniej skomplikowana i prostsza (tańsza) w naprawie. Nowsze skrzynie zyskały elektronikę sterującą, a przekładnia hydrokinetyczna bywa blokowana na wszystkich biegach (urządzenie ma dość niską sprawność, w dużej mierze odpowiadającą za wzrost zużycia paliwa). 

Dokąd po pomoc?

Okazuje się, że skrzyń automatycznych boją się nie tylko użytkownicy, lecz także często – mechanicy. Rzadko który warsztat ogólnomechaniczny podejmuje się diagnozy i oszacowania kosztów naprawy, a tym bardziej – rozbierania takiej przekładni. Nic w tym dziwnego, bo wymaga to, po pierwsze, specjalistycznego doświadczenia, po drugie, dostępu do części zamiennych. W hurtowniach motoryzacyjnych kupicie co najwyżej filtry oleju lub elementy do podstawowej obsługi. 

Nie jest to jednak problemem, gdyż nie brakuje warsztatów specjalizujących się w naprawach „automatów”. Specjaliści są w stanie rozpoznać usterki typowe dla danego rodzaju skrzyni, a także oszacować koszty. Te mogą być jednak bardzo różne. Wszystko zależy od stopnia uszkodzenia i modelu skrzyni biegów. O ile regeneracja przekładni hydrokinetycznej zazwyczaj kosztuje tyle samo, o tyle wewnętrzne podzespoły skrzyni mocno różnią się cenami: kosze czy przekładnie planetarne mogą kosztować zarówno 200-300 zł, jak i… parę tysięcy zł. Dlatego najczęściej dokładny kosztorys poznacie dopiero po wyjęciu, demontażu i weryfikacji poszczególnych elementów.

Nowsze nie zawsze lepsze

Niestety, „automaty” często borykają się z podobnymi problemami jak nowoczesne silniki – kilkanaście lat temu producenci zaczęli szukać oszczędności, przez co pojawiły się nieznane wcześniej kłopoty: pękające i wyrabiające się kosze sprzęgłowe, uszkodzone elementy przekładni planetarnych. To też dobrze pokazuje różnicę w kosztach: kosz satelitów do starej prostej skrzyni można kupić za 200 zł, do w miarę „świeżej” terenówki może wymagać wydania nawet 30-krotnie wyższej kwoty! Inna sprawa, że przed skrzyniami biegów stoją teraz ogromne wyzwania – najpotężniejsze silniki generują nawet… 1000 Nm, a przed laty była to wartość całkowicie poza zasięgiem konstruktorów silników.

Kolejny kłopot to skomplikowane zespoły mechatroniczne sterujące zmianą biegów. Rosnąca liczba przełożeń oznacza też zwiększenie sterowników – rosną też niestety ceny w przypadku uszkodzeń. 

Duży wpływ na trwałość mają również sami użytkownicy. Na pewno niezbyt dobrze na kondycji przekładni odbije się sportowy styl jazdy w klasycznym aucie (inaczej w mocnym coupé – tam przekładnia powinna być dostosowana do dużych obciążeń). Proste skrzynie z rynku amerykańskiego słabo znosiły nie tylko agresywną, lecz nawet szybką jazdę – skrzynie łatwo się przegrzewały. W takich konstrukcjach świetnym rozwiązaniem może być montaż dodatkowej chłodnicy oleju (zestaw 1000-2000 zł). Na rynku spotkacie też wzmocnione sprzęgła i inne tego typu elementy.

Przestrzegajcie zaleceń w trakcie holowania uszkodzonego pojazdu (skrzynia jest smarowana olejem z pompy – jeśli ta nie pracuje, na dłuższym dystansie może pojawić się problem). Kolejna sprawa to regularna wymiana oleju – statyczna lub dynamiczna. Ryzykowny jest za to zakup używanej skrzyni – na pewno trzeba dokładnie ustalić zasady gwarancji rozruchowej, a przekładnia powinna trafić od razu do fachowców.

Naszym zdaniem 

Najczęściej boimy się tego, czego nie znamy – czy ta sama zasada obowiązuje w przypadku skrzyń automatycznych? Często tak, bo o ile skrzynia manualna wydaje się prosta, o tyle automatyczna ma bez wątpienia bardziej skomplikowaną budowę. Efektem są rzeczywiście wyższe koszty ewentualnych napraw. Jednak czy musi do nich dochodzić? W kilku przypadkach – na pewno. Ale dobrze dobrana skrzynia biegów w połączeniu z właściwą obsługą wcale nie musi być gwarancją kłopotów. Pewnym utrudnieniem może być mnogość konstrukcji, oznaczeń itp. – niełatwo wskazać, która skrzynia była montowana w którym roku i w jakiej wersji silnikowej. Rozwój skrzyń automatycznych przebiega podobnie, jak całych samochodów. Wśród konstrukcji sprzed lat łatwo wskazać niemal pancerne (np. mercedesowskie), ale nie są one w stanie rywalizować ze współczesnymi szybkością działania, z pewnością też bardziej zwiększały zużycie paliwa. Nowoczesne przekładnie mają nawet 10 (!) biegów, działają szybko i płynnie, często wręcz poprawiają zużycie paliwa. Ale są bardziej skomplikowane, więc i droższe w obsłudze.