• W ramach SRTI samochody wymieniają się informacjami, bazując na już wykorzystywanych technologiach stosowanych w autach jeżdżących po drogach
  • Samochody ostrzegają się nie tylko o wypadkach czy awariach, ale także o trudnych warunkach pogodowych, śliskiej nawierzchni czy ograniczonej widoczności
  • Wzajemne ostrzeganie samochodów działa także w Polsce i dotyczy nowych modeli podłączonych do internetu - na liście m.in. nowe Fordy Puma i Kuga czy wszystkie nowe modele Volvo

Historia z wzajemną automatyczną komunikacją samochodów w Europie ciągnie się już od wielu lat i przywodzi na myśl skojarzenia z opowieściami o braku wspólnego karnetu na liczne wyciągi narciarskie w polskich górach. Większość oferowała własne usługi i niezbyt paliła się do współpracy. Pora to zmienić. Stąd m.in. unijna inicjatywa Data for Road Safety, by skłonić branżę do kooperacji.

SRTI – nowe ostrzeganie w Europie

By wreszcie skorzystać z zalet zautomatyzowanej łączności pomiędzy nowoczesnymi samochodami, powstał unijny program do rozwoju ekosystemu informacji o ruchu drogowym SRTI. Umowę podpisali nie tylko producenci aut (BMW, Ford, Mercedes, Volvo oraz zrzeszenie ACEA), ale także poszczególnie państwa członkowskie UE (m.in. Austria, Belgia, Finlandia, Hiszpania, Luksemburg, Niderlandy, Niemcy), zarządcy ruchu drogowego (m.in. Flanders, Highways England) czy dostawcy technologii lokalizacyjnych (Here i TomTom). Póki co wśród sygnatariuszy brak polskich instytucji, co jednak wcale nie oznacza, że wzajemne ostrzeganie nie działa w naszym kraju.

W ramach SRTI samochody wymieniają się informacjami, bazując na już wykorzystywanych technologiach stosowanych w autach jeżdżących po drogach. To nic innego jak tzw. LHI, czyli lokalne informacje o zagrożeniach przekazywane poprzez internet do operatora. Jednym z takich operatorów jest Here, który natychmiast przekazuje informacje dalej. A co to oznacza dla kierowców?

Ostrzeganie nie tylko w aucie, także w aplikacji

Szybciej dowiemy się nie tylko o tym, że zbliżamy się do miejsca wypadku, czy zepsutego pojazdu blokującego pas ruchu. Otrzymamy także ostrzeżenie o śliskiej nawierzchni, ograniczonej widoczności czy innych trudnych warunków pogodowych. Co więcej, informacje dotrą nie tylko do najnowszych samochodów podłączonych do internetu. Docelowo wystarczy sięgnąć po aplikację w telefonie (Here czy TomTom), która również przekaże dane.

A skąd biorą się dane o różnych zagrożeniach drogowych? Informacje przekazywane są automatycznie na podstawie danych z różnych czujników pojazdu. Wystarczy zatem odczyt z ABS, asr i ESP o problemach z trakcją, by wysłać stosowne ostrzeżenie wraz z danymi o lokalizacji. Podobnie w przypadku, gdy zatrzymamy się i uruchomimy światła awaryjne albo w trakcie jazdy włączymy światła przeciwmgielne. Gdy włączymy wycieraczki na najwyższy bieg, wówczas auto wygeneruje alarm o złych warunkach pogodowych. W przypadku kolizji i wypadków wystarczy, że komputer zarejestruje aktywację poduszek powietrznych i prócz sygnału eCall prześle dane do operatora SRTI.

Oczywiście efektywność ostrzegania jest ściśle uzależniona od tego, ile odpowiednich aut już przemieszcza się po drogach. Z miesiąca na miesiąc będzie ich jednak coraz więcej, co oznacza, że mamy spore szanse na to, że w niezbyt odległej przyszłości zyskają skuteczność choćby zbliżoną do tej jakiej sięgnęły NaviExpert czy Yanosik w ostrzeganiu o policyjnych kontrolach prędkości.