Auta „budżetowe” to samochody, które mają być tanie, ale jednocześnie muszą być samochodami uniwersalnymi – muszą m.in. pomieści rodzinę wraz z całą furą bagaży. Odświeżony C-Elysee z założenia spełnia te wymogi – jest pakowany, w podstawowej wersji tani, a co więcej na tle konkurentów (myślę tu szczególnie o Dacii), wygląda dobrze, ale… no właśnie tych „ale” w tym przypadku jest trochę za dużo.

Citroen C-Elysee – to auto ma sporo zalet

Citroen C-Elysee gabarytowo i cenowo jest bezpośrednim konkurentem Logana. Tani model Citroena właśnie przeszedł lifting i trzeba przyznać, że wygląda naprawdę dobrze. Patrząc na przód auta z nowocześnie narysowanymi reflektorami nie czuć, że mamy do czynienia z autem budżetowym, a to już spora zaleta w tym segmencie samochodów. Oczywiście czepialscy powiedzą, że C-Elysee ma złe proporcje – długie i wąskie nadwozie z boku i z tyłu nie wygląda już tak dobrze, ale za to na tylnej kanapie mamy naprawdę dużo miejsca

Miło zaskakuje także wnętrze, które także może się podobać, szczególnie jeśli wybierzecie jasne wykończenie. Kolejnym plusem jest ilość miejsca na nogi w obu rzędach siedzeń. Na tylnej kanapie zmieszczą się nie tylko dzieci, ale także dorośli. Jest jednak jedno ale – nie mogą być ani wysocy, ani zbyt barczyści – niestety, daje znać o sobie wąski rozstaw kół i opadająca linia dachu.

Jeszcze lepiej prezentuje się przepastny bagażnik, w którym według producenta można pomieścić 506 l bagażu. Niestety, tu też są kolejne „ale”. Po pierwsze: otwór załadunkowy jest wąski, a sam bagażnik bardzo głęboki, więc włożenie większych przedmiotów będzie niemożliwe, a sięgnięcie po te podsunięte pod same oparcia tylnej kanapy wymaga zanurkowania w bagażniku. Po drugie: ogromne, odkryte zawiasy mocno ograniczają funkcjonalność przestrzeni ładunkowej – łatwo nimi uszkodzić przewożone przedmioty.

Citroen C-Elysee – oszczędności, oszczędności i jeszcze raz oszczędności

Przyczepić się też można do jakości wykończenia tej przestrzeni – na podłodze umieszczono kawałek materiału podbitego na… sklejce. Tak, tak to nie pomyłka. Zaglądając pod to liche wykończenie widzimy miejsce na koło zapasowe, które w ramach oszczędności nie zostało polakierowane w kolorze nadwozia, zresztą podobnie, jak komora silnika.

Kolejne cięcia kosztów widać we wnętrzu. Zresztą taniość tej konstrukcji można już poczuć przy pierwszym zamknięciu drzwi – po pierwsze: trzeba dość mocno nimi „trzasnąć” żeby się zamknęły, a po drugie: słychać przy tym nieprzyjemny dla ucha dźwięk.

W środku tanie i twarde plastiki nie przeszkadzają tak, jak zbyt wąskie. Po dłuższej jeździe zwężające się ku gurze oparcie coraz bardziej uwiera w łopatki. W ogóle znalezienie wygodnej pozycji za kierownicą nie jest łatwe – Citroen C-Elysee nawet w najbogatszej wersji ma wyłącznie pionową regulację kierownicy.

Jednym z niewielu elementów kokpitu, który można pochwalić jest system multimedialny. Obsługuje się go za pomocą dużego dotykowego wyświetlacza. Ekran dobrze reaguje na dotyk, system nawigacyjny jest prosty w obsłudze i na niezłe mapy, a kamera cofania zapewnia obraz dobrej jakości (dostępny w standardzie wyłącznie w najbogatszej wersji Shine).

Wnętrze także nie grzeszy ergonomią. Co prawda przycisków jest nie wiele, ale za wpadkę projektantów należy uznać zbyt dużą dźwignię sterującą skrzynią automatyczną. Po ustawieniu jej w pozycji “P” z umieszczonego za nią cup-holdera nie da się już wyjąć kupka z kawą, tak aby nie wyleć jego zawartości na dywaniki. Kilka przycisków umieszczono także tak, że zasłania je koło kierownicy, a ekran nawigacji w słonecznie dni jest mało czytelny.

Citroen C-Elysee – układ napędowy, czyli pięta achillesowa

Niestety, mimo że wersja z przekładnią automatyczna wymaga słonej dopłaty, ale o tym później, trudno powiedzieć, że to auto stworzone do jazdy miejskiej. Klasyczny, 6-biegowy automat jest nie tylko wolno, ale też dość… niezdecydowany. Podczas spokojnej, jednostajnej jazdy zdarza mu się zmieniać bez potrzeby biegi – a to w dół, a to do góry. Dość wyraźnie też czuć szarpnięcie między zmianą z pierwszego na drugi bieg. Także po wciśnięciu pedału przyspieszenia następuje dłuższa chwila zawahania zanim przekładnia zredukuje przełożenie.

Także niewiele dobrego da się powiedzieć o silniku benzynowym o pojemności 1.6 litra. Jednostka jest dość głośna (cześć winy ponosi za to słaby poziom wygłuszenia kabiny), ospała a przy tym dość paliwożerna. W zależności od stylu jazdy średnie spalanie oscylowało na poziomie 9-10 litrów na 100 km. To zdecydowanie za dużo, jak na dynamikę którą oferuje ten zespół napędowy, ale co ciekawe dość blisko tego co deklaruje producent.

Kolejnym powodem do narzekania jest sposób prowadzenia C-Elysee. Zawieszenie zestrojono dość miękka. Taka charakterystyka sprawdza się na bardzo nierównych i dziurawych drogach, ale już podczas pokonywaniu poprzecznych nierówności, np. torowisk, słychać nieprzyjemne dobijanie. Jednak największym problem jest niestabilność auta na łukach. W przypadku gdy na zakręcie trafi się studzienkę lub torowisko, auto potrafi niemile zaskoczyć kierowcę – samochód zaczyna myszkować po całej drodze.

Citroen C-Elysee – tanie auto w wygórowanej cenie

Powiecie, że czepiam się – przecież to auto budżetowe! Tak, ale tylko w podstawowej wersji. Testowany model w najbogatszej wersji Shine z benzynowym silnikiem o pojemności 1.6 l i automatem kosztuje 60 790 zł. Biorąc pod uwagę niedomagania układu napędowego i jakość wykończenia to zdecydowanie zbyt wysoka cena względem tego co oferuje C-Elysee.

Dane techniczne Citroen C-Elysee 1.6 VTi EAT6

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1587 cm3, R4 16V
Moc 115 KM przy 6050 obr./min
Moment obrotowy 150 Nm przy 4000 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 6-biegowa automatyczna, napęd na przód
Prędkość maksymalna 188 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 10,8 s
Średnie zużycie paliwa 7,3 l/100 km
Masa własna 1240 kg
Cena od 54 290 zł (wersja More Life)