Ma w sobie coś z Toyoty GR Yaris, Hyundaia Ioniqa 5, Alpine A290 GTS i dowolnego Lamborghini — holenderscy studenci czerpali z najlepszych projektów we współczesnej motoryzacji. Mimo to ich samochód koncepcyjny — ARIA — ma też coś wspólnego z... elektrycznym skuterem. ARIA rzuca wyzwanie całej branży motoryzacyjnej, bo pokazuje nowe podejście do kwestii eksploatacji auta. Studenci opracowali pojazd, który prawdopodobnie nigdy nie pozna żadnego mechanika. Brzmi jak utopia, ale może w tym szaleństwie jest metoda.
Poznaj kontekst z AI
Dlaczego ARIA nie musi jeździć do serwisu?
ARIA to pojazd koncepcyjny, który ma zmienić podejście do obsługi technicznej samochodów na prąd. Kluczowym rozwiązaniem jest modułowa budowa — auto powstało z oddzielnych elementów, takich jak akumulator, panele nadwozia czy podzespoły elektroniczne we wnętrzu. W przypadku uszkodzenia lub usterki kierowca wymienia wyłącznie uszkodzoną część, bez konieczności angażowania specjalistycznych serwisów.
Przemyślana konstrukcja to nie wszystko. Zespół z Technicznego Uniwersytetu w Eindhoven wyposażył pojazd w łatwo dostępne komponenty, zadbał o czytelne instrukcje dla użytkowników i wygospodarował pod maską miejsce na skrzynkę z niezbędnymi narzędziami. Kontrola stanu technicznego auta odbywa się za pomocą... aplikacji w smartfonie. Inspekcję można przeprowadzić po podłączeniu telefonu kablem USB-C i uruchomieniu diagnostyki. Program wykryje problem, pokaże go na modelu 3D i powie, co z nim zrobić. Dzięki temu większość napraw da się przeprowadzić samemu.
Przeczytaj też: Kupił chińskie auto, nie wjedzie do jednostki. Mnożą się zakazy
Jaki akumulator ma holenderska ARIA?
Jedną z najważniejszych rzeczy był wybór akumulatorów zapewniających zasilanie. Większość oferowanych dziś aut elektrycznych ma baterię zintegrowaną z platformą. Co więcej, takie auta korzystają z niestandardowych części i nie zapewniają łatwego serwisowania, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do przedwczesnego zezłomowania pojazdu.
"To podważa wizerunek auta elektrycznego jako rozwiązania przyjaznego środowisku" — twierdzi Taco Olmer, kierownik zespołu, i zapewnia, że ich projekt odpowiada nowym unijnym regulacjom, które mają wydłużyć cykl życia produktów. Zamiast jednej ciężkiej i wbudowanej baterii ARIA dostała więc zestaw sześciu mniejszych modułów (każdy o wadze 12 kg). Zaleta? Można je bezpiecznie odpiąć bez żadnych narzędzi i wymienić tak szybko, jak akumulator w elektrycznym skuterze. Wada? Razem mają pojemność niespełna 13 kWh, a dziś większe akumulatory mają już nawet hybrydy typu plug-in (PHEV). Pierwsze skrzypce grała tu jednak nie wydajność, lecz obsługa techniczna.
Oczywiście, każdy samochód można naprawić, ale widzimy, że potrzebna jest do tego specjalistyczna wiedza – zwłaszcza gdy mówimy o pojazdach elektrycznych. My chcemy dać konsumentowi możliwość samodzielnej naprawy samochodu
— wyjaśnia Olmer.
Łatwość naprawy ma być nowym prawem klientów w UE
W podobny sposób można wymienić też inne elementy auta — zderzaki, błotniki czy drzwi. Skąd wziął się pomysł na tak przyjazny kierowcy samochód? Inspiracją dla studentów z Eindhoven były nowe unijne przepisy o łatwości naprawy. Dotyczą one jednak głównie elektroniki użytkowej i sprzętów AGD. Projekt ARIA miał pokazać, że coś takiego byłoby też możliwe w motoryzacji.
"Jeśli nam udało się to zbudować w rok, branża również ma takie możliwości" — zapewnia Olmer. Autorzy tego projektu są członkami koalicji Right to Repair zrzeszającej ponad 180 organizacji z 30 krajów, która zabiega o dostęp do części zamiennych i możliwość łatwej wymiany elementów oraz aktualizacji oprogramowania. Jeśli ta studencka inicjatywa przyjmie się w branży, obsługa samochodów elektrycznych stanie się prostsza i tańsza. Kto wie, może na osiedla wrócą nawet kanały do naprawy aut we własnym zakresie!