Najpierw w Tajlandii, później w Warszawie - już dwa razy doświadczyłem nowej metody kierowców Bolta na zwiększenie opłaty za przejazd. Za drugim razem, kiedy kierowca poprosił mnie o anulowanie przejazdu i zamówienie większej taksówki, odmówiłem i zgłosiłem sprawę Boltowi.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
alexgo.photography / Shutterstock
Taksówka firmy Bolt podczas kursu w Warszawie
Za każdym razem na początku wszystko wyglądało normalnie — wyciągałem telefon z kieszeni, zamawiałem przejazd w aplikacji (w moim przypadku w Bolcie) i czekałem na taksówkę. Problemy zaczynały się dopiero wtedy, gdy na miejscu zjawiał się kierowca. Dwukrotnie przekonałem się, że — rzekomo — wybrałem zbyt niską opcję przejazdu, aby taksówkarz mógł zrealizować kurs. Za pierwszym razem doświadczyłem tego w Azji i dałem się "przekonać". W Polsce wykazałem się już większą asertywnością. A potem napisałem do Bolta.
Dużo, mało? Od tej sumy trzeba jeszcze odjąć koszty prowadzenia działalności, paliwa, wynajmu i serwisowania auta. Jeśli ktoś jest z takich zarobków niezadowolony, wydłuża czas pracy nawet do 12-14 godzin dziennie albo... zaczyna szukać alternatywnych sposobów na zwiększenie zarobków, np. takich, które wykorzystują niewiedzę pasażerów. To wyjątkowo nieuczciwa praktyka, bo klient jest na straconej pozycji — często akurat gdzieś się spieszy, więc nie chce wdawać się z kierowcą w dyskusję, a już tym bardziej marnować czasu na szukanie następnej taksówki.
Zamawianie przejazdu w aplikacji firmy BoltBolt
Jak kierowcy Bolta zarabiają na pasażerach?
Sposobów na wyciągnięcie od pasażerów dodatkowych pieniędzy jest z pewnością cały wachlarz. Obie sytuacje, które mnie spotkały, miały podobny mechanizm, bo polegały na wymuszeniu anulowania przejazdu i zamówieniu następnego, ale większym pojazdem (Bolt XL), czyli droższego — alternatywnie kierowcy proponują dopłacenie różnicy w gotówce. Nie muszę chyba mówić, że w tym czasie nie zmieniają samochodu...
Pierwszy raz doświadczyłem tej sytuacji, będąc na urlopie w Tajlandii w listopadzie 2025 r. Kierowca, który przyjechał, próbował mi wmówić, że mniejsze taksówki nie mają licencji pozwalającej na wjazd na parking pod świątynią, która była celem mojego kursu. Oczywiście, okazało się to nieprawdą, ale zgodziłem się dopłacić, bo byłem w obcym państwie i nie chciałem wdawać się w potyczki słowne, a do tego zależało mi na czasie, bo miałem napięty grafik na ten dzień. Co więcej, przejazdy taksówkami w Tajlandii są dużo tańsze niż w Polsce, więc było mi łatwiej machnąć na to ręką.
Taksówki w TajlandiiŹródło: Auto Świat / Mateusz Pokorzyński
Opisane zdarzenie potraktowałem jako lokalną praktykę stosowaną przez kierowców żerujących na turystach i zapomniałem o sprawie. Aż do grudnia 2025 r., kiedy w cztery osoby chcieliśmy przejechać taksówką z jednej części Warszawy do drugiej. Mieliśmy ze sobą dwie walizki kabinowe i plecak, co zdaniem kierowcy kwalifikowało nas już do przejazdu większym autem. Nie zgodziliśmy się na to, bo liczba pasażerów odpowiadała możliwościom standardowej taksówki, a żaden z bagaży nie musiałby jechać w kabinie.
Kierowca, który przyjechał Toyotą Prius+ (to ta "vanowata" z dużym bagażnikiem), odjechał, a ja musiałem anulować kurs i zgłosić reklamację. Reakcja Bolta była wzorowa — w kilka minut dostałem decyzję o przyznaniu mi zwrotu opłaty za anulowanie i jeszcze tego samego dnia otrzymałem swoje środki. Ostatecznie skorzystałem z innej aplikacji, obawiając się powtórki. Taksówkarz, który usłyszał naszą historię, zrobił wielkie oczy i powiedział, że jeszcze się z taką pomysłowością "kolegów" nie spotkał. Bez problemu zmieścił nas i nasze bagaże w aucie, choć przyjechał... mniejszą Toyotą Corollą w wersji sedan.
Potwierdzenie zwrotu opłaty za anulowanie przejazdu w BolcieŹródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Jak reagować na próbę naciągnięcia przez kierowcę z aplikacji?
Na podstawie własnych doświadczeń polecam walkę z nieuczciwymi praktykami — nie powinniśmy zgadzać się na odstępstwa od regulaminu i dziwne, indywidualne zasady dyktowane przez kierowców. Jeśli coś ci się nie podoba, zrezygnuj z przejazdu i domagaj się zwrotu niesłusznie pobranej opłaty za anulowanie przejazdu. Kurs się nie odbył, ale nie z twojej winy.
A co na to Bolt? Poprosiłem firmę o odpowiedzenie na kilka pytań. Chciałem dowiedzieć się m.in. tego, jak często pasażerowie reklamują przejazdy z powodu wyżej opisanego przekrętu. Niestety, dział prasowy na to pytanie akurat nie odpowiedział. Nie dowiedziałem się też, czy poszkodowani klienci mogą liczyć na dodatkową rekompensatę (np. zniżkę na kolejny przejazd) i z czego wynikają próby naciągania pasażerów na droższe kursy. Poniżej znajdziecie opublikowane w całości oficjalne stanowisko firmy Bolt:
Bardzo nam przykro z powodu nieprzyjemnych doświadczeń podczas przejazdu. Przypadki, w których kierowca anuluje zamówienie po przyjeździe na miejsce odbioru, należą do bardzo rzadkich, a zdecydowana większość z nich jest rozwiązywana przez zespół wsparcia Bolt w sposób satysfakcjonujący. W każdej sytuacji, gdy przejazd zostanie anulowany z przyczyn niezależnych od pasażera, użytkownik powinien zgłosić sprawę do naszego zespołu.
Każda kategoria przejazdów w obu aplikacjach Bolt — dla pasażerów i kierowców — ma określone kryteria. Przy wyborze kategorii liczba dostępnych miejsc jest wyraźnie wskazana w aplikacji. W większości kategorii dostępne są maksymalnie cztery miejsca, natomiast kategoria XL oferuje do sześciu miejsc. Przestrzeń na standardowy bagaż nie jest określona przez kategorię, ponieważ zależy od specyfikacji i wielkości konkretnego pojazdu
— przekazał "Auto Światowi" Mantas Cizas, PR manager firmy Bolt odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią i Zachodnią Azję.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.