Zamiast Toyoty z gazem wybrał chińskiego SUV-a. Taksówkarz zdradził, czy nie żałuje

Przyjechał po mnie pan Marcin i już podczas przejazdu chętnie odpowiadał na pierwsze pytania. Kurs był jednak zbyt krótki, żeby poruszyć choćby tylko najważniejsze kwestie związane z codzienną eksploatacją "chińczyka". Umówiliśmy się na dogrywkę kilka dni później, już bez presji spływających zleceń i odlatujących samolotów.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.