Inspekcja Transportu Drogowe trafiła na niezły „kwiatek”. Na odcinku ekspresowej „siódemki” w Zaborowie koło Grójca mundurowi zatrzymali do kontroli ciągnik siodłowy z naczepą. Okazało się, że naczepa ma tylko dwa z sześciu kół, a te zamontowane były w agonalnym stanie – na lewej widać było druty, a w prawej były głębokie pęknięcia. Z kolei osie, na których nie było kół, podwieszono do ramy pojazdu pasami.

To jednak nie koniec. Okazało się, że braki w ogumieniu to tylko wierzchołek góry lodowej. W naczepie uszkodzone były poduszki przy kołach – brak powietrza i zablokowane. Przy lewym i prawym kole na pierwszej, podwieszonej pasami osi naczepy nie było klocków hamulcowych. Dalsza kontrola wykazała, że jeden z siłowników układu hamulcowego jest źle zamontowany, a na jednym z kół po prostu zwisa na przewodach i ciągnie się po asfalcie.

Mimo tak fatalnego stanu przyczepy kierowca zestawu był mocno zaskoczony kontrolą ITD. Jak wyjaśnił, naczepa to jego nowy nabytek. Według niego, skoro jechał „na pusto”, to mógł jechać z niesprawną i zagrażającą bezpieczeństwu naczepą po drodze krajowej.

Inspektorzy nie podzielili jednak zdania beztroskiego kierowcy, zatrzymali dowód rejestracyjny naczepy i wydali zakaz dalszej jazdy. Sam kierowca dostał kilka mandatów, w tym jeden za nieprawidłowości w ustawieniu tachografu. To jednak nie koniec. Sprawa trafiła do sądu, który zadecyduje o wysokości kary za wykryte nieprawidłowości.

Zobacz również: Pijany 25-latek jechał autem bez drzwi, maski i klapy bagażnika