Easter Jeep Safari w Moab od lat traktowane jest przez Jeepa jako poligon doświadczalny zarówno dla jego w pełni seryjnych modeli, jak i zademonstrowania pomysłów, nad którymi pracują inżynierowie marki i Jeep Performance Parts. Na tegorocznej edycji imprezy entuzjaści z całego świata będą mogli obejrzeć i sprawdzić na malowniczych i wymagających bezdrożach Utah aż cztery zupełnie nowe modele studyjne: Magneto, Jeepster Beach, Gladiator Red Bare i Orange Peelz oraz trzy auta pokazane w zeszłym roku: Gladiator Farout, Gladiator Top Dog i Wrangler Rubicon 392. Ten ostatni jest zresztą właśnie wprowadzany do produkcji seryjnej jako jeden z topowych wariantów kultowego Jeepa. Przyjrzyjmy się jednak debiutantom.

Jeep Magneto – elektryczny Wrangler

To koncept bazujący na dwudrzwiowej wersji Wranglera Rubicona model 2020, który został wyposażony w elektryczny silnik i manualną, 6-biegową skrzynię, tworząc unikalny zestaw, którym można operować sprzęgłem jak w klasycznych Wranglerach z „manualem” i silnikiem spalinowym. Auto dysponuje mocą porównywalną z benzynowym wariantem 3.6 V6, czyli 285 KM i momentem 370 Nm, które pozwalają przyspieszać od 0 do 60 mph (0-96 km/h) w 6,8 s. Energii dostarczają 4 moduły baterii litowo-jonowych o pojemności 70 kWh działające pod napięciem 800 Voltów, które rozmieszczono z tyłu w części bagażnika, dwa po wewnętrznej stronie każdej z szyn ramy oraz nad silnikiem elektrycznym z przodu, tak by zapewnić optymalny rozkład masy. Magneto ma dodatkowo dwa akumulatory 12 V do zasilania wybranych systemów auta oraz akcesoriów. Jeep niestety nie podał zasięgu samochodu, ani czasu ładowania.

Wiemy natomiast, że w wyposażeniu Magneto znalazły się m.in. 17-calowe koła z terenowymi oponami, customowa klatka bezpieczeństwa, stalowe zderzaki i osłony podwozia, wyciągarka Warn oraz zestaw JPP do zwiększania prześwitu o 2 cale.

O tym modelu z pewnością jeszcze usłyszymy, bo Jeep planuje kontynuować prace nad jego rozwojem.

Jeepster Beach – w stylu retro

Ten koncept nawiązuje do modelu Jeepster Comando (C-101) z roku 1968. O ile jednak nadwozie utrzymane jest wyraźnie w zachwycającym stylu tamtego klasyka o tyle pod nim znajdziemy elementy ze współczesnego Wranglera Rubicona. W tym ramę i turbodoładowany benzynowy silnik 2.0, który po modyfikacjach przeprowadzonych przez inżynierów z działu SRT osiąga moc 340 KM (o 25 proc. więcej niż wersja seryjna) i potężny moment obrotowy 500 Nm. Silnik współpracuje z 8-stopniową skrzynią automatyczną.

Auto dostało terenowe koła 35 cali Falken Wildpeak i złoty lakier, a tylne siedzenia zastąpiono metalową klatką bezpieczeństwa. Z Jeepstera usunięto też dywaniki, co ma ułatwić utrzymanie czystości po szaleństwach na plaży.

Jeep Red Bare – twardziel wśród twardzieli

Poważny teren wymaga poważnego napędu, dlatego odwołujący się do dziedzictwa najtwardszych terenówek marki kocept Red Bare, dostał turbodoładowanego diesla 3.0 V6 o mocy 260 KM i momencie 600 Nm, 8-stopniową skrzynię TorqueFlite 8HP75 i osie Dana 44 o przełożeniu 4,88. Do tego osiąga współczynnik pełzania 91:1, co pozwala mu swobodnie czuć się na najtrudniejszych odcinkach, jakie znajdziemy w okolicach Moab.

Maska silnika i osłona pochodzą z modelu Mojave, a czerwony lakier Fire Cracker i matowo-czarna grafika ze złotymi akcentami tworzą przykuwający wzrok wzór, który podkreśla oryginalny styl konceptu. We wnętrzu znajdziemy czarne skórzane fotele Katzkin z czerwonymi przeszyciami i wstawkamiu z czerwonej flaneli. Tego ostatniego materiału użyto także do wykończenia kokpitu.

Red Bare ma zwiększony o 2 cale prześwit, 17-calowe koła z 37-calowymi oponami BFGoodrich do jazdy po błocie, sportową belkę montowaną w skrzyni ładunkowej. Standardem są także stalowe zderzaki z wyciągarką Warn.

Jeep Orange Peelz – swoboda otwartej przestrzeni

Bazuje na dwudrzwiowym Wranglerze i jest hołdem dla wolności i przyjemności, jakiej dostarcza styl życia związany z tym najbardziej kultowym modelem amerykańskiej marki. Nie mogło tu zabraknąć zdejmowanego hard-topu i tzw. półdrzwi, które dostarczają wrażeń z jazdy pod otwartym niebem. Pod maską silnik 3.6 V6 o mocy 285 KM i momencie 352 Nm, z ukłądem dolotowym zimnego powietrza JPP i układem wydechowym JPP cat-back. Moc i moment przekazywane są na obydwie osie za pośrednictwem 8-biegowego „automatu” TorqueFlite.

W wyposażeni system zwiększania prześwitu, amortyzatory Fox, wysokie błotniki, 17-calowe koła z możliwością blokady stopek, 37-calowe opony BFGoodrich KM3 typu mud-terrain, 5-calowe światła LED, przednia szyba wykonana ze szkła Corning Gorilla Glass. Orange Peelz ma też stalowe zderzaki, wyciągarkę Warn, niestandardowe osłony grilla i progów oraz wzmocnione zawiasy tylnej klapy, aby mogła utrzymać zamontowane do niej koło zapasowe. Co ciekawe, to na nim umieszczono trzecie światło stopu.

Wnętrze wykończeniem nawiązuje do nadwozia. W odcieniach pomarańczu utrzymany jest kokpit jak i kratka tapicerki. Pomarańczowe przeszycia znajdziemy też na kierownicy, drążku skrzyni i hamulcu ręcznym. Nakładki na pedały wykonano ze stali nierdzewnej. Auto ma też specjalne, formowane wtryskowo maty podłogowe.

Przyznacie, że to bardzo interesujący zestaw.