Błąd pomiaru choćby o 1 km na godz. ma znaczenie. Przy odrobinie pecha, gdy fotoradar wskaże przekroczenie o 31 km na godz., wchodzisz w wyższy próg kary niż wtedy, gdy przekraczasz dozwoloną prędkość o 30 km na godz.: w takim wypadku mandat rośnie z 400 na 800 zł, dostajesz dziewięć, a nie siedem punktów karnych, no i wchodzisz w "tryb recydywy" — przy kolejnym podobnym wykroczeniu kwota mandatu automatycznie jest mnożona przez dwa. Jeśli masz już punkty karne na koncie, jeden punkt może przesądzić o tym, że stracisz prawo jazdy. A tymczasem każdy, kto miał bliżej do czynienia z miernikami prędkości, wie, że te urządzenia nie są stuprocentowo dokładne. Nawet przepisy nie wymagają od mierników prędkości stuprocentowej dokładności — dopuszczalny błąd pomiaru przy prędkościach do 100 km na godz. wynosi +/— 3 km na godz., a powyżej tej prędkości — 3 proc.
W bardzo wielu krajach ten dopuszczalny błąd pomiaru jest automatycznie brany pod uwagę na korzyść kierowcy przy rozliczaniu wykroczeń. W Polsce na razie jest inaczej, ale Ministerstwo Infrastruktury samo przyznaje, że świadomy kierowca jest w stanie "się wykłócić" — albo na drodze z policjantem, albo w sądzie.
I oto mamy projekt ustawy, który kończy dyskusję, bo wprowadza konkretne zasady rozliczania wykroczeń, które biorą pod uwagę dopuszczalny błąd pomiaru mierników prędkości.
CANARD
Odcinkowy pomiar prędkości
Jaki dostaniesz mandat, gdy fotoradar zarejestruje przekroczenie prędkości o np. 30 km na godz.?
Ministerstwo Infrastruktury przyznaje, że dotychczasowy dopuszczalny margines 10 km na godz. to nie to samo co wzięcie pod uwagę na korzyść kierowcy dopuszczalnego błędu pomiaru. Obecnie jest tak, że przekroczenia prędkości zarejestrowane automatycznie nie są w ogóle brane pod uwagę przy przekroczeniach do 10 km na godz. Głównie chodzi o to, aby nie przeciążać systemu drobnymi wykroczeniami, z którymi wiąże się znikoma wysokość mandatów. Ale gdy fotoradar wskaże przekroczenie na przykład o 15 km na godz., to płacisz jak za przekroczenie o dokładnie 15 km na godz.
W projekcie ustawy pojawił się więc nowy mechanizm: wynik zarejestrowany przez fotoradar albo odcinkowy pomiar prędkości będzie automatycznie pomniejszany o 5 km na godz., a na autostradach i drogach ekspresowych — o 6 km na godz. Oznacza to w praktyce, że jeśli system zarejestruje przekroczenie prędkości o 35 km na godz., to dostajesz mandat za 30 km na godz., a jeśli zdarzenie miało miejsce na autostradzie — płacisz według taryfikatora za przekroczenie o 29 km na godz.
Co w praktyce oznacza, że kierowca stanie się obiektem zainteresowania systemu CANARD, gdy przekroczy prędkość o co najmniej 16 km na godz.
Masz auto w leasingu? Dostaniesz wezwanie szybciej niż się spodziewasz
Mandaty będą więc realnie niższe, ale za to mają być egzekwowane naprawdę, a nie tak jak teraz — gdy sprawy się przeciągają i coraz więcej kierowców poznaje sposoby, jak uniknąć kary związanej z mandatami fotoradarowymi.
Pierwszy pomysł to uproszczenie procedury związanej z karaniem kierowców, którzy mają samochody w leasingu. Obecnie sytuacja wygląda tak, że gdy system zarejestruje wykroczenie, "oferta" przyjęcia mandatu powiązana z żądaniem wskazania kierującego trafia do właściciela samochodu — w przypadku aut w wynajmie długoterminowym albo w leasingu jest to np. firma leasingowa. Dopiero firma leasingowa wskazuje posiadacza pojazdu, a CANARD ponownie wysyła do niego wezwanie. Posiadacz pojazdu nie musi być kierowcą, więc nierzadko wskazuje jeszcze inną osobę... A zegar tyka.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Teraz ma być prościej: oddając samochód w leasing albo wynajem długoterminowy na dłużej niż 30 dni, właściciel będzie miał obowiązek zgłosić ten fakt do CEPiK-u wraz ze wskazaniem danych adresowych użytkownika. W związku z tym, gdy system zarejestruje wykroczenie, wezwanie zostanie automatycznie skierowane do leasingobiorcy, a nie do firmy leasingowej. To niewątpliwie zwiększy przepustowość systemu.
Jest i bonus dla użytkownika samochodu: standardem jest, że firma leasingowa za wskazanie danych użytkownika na żądanie uprawnionych organów pobiera od tego użytkownika opłatę — np. 100 zł plus VAT. Teraz nie będzie tego robić.
Masz auto na zagranicznych tablicach rejestracyjnych? Zapłać mandat, bo nie wyjedziesz z Polski
Ma powstać rejestr wykroczeń popełnionych samochodami na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Gdy sprawca nie zapłaci w określonym terminie, dane samochodu trafią do specjalnej bazy danych. Od tego momentu każda kontrola drogowa albo kontrola graniczna oznacza kłopoty dla kierowcy. Projekt ustawy zakłada m.in. to, że samochód, na którym ciąży nierozliczony mandat, nie zostanie wpuszczony do Polski albo nie zostanie wypuszczony — oczywiście do momentu uregulowania należności. A gdy zostanie zatrzymany do kontroli drogowej, to kierowca albo zapłaci mandat, albo auto zostanie odholowane na parking depozytowy.
Brutalne, ale np. Czesi mają jeszcze bardziej ostre przepisy — niezapłacone mandaty powiązane są z właścicielem samochodu, a jeśli jest nim firma leasingowa, to zagraniczny kierowca leasingowanego auta, który nigdy nie popełnił wykroczenia, w razie kontroli drogowej nie pojedzie dalej, dopóki nie zapłaci wszystkich zaległych mandatów, które ciążą na właścicielu samochodu — firmie leasingowej. Niektórzy kierowcy, przejeżdżając przez Czechy, przekonali się już, jak bezwzględnie to działa.
Nie wskażesz, kto dysponował autem? Słono zapłacisz
Obecnie jeśli ktoś umiejętnie ignoruje wezwania GITD do wskazania, kto w danym miejscu i czasie mógł prowadzić jego samochód, może uniknąć kary. Projekt ustawy zakłada, że ten, kto nie wywiąże się z obowiązku w ciągu 30 dni, może już zapomnieć o mandacie — nie ma problemu, sprawa będzie anulowana. Ale za to będzie musiał zapłacić opłatę administracyjną, która kilkukrotnie przekroczy wysokość mandatu. Kilka przykładów:
- Za przekroczenie prędkości do 30 km na godz. opłata administracyjna wyniesie co najmniej 1500 zł. Jeśli należny mandat wynosi np. 300 zł, to łatwo sobie policzyć, co się bardziej opłaca.
- Za przekroczenie prędkości powyżej 71 km na godz. — jeśli właściciel auta nie wskaże w terminie użytkownika lub nie zajmie stanowiska w sprawie — opłata administracyjna wyniesie 7500 zł.
- Za przejazd na czerwonym świetle opłata wyniesie 3000 zł — zamiast mandatu o wartości 500 zł.
- W każdym wypadku opłata administracyjna będzie obniżona o 20 proc., jeśli ktoś zapłaci dobrowolnie w terminie 30 dni od zawiadomienia, "co ma stanowić zachętę do dobrowolnego i szybkiego uregulowania należności oraz odciążyć organy egzekucyjne".
Jaki skutek może mieć ustawa fotoradarowa?
Prawda jest taka, że obecnie liczba niezapłaconych mandatów idzie w setki tysięcy. System jest przeciążony przez krążącą korespondencję i drobne sprawy, których nie opłaca się egzekwować. Szybko okaże się, że wprawdzie kierowcy popełniający drobne przekroczenia prędkości pozostaną bezkarni, ale liczba realnie wyegzekwowanych mandatów może znacząco wzrosnąć.