• Pijany rowerzysta może zostać ukarany zakazem prowadzenia pojazdów, jednak na innej zasadzie niż pijany kierowca samochodu
  • Jazda po alkoholu na rowerze w większości przypadków kończy się mandatem bez dalszych konsekwencji. Są jednak wyjątki od tej zasady
  • 60-letni rowerzysta z Gniewa złamał zakaz jazdy na rowerze. Teraz grozi mu odpowiedzialność karna

Kilkanaście lat temu więzienia były pełne rowerzystów – osób zatrzymanych za jazdę na rowerze po alkoholu. Problem był na tyle duży, że zdecydowano, aby nie karać więzieniem za jazdę po alkoholu na rowerze. Czyn ten usunięto więc z Kodeksu karnego i "przesunięto" do Kodeksu wykroczeń. Od tej pory rowerzyści karani są jedynie wysokimi mandatami, choć może się zdarzyć, że sprawa trafi do sądu i będzie mieć poważniejsze konsekwencje. To, co wydaje się jedynie teorią, okazuje się możliwe w praktyce, czego dowodzi przykład 60-latka zatrzymanego przez policjantów w miejscowości Gniew.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

Rowerzystów obowiązują takie same limity alkoholowe jak kierowców samochodów. Kara jednak jest inna

Dozwolony limit alkoholu we krwi rowerzysty jest taki sam jak w przypadku kierowców samochodów czy motocykli. Takie same są też progi: łagodniej karana jest jazda w stanie po użyciu alkoholu (czyli gdy kierowca ma we krwi 0,2-0,5 promila tej substancji), a surowiej jazda w stanie nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila). W przypadku rowerzystów zawsze jednak mamy do czynienia z wykroczeniem. Za jazdę w stanie "po użyciu" taryfikator przewiduje mandat 1000 zł, za jazdę w stanie nietrzeźwości mandat rośnie do 2500 zł. To są najczęściej stosowane konsekwencje za tego typu wykroczenia. Gdy rowerzysta przyjmie mandat, sprawa na tym się kończy.

Po pijanemu na rowerze? Oby tylko skończyło się na mandacie!

Kara oczywiście może być wyższa: Kodeks wykroczeń mówi o grzywnie „nie niższej niż”. W praktyce oznacza to, że policjant na drodze, karząc nietrzeźwego rowerzystę, wystawia mandat zgodny z tym, co mówi taryfikator – 1000 zł albo 2500 zł. Jeśli jednak sprawa nie kończy się na mandacie, wówczas zajmuje się nią sąd. Sąd może ukarać sprawcę tego wykroczenia grzywną do 30 tys. zł. Oczywiście, taka kara jest raczej wyłącznie teorią, ale jest możliwa. Co więcej jednak, sąd może ukarać rowerzystę zakazem prowadzenia pojazdów, ale uwaga: innych niż mechaniczne. W praktyce rowerzysta może dostać zakaz jazdy na rowerze, hulajnodze elektrycznej i korzystania z podobnych pojazdów.

Pojawia się pytanie: co przesądza o tym, że sprawa trafia do sądu? Dzieje się tak wtedy, gdy rowerzysta odmawia przyjęcia mandatu, albo np. jest tak pijany, że nie ma z nim kontaktu. Policjant skieruje wniosek o ukaranie do sądu także wtedy, gdy pijany rowerzysta swoim zachowaniem spowodował poważne zagrożenie bezpieczeństwa – czyli wtedy, gdy, zdaniem policjanta, mandat wynikający z taryfikatora jest zbyt niski. To rzadka sytuacja, ale zdarza się.

Rowerzysta złamał sądowy zakaz, grozi mu więzienie

W przypadku rowerzysty z Gniewa tak właśnie się stało: rowerzysta został ukarany przez sąd rocznym zakazem jazdy na rowerze. Taki zakaz może wydawać się zabawny, można nawet sądzić, że nikt nas nie skontroluje i nie złapie na nieprzestrzeganiu go, co jest o tyle prawdopodobne, że rowerzyści bardzo rzadko poddawani są kontroli drogowej. Wystarczy jednak popełnić wykroczenie na oczach policjanta albo – tak jak 60-latek zatrzymany w Gniewie – ponownie jechać w stanie kompletnego upojenia alkoholowego, aby zwrócić na siebie uwagę.

Policjanci, którzy sprawdzili dane rowerzysty w systemach policyjnych, szybko dowiedzieli się, że ciąży na nim sądowy zakaz jazdy na rowerze. Złamanie takiego zakazu (jak i innych), jest przestępstwem, za które grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.