Ukradł auto, by pojechać na mszę. Policja nie "kupiła" wyjaśnień

Właściciel auta czuł się bezpiecznie na swoim terenie. Auto stało zaparkowane pod wiatą na tyłach gospodarstwa. Kluczyki znajdowały się w środku nieprzypadkowo – właściciel Audi słyszał nawet uruchamianie silnika, był jednak przekonany, że samochód bierze któryś z domowników.
Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Od kradzieży do zgłoszenia kradzieży samochodu minęło więc trochę czasu – gdy właściciel zorientował się, że ktoś nieupoważniony ukradł mu samochód, zadzwonił na policję. Ciekawostka: według policjantów właściciel Audi nie podejrzewał o kradzież konkretnej osoby, a jednak ci od razu wiedzieli, kto może być jej sprawcą.
Rozpoczęły się poszukiwania 57-letniego mieszkańca gminy Janów Podlaski, nie trwały one jednak długo. Najwyraźniej obszar jego działania jest raczej ograniczony, a i zwyczaje sąsiadów nie są dla okolicznych mieszkańców tajemnicą. Wkrótce Audi znalazło się wraz ze złodziejem za kierownicą. Jak 57-latek tłumaczył się z zabrania cudzego samochodu spod domu? Otóż to chyba jasne: jest niedziela, trzeba udać się do kościoła, "miałem iść piechotą taki kawał drogi?"
Amator cudzych samochodów usłyszał zarzut kradzieży, do wszystkiego się przyznał, w końcu czy naprawdę zrobił coś złego?
Teraz sąd będzie miał dodatkową pracę. Kodeks karny za kradzież auta przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Autor Maciej Brzeziński
Pasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Pokaż listę wszystkich publikacji

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu