• Volkswagen wyprodukował ponad 21 mln garbusów. Przynajmniej jeden z nich okazał się sceną zbrodni
  • Ted Bundy, jeden z najkrwawszych seryjnych morderców w USA, szczególnie upodobał sobie właśnie ten model. Żeby łatwiej było mu mordować i gwałcić, wymontował z auta przedni fotel i usunął klamki od strony pasażera
  • Swoje ofiary zwabiał charyzmą, elokwencją i nieprzeciętną urodą. Ale w samochodzie zamieniał się w bestię
  • Więcej podobnych historii znajdziesz na stronie głównej Onetu

Był 16 sierpnia 1975 r. Na początku tego roku Bob Dylan wydał swój piętnasty album pt.: "Blood on the Tracks", uważany zresztą przez krytyków za jeden z najlepszych w jego karierze. Płyta trafiła na sklepowe półki w połowie stycznia.

W piątkową noc, z 15 na 16 sierpnia 1975 r., beżowy Volkswagen Garbus z 1968 r., za kierownicą którego siedział Ted Bundy, sunął przez niewielkie miasteczko West Valley City w stanie Utah w hrabstwie Salt Lake. Kierowca, 29-letni wówczas były student psychologii i prawa, nie zatrzymał się do rutynowej, policyjnej kontroli. Funkcjonariusze natychmiast ruszyli w pościg. Niewielki garbus nie miał szans z policyjnym radiowozem, który po kilku minutach gonitwy zajechał mu drogę. Policjanci, mimo że musieli gonić uciekiniera, nie podejrzewali jeszcze, że mają do czynienia z seryjnym mordercą terroryzującym młode kobiety. Siedzący na fotelu kierowcy chłopak był całkiem miły, uśmiechał się, zapewniał, że zna swoje prawa i bez większych oporów zgodził się na przeszukanie samochodu. Jednak to, co funkcjonariusze zobaczyli w jego aucie, zmroziło ich krew w żyłach.

70 lat powojennej historii VW Garbusa

Rutynowa kontrola drogowa

Zatrzymany do kontroli samochód miał wymontowany fotel pasażera. Już to wzbudzało wiele podejrzeń, dlatego jeden z policjantów pilnował Bundy'ego, a drugi powoli odkrywał tajemnice samochodu. Funkcjonariusz znalazł łom, obok leżało pudło wypełnione dziesiątką dużych, zielonych, plastikowych worków na śmieci, a na jego dnie: szpikulec do lodu, latarka i lateksowe rękawiczki. Na tylnych siedzeniach były kolejne podejrzane przedmioty: dzianinowa maska ​​narciarska z otworami na oczy i usta, a do tego para kajdanek oraz ręcznie zrobiona maska z rajstop.

Jednak nawet jeśli cały ten arsenał mógł wydawać się niepokojący, to funkcjonariusze zatrzymali kierowcę nie z powodu tego, co miał w swoim samochodzie, tylko dlatego, że uciekał przed policyjną kontrolą. Dopiero po pewnym czasie udało się połączyć Bundy'ego z tajemniczymi zniknięciami kobiet. Rutynowa kontrola sprawiła, że w ręce policji wpadł seryjny morderca, gwałciciel i nekrofil.

Garbusem po śmierć

Do 1975 r., czyli pierwszego zatrzymania Bundy'ego, w jego aucie życie straciło 17 kobiet. Najmłodsza ofiara z tego okresu miała 13 lat. Bundy zwabił nastoletnią Lynette w maju 1975 r. Jej ciała do tej pory nie znaleziono. Wszystko wskazuje na to, że - podobnie jak inne swoje ofiary - mężczyzna najpierw zaprosił dziewczynkę do swojego samochodu, później uderzył ją łomem i wywiózł w odosobnione miejsce. Tam brutalnie gwałcił i dusił, aż wreszcie zamordował.

Lisa Levy i Margaret Bowman. Ofiary Teda Bundy'ego Foto: State Archives of Florida / Domena publiczna
Lisa Levy i Margaret Bowman. Ofiary Teda Bundy'ego

Ile dokładnie kobiet jechało jego kremowym Volkswagenem? Oficjalnie mówi się o 30, nieoficjalnie nawet o stu. Większość z nich spotkał taki sam tragiczny los.

Dziś Bundy jest uznawany za jednego z najgroźniejszych i najkrwawszych seryjnych morderców Stanów Zjednoczonych. Urodził się 24 listopada 1946 r. w domu dla samotnych matek w Burlington w stanie Vermont jako Teodor Cowell. Nie wiadomo, kto był jego biologicznym ojcem. Biografowie spekulują, że matka albo nie chciała, albo nie potrafiła wskazać ojca. Krążą nawet plotki, że Teodor był efektem kazirodczego związku kobiety i jej ojca.

Ted Bundy na policyjnym plakacie Foto: FBI
Ted Bundy na policyjnym plakacie

Chłopak od początku nie sprawiał większych kłopotów wychowawczych. Był sumiennym skautem i członkiem wspólnoty kościelnej. Z czasem zaczęło dziać się z nim coś niepokojącego. Nastolatek zaczynał kraść, głównie sprzęt narciarski, który miał umożliwić mu realizację hobby. Dwukrotnie był aresztowany jako młodociany przestępca. Ale w latach 60. w Ameryce podobnych przypadków było mnóstwo, stąd też nikogo specjalnie nie dziwiło, że chłopak wchodzi na drogę przestępczą.

Ted zdecydował się na studia. Najpierw psychologię, a później prawo. Żadnych jednak nie skończył. Fascynacja światem przestępczym okazała się być silniejsza.

VW The Beetle 1.4 TSI: nowoczesny klasyk

Kiedy zaczął zabijać, Bundy był przystojnym, charyzmatycznym i elokwentnym dwudziestoparolatkiem. Sprawiał wrażenie miłego studenta, może lekko zagubionego. Żeby zwabić kobiety do swojego samochodu, potrafił uciec się do emocjonalnego szantażu. Wielu ze swoich ofiar mówił, że ma złamaną rękę i potrzebuje ich pomocy. Był wiarygodny: świadkowie później zwracali uwagę, że widzieli na jego ręce gips. Niczego nieświadome kobiety wsiadały do jego samochodu.

Pułapka na kółkach

Wobec ofiar był bezlitosny. Lista skrzywdzonych przez niego kobiet pokazuje, że Bundy przez lata pozostawał w morderczym szale. Nie do końca wiadomo, kim była jego pierwsza ofiara. Oficjalnie to 21-letnia Lynda Ann Healy zwabiona do jego samochodu w styczniu albo lutym 1974 r. Żeby udoskonalić swoje zbrodnie, mężczyzna wymontował przednie siedzenie swojego samochodu. Dzięki temu łatwiej było mu przewozić zwłoki napadniętych kobiet. Mało tego. Jego garbus był tak naprawdę jeżdżącą pułapką bez wyjścia. Jeśli kobieta wsiadła do środka, nie miała szans wyjść samodzielnie. Bundy wymontował bowiem nie tylko fotel, ale też klamki w drzwiach pasażera. Pułapka z łatwością się zatrzaskiwała...

Zabił za 20 zł i butelkę wody. Mordercy z tylnego siedzenia taksówki

Bundy okazał się nie tylko mordercą i gwałcicielem. Śledczy badający jego sprawę ustalili, że mężczyzna, już po zamordowaniu wielu kobiet, wracał do ich ciał i ponownie gwałcił. Znane są też przypadki, że zanim bezcześcił ciała, najpierw zmarłym kobietom nakładał makijaż.

Ucieczki i morderczy szał

Niestety, pierwsze zatrzymanie nie uchroniło przed śmiercią kolejnych kobiet. Bundy w marcu 1976 r. został skazany za porwanie jednej ze swoich ofiar (C. DaRonch) i miał siedzieć w więzieniu 15 lat. Podczas jednej z rozpraw poprosił o możliwość skorzystania z sądowej biblioteki. Mężczyzna wszedł do czytelni, by po chwili wyskoczyć z okna na pierwszym piętrze i uciec przed wymiarem sprawiedliwości.

Po tym, jak Bundy uciekł przez okno biblioteki, udało mu się pozostać na wolności jedynie sześć dni. Przebywał w tym czasie w górach Aspen, w stanie Kolorado. I znów wpadł z powodu nieostrożności i zamiłowania do motoryzacji. Mimo kontuzji kostki, którą skręcił, gdy wyskakiwał przez okno, Bundy ukradł cadillaca. Jechał nim bez świateł, co zaniepokoiło policjantów. Funkcjonariusze zatrzymali pojazd. Okazało się, że kierował nim zbiegły Ted Bundy. Mężczyzna ponownie trafił za kratki. Ale na tym nie koniec...

Bundy, po drugim zatrzymaniu został osadzony w więzieniu w miasteczku Glenwood Springs. Nie na długo. W dwa tygodnie udało mu się wyciąć w suficie swojej celi niewielki otwór, którym ostatecznie uciekł przed sprawiedliwością drugi raz. Tym razem dopuścił się jednak kolejnej, przerażającej zbrodni. 15 stycznia 1978, wdarł się do jednego z akademików, gdzie dokonał istnej masakry. O trzeciej w nocy niczego nieświadome studentki dwudziestoletnia Lisa Levy i dwudziestojednoletnia Margaret Bowman wpadły w jego ręce. Mężczyzna bił, dusił i gwałcił. Kobiety zmarły. Ted nadal pozostawał w szale. Poszedł do kolejnego pokoju i znów napadł na dwie kobiety: Karen Chandler i Kathry Kleiner. Im udało się przeżyć, a Bundy'emu - uciec. Kradnąc kolejne samochody, udało mu się dostać do Lake City na Florydzie.

Kimberly Leach była ostatnią i najmłodszą ofiarą Bundy'ego. Właśnie na Florydzie, 9 lutego 1978 r., mężczyzna dopadł, zgwałcił i zamordował dwunastolatkę. Jej cało porzucił w opuszczonej szopie.

Historia zatoczyła koło

Już wcześniej, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, udało mu się sprzedać wiekowego "garbusa". Okazuje się jednak, że myśli o tym modelu Ted nie mógł się pozbyć tak samo, jak swoich przestępczych zapędów.

Samochód Teda Bundy'ego Foto: CC-BY-SA-2.0
Samochód Teda Bundy'ego

12 lutego 1978 r., nijaki Rick Garzaniti, razem z rodziną odpoczywał w domu, oglądając jedną z amerykańskich telewizji. Nie miał pojęcia, że bardzo blisko nich krąży groźny przestępca, Ted Bundy. Jednak nie Rick i jego rodzina byli najbardziej zagrożeni, tylko... ich samochód. Przed domem stał bowiem Volkswagen Super Beetle z 1972 r. Pomarańczowy garbus podziałał na Bundy'ego. Nie myśląc długo, ukradł pojazd i ruszył nim na zachód, wiedząc już, że jest najbardziej poszukiwanym przestępcą w kraju.

Historia zatoczyła koło. Bundy znów wpadł podczas rutynowej kontroli, w nocy 15 lutego 1978 r. Tu skończyła się jego mordercza wędrówka.

Bundy został stracony na krześle elektrycznym 24 stycznia 1989 r. Tuż przed śmiercią przyznał się do 30 morderstw. Niewykluczone jednak, żeby ofiar było znacznie więcej.

Jego beżowy Volkswagen stał się rekwizytem w Narodowym Muzeum Zbrodni i Kary niedaleko Waszyngtonu.

(bs)

Korzystałem: z tekstu Malwiny Użarowskiej "Ted Bundy: Zwykły amerykański chłopak", opublikowanego w Rzeczpospolitej, z tekstu Jerzego Klimczaka "Ted Bundy: seryjny morderca, nekrofil, ulubieniec Ameryki", opublikowanego na stronie histmag.org. Oraz z tekstów zamieszczonych na portalach: crimemuseum.org, historycollection.com.