• Warsztat w Pope Valley został założony w 1915 r.
  • Wokół niego powstał plac, na którym porzucano przez lata różne modele samochodów. Wielki pożar w 2009 r. zniszczył niema całą kolekcję
  • Dziś "spoczywa" na nim kilkadziesiąt wraków w różnym stopniu rozkładu
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Pope Valley to niewielka miejscowość położona przy drodze prowadzącej z hrabstwa Napa na północ do największego jeziora słodkowodnego Kalifornii – Clear Lake. Miejscowość to zbyt dużo powiedziane. Raptem trzy chałupy na krzyż, sklep z drobiazgami do przegryzienia i popicia oraz z pamiątkami i drewniana szopa pełniąca funkcję serwisu samochodowego i zarazem centrum pomocy drogowej położone przy skrzyżowaniu Howell Mountain Rd. i Pope Valley Rd. Zapamiętajcie ten adres, bo jeśli kiedykolwiek uda wam się tam trafić, z pewnością nie będziecie żałować.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Tablica pamiątkowa na ścianie warsztatu informuje, że został on założony w 1915 r., aby zapewnić naprawy sprzętu rolniczego, samochodów, ciężarówek, traktorów i holowanie, gdy Pope Valley zaczęło się rozrastać. W 1927 r. Pope Valley Garage otrzymał kontrakt od California State Automobile Association i przez 72 lata świadczył usługi pogotowia drogowego. Warsztat został założony przez Thomasa L. G. Neila, a jego syn Roy był pierwszym mechanikiem. Przez cztery pokolenia rodzina świadczyła usługi mechaniczne i holownicze. Firma nadal prowadzi działalność jako serwis naprawczy pojazdów, honoruje również kontrakt na holowanie z California Highway Patro.

Większą uwagę przykuwa jednak plac położony tuż za warsztatem, na którym "spoczywają" rdzewiejące samochody, pikapy i maszyny rolnicze. Część z nich została rozczłonkowana i pocięta na kawałki, część ma powybijane szyby i powyrywane elementy, a jeszcze inne niczym mumie ustawione w szeregu prężą dumnie swoje skorodowane karoserie, które ponad 50 lat temu z pewnością były obiektem pożądania. Widok niesamowity, ale jak się okazuje, to nie jest typowe złomowisko. Otóż pod koniec pierwszej dekady XXI w. padło ono ofiarą wielkiego pożaru, który strawił znaczne połacie regionu Great Valley.

Sam warsztat udało się co prawda ocalić, ale złomowane nieopodal samochody poddały się niszczącemu żywiołowi. Później właściciele zabrali się za porządkowanie tego, co udało się uratować z pożogi. Stad pocięte elementy nadwozi czy części wnętrza, które ostatecznie stały się częścią wystroju tego oryginalnego placu i dziś stanowią z pewnością miejscową atrakcję turystyczną, która powinna znaleźć się na obowiązkowej liście do zwiedzania nie tylko przez pasjonatów historii motoryzacji. Co ciekawe, niektóre z tych "eksponatów" można kupić.

Zdjęcia w galerii to tylko fragment tej niesamowitej kolekcji. Jeszcze tam kiedyś wrócimy!