• Volkswagen Santana zapewniała namiastkę luksusu 
  • Volkswagen Santana to klasyk, który nie jest przesadnie drogi  
  • W Europie kierowcy poszukujący eleganckiego sedana woleli modele Audi, BMW lub Mercedesa. Volkswagen Santana nie była popularny

Volkswagen nigdy nie miał tak naprawdę szczęścia do prestiżowych modeli. W takim postrzeganiu topowych limuzyn zawsze coś przeszkadzało. Klienci chętniej decydowali się na auta spod znaku BMW czy Mercedesa lub łaskawszym okiem patrzyli na Audi, które w koncernie VW pełniło funkcję reprezentacyjną. Z perspektywy czasu nie dziwi zatem, że debiutujący w 1981 roku sedan Santana nie zyskał takiej popularności, jak protoplasta tego modelu, czyli Passat B2.

Właśnie pochodzenie w przypadku Santany było dodatkowo skazą na wizerunku. Kierowcy nie za bardzo chcieli jeździć szlachetną limuzyną pochodzącą od plebejskiego kombi.

Nie pomogło nawet znacznie lepsze wyposażenie, obejmujące elementy, które w latach 80. były postrzegane jako namiastka luksusu. Na pokładzie Santany można doszukać się: welurowej tapicerki, lampek do czytania, dwutonowego klaksonu, tylnych zagłówków, atermicznych szyb, wspomagania układu kierowniczego, elektrycznie sterowanych szyb, metalizowanego lakieru czy automatycznej skrzyni biegów. Z dzisiejszego punktu widzenia to nic wielkiego, ale pamiętajcie, że dotyczy to czasów, gdy nawet elektroniczny zegarek był w wielu pojazdach oferowany za dopłatą.

Wszystko to cieszy, jednak co z tego, skoro czar pryska, bo przed kierowcą rozciąga się deska rozdzielcza adaptowana… tak, nie mylicie się – z Passata. Zatem podczas prowadzenia kierowca cały czas ma w pamięci ten o wiele mniej szlachetny model.

W Polsce lat 80. Santana również nie zdobyła takiej popularności, jak Passat. Jednak powodem nie był wbrew pozorom zbyt niski poziom prestiżu, lecz zbyt… wysoki. Przecież lepsze wyposażenie oznaczało wyższą cenę, poza tym trudniej było zdobyć części, a naprawy były bardziej skomplikowane (czytaj: droższe) niż w Passacie. Do tego nie każdy silnik sprawdzał się w PRL-owskich realiach. Topowe jednostki montowane pod maską Santany to paliwożerne 5-cylindrowe benzyniaki. Mniej palił bazowy benzynowy motor o pojemności 1,3 l i mocy 60 KM. Jednak jego słabe osiągi nijak miały się do wizerunku pojazdu i niemieccy kierowcy niezbyt chętnie go wybierali. Skoro tak, to nasi rodacy rzadko mieli okazję, żeby zdobyć go w używanym egzemplarzu. 

Obecnie podczas poszukiwania Santany bardziej trzeba zwrócić uwagę na stan techniczny pojazdu niż na silniki – choć oczywiście te największe zapewniają najwięcej frajdy z prowadzenia. W Polsce zdarzają się pojedyncze sztuki, ale nawet gdy w ogłoszeniu widnieje zapewnienie o kolekcjonerskim stanie, to już na pierwszy rzut oka widać, że samochód wymaga dużego wkładu finansowego. Tego typu okazje są oferowane za około 5500-7500 zł. Zdarzają się na szczęście auta, którymi warto się zainteresować, ale są znacznie droższe. Przykładowo 85-konny benzyniak z 1982 roku został wyceniony na 13 000 zł. 

Jeszcze więcej zapłacicie za auto w Niemczech, ale też stan techniczny pojazdów sprzedawanych za około 8000 euro jest znacznie lepszy. Do tego dochodzi 115-konny silnik. W Polsce znaleźliśmy jeszcze modele za 1500 zł. Jednak są to pojazdy do generalnego remontu, a taki nie opłaca się w przypadku tego samochodu. 

W trakcie poszukiwania pojazdu lepiej omijać nie tylko auta w złym stanie, lecz także diesle (w większości przypadków są już zajeżdżone) oraz z instalacją LPG. Najczęściej były zakładane tanie urządzenia, które szkodziły jednostce napędowej.

Większego kłopotu nie powinno być natomiast ze zdobyciem części zamiennych. Dotyczy to przede wszystkim elementów wspólnych z Passatem. Ceny podzespołów nie są wygórowane, a zdobyć można zarówno nowe oryginalne elementy, jak i dorobione czy używane. Trudniej będzie ze znalezieniem części typowych dla Santany – dotyczy to przede wszystkim galanterii nadwozia oraz elementów wyposażenia wnętrza. Jest to ważne, bowiem w wielu autach plastiki są popękane lub przebarwione.