Jedni są skłonni wydawać na auto wszystko, co mają, a nawet jeszcze więcej, a inni każdą złotówkę, którą mają wydać na samochód, obracają dwa razy. Jak to w życiu bywa — skrajności nigdy nie są dobre. Na samochody można przepuścić każde pieniądze, ale też przesadnie oszczędzając, można uzyskać efekt odwrotny od oczekiwanego, przy okazji ryzykując życie i zdrowie. Ja jestem zwolennikiem umiaru i zdrowego rozsądku — na niektórych rzeczach da się czasem trochę zaoszczędzić, ale w przypadku innych lepiej nie mieć węża w kieszeni.
Ubezpieczenie autocasco: nie wierzę w tanie polisy
Jeśli Twój samochód jest wart niewiele (np. równowartość jednej czy dwóch pensji) ta część Cię nie dotyczy — w takim przypadku wykupienie jakiejkolwiek polisy autocasco może być rozrzutnością, szczególnie w przypadku kogoś, kto nie ma wypracowanych zniżek i ochrona może kosztować np. połowę realnej wartości samochodu. Jeśli jednak twoje auto stanowi istotną część twojego majątku albo jest niezbędnym narzędziem pracy, to wykup dobrowolne ubezpieczenie, ale porządne!
Shutterstock/megaflopp
Polisy autocasco różnią się między sobą nie tylko ceną – warto poszukać takiego ubezpieczenia, które rzeczywiście w razie wypadku lub kradzieży pokryje realne koszty szkody.
W czasach wszechobecnych porównywarek ubezpieczeniowych pokusa, żeby wybrać najtańszą ofertę, jest olbrzymia. Przy porównywaniu ubezpieczeń cena polisy nie powinna być jednak nigdy podstawowym kryterium wyboru — liczy się zakres ubezpieczenia, wyłączenia i... reputacja ubezpieczyciela. Chodzi o to wszystko, co jest zapisane drobnym druczkiem, czyli np. jak ewentualna szkoda będzie rozliczana, czy od kwoty odszkodowania zostanie potrącona amortyzacja części, czy będzie można skorzystać z usług autoryzowanego warsztatu i oryginalnych części, czy może ubezpieczyciel zapłaci tylko za tanie zamienniki zamontowane wyłącznie we wskazanym przez siebie warsztacie.
Pod nazwą autocasco sprzedawane są produkty ubezpieczeniowe o najróżniejszym zakresie, podobnie zresztą jak w przypadku polis assistance. Ubezpieczenie autocasco kupuje się nie po to, żeby było, ale żeby w razie czego móc z niego skorzystać. Dla kilkuset złotych oszczędności nie warto kupować polisy w "firmie-krzak" albo u ubezpieczyciela, który jest znany z zaniżania odszkodowań.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zupełnie inaczej jest w przypadku polisy obowiązkowej OC, bo jej zakres (nie licząc polis dodatkowych typu assistance, dodawanych do obowiązkowego ubezpieczenia) określa ustawa i u wszystkich ubezpieczycieli jest on taki sam. OC kupujesz dla kogoś, nie dla siebie — możesz wybrać najtańszą ofertę, pod warunkiem że pochodzi od firmy, która raczej nie zamierza zniknąć z rynku. Jeśli ubezpieczyciel zbankrutuje, to wprawdzie roszczenia poszkodowanych pokrywa Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, ale posiadacze wystawionych przez bankruta polis muszą wykupić nowe.
Oleje i filtry — kupuję tylko te z wysokiej półki
Nie boję się dużych przebiegów, mam auta, które przejechały już po kilkaset tysięcy kilometrów i wciąż mają mechanikę w dobrej kondycji. Tajemnica sukcesu? Jaka tajemnica? Podstawa to regularne wymiany oleju i używanie oleju dobrej jakości!
Warto wiedzieć, że zalecane przez producenta interwały wymiany oleju dotyczą aut w idealnym stanie i używanych niezbyt intensywnie. Jeżdżąc często po mieście, z przyczepą, na krótkich trasach, albo wręcz przeciwnie — z gazem w podłodze po niemieckich autostradach — warto te interwały skrócić.
Shutterstock/PongMoji
Na jakości oleju nie ma co oszczędzać, nawet jeśli auto ma już spory przebieg. Przejście z oleju syntetycznego na mineralny – "bo auto bierze olej" – to szybki sposób, żeby wykończyć silnik.
Wymiana oleju co 30 czy nawet 40 tys. km to pomysł na to, żeby auto lepiej wypadało w tabelkach u zarządców flot i żeby pierwsi użytkownicy mogli się cieszyć tańszą eksploatacją, ale na dłuższą metę nie gwarantuje, że silnik osiągnie wysoki przebieg. Wielu typowych problemów, które dotykają nowych silników (np. przedwczesne zatarcia, rozpuszczające się paski rozrządu pracujące w oleju), da się uniknąć, wymieniając olej częściej, niż zalecają producenci — np. co 10-15 tys. km.
Co ważne: utarte także wśród mechaników przekonanie, że przy większych przebiegach nie warto używać dobrych olejów syntetycznych i żeby po kilku latach przejść na "półsyntetyk", albo wręcz olej mineralny — to sposób, żeby szybciej dobić silnik, a nie korzystać z niego dłużej. Dobry, markowy olej z pewnego źródła, wymieniany regularnie, częściej nawet niż zaleca producent, to najprostszy sposób na wydłużenie trwałości silnika.
To samo dotyczy automatycznych i dwusprzęgłowych skrzyń biegów — wymiana oleju co 60 tys. km to nie fanaberia — tak jest taniej, niż naprawiać skrzynię.St
Uwaga! Dobry olej to niekoniecznie ten najdroższy — nowoczesne oleje o niskiej lepkości i z innymi pakietami dodatków nie nadają się do starszych silników. I odwrotnie: nowe silniki potrzebują coraz częściej specjalnych olejów, dostosowanych do rozwiązań konstrukcyjnych i zastosowanych w danym silniku materiałów (np. do pasków pracujących w kąpieli olejowej).
A skoro już o olejach mowa, to warto też wspomnieć o filtrach. Nawet najlepszy olej niewiele pomoże, jeśli filtr będzie niskiej jakości. Te najtańsze mają np. mniej materiału filtrującego, przez co szybciej się zapychają. W zależności od konstrukcji filtra (i silnika) efekty mogą być dwa — albo otwiera się wtedy zaworek przelewowy i brudny, nieprzefiltrowany olej trafia do silnika, albo do newralgicznych punktów silnika (np. do panewek, łożyskowania turbosprężarki) oleju dociera za mało. I jedno, i drugie jest dla silnika zabójcze.
Shutterstock/Yury Nikolaev
Płacisz za dobry olej, ale kupujesz najtańszy filtr? To nie zadziała!
Jakiś czas temu, przy okazji redakcyjnych testów, rozcięliśmy i rozłożyliśmy na części kilkanaście filtrów oleju przeznaczonych do tego samego auta – od najtańszych, po markowe. To, że wszystkie z zewnątrz wyglądają tak samo, nie znaczy, że mają to samo w środku. Szczególnie najtańsze zamienniki "no name" nie mają prawa działać poprawnie.
Auto Świat
Te "falbanki" to materiał filtrujący wyjęty z różnych filtrów przewidzianych do tego samego modelu auta. W najtańszych zamiennikach, nie dość, że jest on słaby, to jeszcze jest go mało.
Opony: nie stać mnie na tanie gumy
Od ponad ćwierć wieku pracuję przy testach opon. Od kiedy poza osiągami w przypadku niemal nowych opon analizujemy też trwałość ogumienia, nie mam już żadnych wątpliwości, że kupowanie opon z najniższej półki po prostu się nie opłaca. Nie tylko dlatego, że jeździ się na nich gorzej i mniej bezpiecznie niż na oponach od renomowanych producentów — po prostu starczają na znacznie krócej. Nie wierzycie? To zerknijcie do testów opon, publikowanych przez "Auto Świat". Różnice bywają kolosalne. Co z tego, że np. komplet "budżetowych opon" kosztuje o 30 proc. mniej niż komplet opon segmentu premium, skoro te tańsze wystarczają na o połowę krótszy dystans? To, co zaoszczędzicie przy zakupie, z naddatkiem zapłacicie później za wcześniejszą wymianę.
Shutterstock/Reshetnikov_art
Kupowanie opon z pułki budżetowej z reguły nie ma sensu – nie dość, że nie są tak bezpieczne, jak te markowe, to jeszcze wystarczają na krócej.
Nie dajcie się też przekonać, że starsze auta nie zasługują na dobre opony. Trudno w to uwierzyć, ale np. dwudziestoletnie auta testowane dziś, o ile są sprawne technicznie, potrafią uzyskiwać o kilka metrów krótsze drogi hamowania, niż w czasach, kiedy były fabrycznie nowe — bo w dziedzinie ogumienia dokonał się przez ten czas olbrzymi postęp.
Najniebezpieczniejsze jest oszczędzanie na oponach całorocznych — z reguły tylko te z najwyższej półki są godne polecenia, tanie wielosezonówki lepiej omijać z daleka.
Klimatyzacja: wolę zapłacić fachowcom, niż samemu nabić ją za grosze
W ciągu ostatnich kilku lat koszty obsługi klimatyzacji dramatycznie wzrosły, m.in. przez horrendalne ceny czynników chłodzących. Rynek zareagował: pojawiły się tanie zamienniki oryginalnych czynników, w dodatku w zestawach do samodzielnego stosowania. Po co wydawać kilkaset złotych na przegląd klimatyzacji, skoro można samemu kupić puszkę czynnika za 40 zł i zaaplikować ją do układu? Jest kilka powodów, dla których warto zapłacić więcej — przynajmniej w aucie, które ma nam jeszcze kilka lat posłużyć.
Auto Świat
Preparaty do samodzielnego napełniania klimatyzacji zwykle działają. Szkoda, że najczęściej tylko na chwilę.
Preparaty do samodzielnego stosowania mają zupełnie inny skład niż czynniki stosowane oryginalnie. To, że są skrajnie łatwopalne (ich skład jest często zbliżony do składu gazu do zapalniczek), to tylko jeden z potencjalnych problemów — innym jest to, że poza czynnikiem w układzie musi być specjalny olej i to w precyzyjnie odmierzonej dawce. Używając zestawów do samodzielnego napełniania klimatyzacji, wpuszczamy do układu gaz o bliżej nieokreślonych właściwościach, zmieszany (o ile w ogóle) z jakimś olejem, w dodatku w trudnej do oszacowania ilości. Doraźnie efekt jest zwykle niezły, klimatyzacja znów chłodzi, przynajmniej przez chwilę. Ale jeśli się nie uda, to przy wizycie w serwisie będzie problem — wiele warsztatów odmawia obsługi klimatyzacji napełnionych takim czynnikiem, albo robi to za dużą dopłatą. Wyłapują je bez problemu — większość specjalistycznych serwisów ma już analizatory do badania próbek czynnika.
Części zamienne — nawet te drogie i markowe są coraz gorsze. Najtańsze to strata czasu i pieniędzy
Jakość części zamiennych sprzedawanych na rynek wtórny jest coraz niższa, niestety nawet renomowani producenci obniżają loty, szczególnie w przypadku podzespołów przeznaczonych do starszych modeli aut. Bywa już niestety tak, że nowa część prosto z pudełka jest niewiele lepsza od starej, zużytej, ale oryginalnej, pochodzącej z pierwszego montażu. Części budżetowe sprawiają często takie wrażenie, jakby miały służyć tylko do tego, żeby doraźnie naprawić auto i się go pozbyć – niech się następny właściciel martwi. Oczywiście, zdarzają się od tej reguły wyjątki, ale sporadycznie.
Shutterstock/Nikita Burdenkov
Coraz trudniej kupić części zamienne naprawdę dobrej jakości, szczególnie do starszych aut. Te najtańsze bywają tak złe, że szkoda czasu i pieniędzy, żeby je zakładać.
Przy dzisiejszych cenach robocizny oszczędzanie na częściach to fatalny pomysł. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby kupować tylko te najdroższe, z autoryzowanych serwisów (warto porównywać ceny, w ASO też zdarzają się okazje) — dobre zamienniki o jakości porównywalnej z oryginałem, często wytwarzane przez te same firmy, które produkują je na pierwszy montaż, to zwykle najlepszy kompromis między ceną a jakością.