Z ulicy zginął samochód — pech właściciela, że z dowodem rejestracyjnym przechowywanym w schowku. Ubezpieczyciel, jak łatwo się domyślić, wykorzystał brak dowodu rejestracyjnego do odmowy wypłaty odszkodowania. Zdaniem ubezpieczyciela pozostawienie dowodu rejestracyjnego w schowku to rażące niedbalstwo, a w przypadku wystąpienia rażącego niedbalstwa ze strony ubezpieczonego odszkodowanie się nie należy. Właściciel auta poszedł do sądu, twierdząc, że powinien dostać odszkodowanie. Po 3,5 roku od zdarzenia sąd wydał wyrok.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
fongbeerredhot / Shutterstock
Kradzież samochodu - zdjęcie ilustracyjne
Zginął samochód? Jeśli był ubezpieczony, większość ubezpieczycieli wymaga, aby właściciel, który ubiega się o odszkodowanie, dostarczył ubezpieczycielowi dowód rejestracyjny oraz wszystkie kluczyki, piloty oraz ewentualnie inne zabezpieczenia antykradzieżowe. Nie masz wszystkich kluczyków albo dowodu rejestracyjnego? Zapomnij o pieniądzach — taki zapis znajdziemy w większości ogólnych warunków ubezpieczenia. Tak było i tym razem. Wyjątek, jaki znalazł się w warunkach ubezpieczenia, dotyczył tylko sytuacji, gdy samochód został utracony w wyniku rozboju — czyli złodzieje zabrali auto (w domyśle: z dokumentami) siłą.
Ubezpieczyciel: doszło do rażącego niedbalstwa, a więc nie zapłacimy za skradziony samochód
Zdaniem ubezpieczyciela pozostawienie dowodu rejestracyjnego wewnątrz auta to rażące niedbalstwo i zgodnie z warunkami ubezpieczenia w takim przypadku odszkodowanie się nie należy. Jeśli chodzi o przepisy kodeksu cywilnego, to przewidują one, że co do zasady odszkodowanie nie należy się, gdy ubezpieczony wyrządził szkodę umyślnie. Co do rażącego niedbalstwa, dopuszcza się, aby ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, o ile taki zapis znalazł się w ogólnych warunkach ubezpieczenia i z okoliczności nie wynika, by wypłata odszkodowania była słuszna. Co do ogólnych warunków ubezpieczenia, to — jak tłumaczył później sąd — wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela nie mogą wykraczać poza to, co dopuszczają przepisy.
Jako że nie było jednak sporu co do tego, w jakich warunkach zginęło auto i co było w środku (użytkownik przyznał się, że zostawił dowód rejestracyjny w samochodzie), do rozpatrzenia pozostało: czy pozostawienie dowodu rejestracyjnego w schowku jest rażącym niedbalstwem czy też nie? A także: czy pozostawienie dowodu rejestracyjnego w schowku mogło przyczynić się do kradzieży albo zwiększenia rozmiaru szkody?
Sąd: pozostawienie dokumentów w samochodzie to nie jest rażące niedbalstwo
Co ciekawe, sąd stwierdził, że pojęcie "rażącego niedbalstwa" to znacznie poważniejszy zarzut niż "brak należytej staranności". Rażące niedbalstwo to działanie bardzo zbliżone do umyślnego spowodowania szkody. W tym przypadku jednak raczej można mówić o braku staranności, a to za mało, by ubezpieczyciel mógł odmówić wypłaty pieniędzy.
Co jednak istotne, o tym, czy odszkodowanie się należy lub nie, jeśli samochód zniknie wraz z dokumentami, przesądza — zdaniem sądu — także to, czy pozostawienie dowodu rejestracyjnego w aucie mogło jakkolwiek wpłynąć na powstanie szkody. Przykładowo: czy złodziej, gdyby w aucie nie było dokumentów, mógłby równie łatwo je ukraść? Zdaniem sądu ubezpieczyciel nie udowodnił, że pozostawienie dokumentów w samochodzie w jakikolwiek sposób ułatwiło złodziejom zadanie — ostatecznie dowód rejestracyjny to nie kluczyki, nie pozwala on na otwarcie samochodu i odjechanie nim. Nie można też mówić, że posiadanie dowodu rejestracyjnego w jakiś sposób ułatwiło późniejsze poruszanie się samochodem czy też ułatwiło jego sprzedaż — w końcu dowód rejestracyjny to za mało, aby legalnie sprzedać samochód, który należy do kogoś innego. W każdym razie ubezpieczyciel ani nie udowodnił, że pozostawienie dokumentów mogło wpłynąć na kradzież samochodu, ani nie dowiódł, że w jakiś sposób zwiększyło to szkodę. Skoro nie ma związku przyczynowego między zachowaniem użytkownika auta a kradzieżą tego samochodu, to znaczy, że utrata dokumentów to w tym przypadku jedynie fakt towarzyszący kradzieży, a nie jej przyczyna. Nie ma powodu, aby odmawiać mu wypłaty odszkodowania.
W rezultacie ubezpieczyciel ma do zapłaty 115 tys. zł (na taką kwotę ubezpieczony był samochód) wraz z odsetkami. Musi też zapłacić koszty sądowe, co w sumie oznacza dodatkowe kilkadziesiąt tys. zł.
Dlaczego nigdy nie powinieneś pozostawiać dowodu rejestracyjnego w samochodzie?
Od kradzieży samochodu do korzystnego dla właściciela wyroku minęło ponad trzy i pół roku — i to jest pierwszy powód, aby lepiej nie dawać ubezpieczycielom pretekstu do odmowy wypłaty odszkodowania. Po drugie, w takich sprawach wyroki są różne, a na ich treść wpływ mają nie tylko ogólne warunki ubezpieczenia, które zawieramy, lecz także argumentacja obu stron, gdy dojdzie do sporu sądowego, oraz okoliczności utraty auta. Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie nie przesądza, że w przypadku utraty dowodu rejestracyjnego wraz z samochodem automatycznie okradzionemu należy się odszkodowanie. Wręcz przeciwnie, sąd powołał się m.in. na orzecznictwo Sądu Najwyższego, z którego wynika, że ocena skutków pozostawienia dokumentów pojazdu wymaga każdorazowo ustalenia rzeczywistego znaczenia tego zachowania dla powstania szkody oraz rozważenia, czy pozostaje ono w związku przyczynowym ze zdarzeniem objętym ochroną ubezpieczeniową.
A to w praktyce oznacza: jeśli ubezpieczyciel wykaże, że pozostawienie dowodu rejestracyjnego ułatwiło złodziejowi zadanie, to mamy poważny problem. W praktyce dowód rejestracyjny jest — z punktu widzenia złodzieja — coraz mniej pomocny; o ile kilkanaście lat temu posiadanie dowodu rejestracyjnego dawało szansę na uniknięcie aresztowania np. podczas rutynowej kontroli drogowej, to dziś w praktyce dowód rejestracyjny ulega zastrzeżeniu w ciągu kilku minut od zgłoszenia kradzieży auta i na nic nie może się przydać.
Brak dowodu rejestracyjnego nie oznacza, że nie będzie odszkodowania. A co z kluczykami?
Jednym z obowiązków ubezpieczonego, jeśli występuje on o odszkodowanie w związku z kradzieżą samochodu, jest dostarczenie kluczyków oraz pilotów do auta. Ma to zapobiegać sytuacji, w której właściciel auta współpracuje ze złodziejami, by pozbyć się samochodu i dostać odszkodowanie.
W praktyce o prawie do odszkodowania przesądzają okoliczności, w jakich straciliśmy kluczyki; jeśli zostawiliśmy je w widocznym miejscu w samochodzie, złodziej zobaczył je i skorzystał z okazji, to odszkodowania nie będzie; jeśli padliśmy ofiarą rozboju (kluczyki, dokumenty zabrano nam siłą bądź groźbą) — z odszkodowaniem nie powinno być problemu; jeśli włamano nam się do domu i skradziono kluczyki — podobnie nie powinno być problemu. Również kradzież kluczyków z kieszeni nie przesądza, że ubezpieczyciel odmówi nam wypłaty, ale tu już znaczenia nabierają detale: czy kluczyki zabrano nam z kurtki, w której spacerowaliśmy (lepiej) czy np. z kurtki powieszonej na oparciu krzesła w restauracji podczas naszej wizyty w toalecie (dla nas gorzej — może pojawić się zarzut rażącego niedbalstwa).
Tak czy inaczej najbardziej czysta i bezstresowa sytuacja ma miejsce wtedy, gdy po odszkodowanie idziemy z dowodem rejestracyjnym i kluczykami.