Czy specjalistyczny warsztat o niezłej renomie i kilkunastoletniej obecności na rynku może próbować naciągnąć klientkę, zawyżając koszty naprawy nawet 20-krotnie? Czy doświadczony fachowiec, mając kilka dni na zdiagnozowanie usterki, może niechcący pomylić drobne, widoczne gołym okiem uszkodzenie układu wydechowego z poważną awarią skrzyni biegów? Niestety, znając realia branży motoryzacyjnej, w to pierwsze znacznie łatwiej jest uwierzyć niż w to drugie. O co dokładnie chodzi? O sytuację niczym z wiralowych filmików, które krążą m.in. na TikToku od lat. Tłumaczymy, co robić, gdy znajdziemy się w sytuacji, jaką opisała w rozmowie z Auto Światem pani Iza.
Mechanik chciał naciągnąć czy nie zauważył oczywistej usterki?
— Niestety, mam dla pani złą wiadomość, musimy wymienić w pani samochodzie skrzynię biegów — mówi do klientki mechanik. — A ta skrzynia biegów, to co to takiego? — dopytuje klientka z niepewną miną. — I to niejedną... — dodaje, śmiejąc się pod nosem mechanik.
Niby marny, internetowy żarcik, podobny do tego o wymianie płynu w kierunkowskazach, ale pani Izie, właścicielce kilkunastoletniej Toyoty Corolli, przytrafiło się w prawdziwym życiu niemal to samo. Na szczęście w porę wyczuła podstęp, ale było blisko...
Po czterystukilometrowej trasie, prawie u celu, przy ruszaniu spod świateł auto naszej bohaterki zaczęło wydawać niepokojące, metaliczne odgłosy. Każdej zmianie przełożenia towarzyszył niepokojący hałas spod auta. Pierwsze podejrzenie: to może być awaria skrzyni biegów, bo dźwięk nasilał się w momencie zmiany biegu.
Skrzynia w tym konkretnym egzemplarzu to dosyć specyficzna konstrukcja: MMT (Multimode Manual Transmission). Obsługuje się ją jak skrzynię automatyczną, ale w rzeczywistości jest to skrzynia manualna, tyle że obudowana elektroniką i siłownikami (aktuatorami), które za kierowcę sterują sprzęgłem i przełączają biegi. Takie przekładnie nie cieszą się najlepszą opinią, a trzy lata wcześniej ta konkretna skrzynia wymagała już interwencji mechanika, więc skojarzenie było oczywiste: skoro niepokojące dźwięki nasilają się przy zmianie biegów, to pewnie winna jest skrzynia.
Pierwszy mechanik nie chciał nawet obejrzeć auta
Pani Iza skontaktowała się z mechanikiem rekomendowanym przez znajomych, ale ten, słysząc, że chodzi o Toyotę ze skrzynią MMT, zasugerował, żeby od razu udać się do fachowca, który miał się specjalizować w naprawach skrzyń automatycznych. Hałasujący samochód został dostarczony do warsztatu, ale przed świętami ruch w serwisie był tak duży, że od ręki nikt nie mógł się nim zająć.
— Nie ma wolnych terminów, może się uda naprawić auto za około dwa tygodnie.
Na szczęście pani Iza, zamiast od razu złożyć zlecenie naprawy, poprosiła najpierw o zdiagnozowanie usterki i przygotowanie wyceny, po to, żeby podjąć decyzję, czy zostawić auto w tym serwisie, czy może zdecydować się na kilkusetkilometrową trasę powrotną do domu i zostawić auto w warsztacie bliżej miejsca zamieszkania. Po kilku dniach "fachowiec" w końcu znalazł chwilę na jazdę próbną.
— To synchronizatory. Pierwszego, drugiego, a najbardziej trzeciego biegu — taką diagnozę usłyszała właścicielka Toyoty. Do jej postawienia mechanikowi wystarczyć miała jazda próbna, bez wstawiania samochodu na kanał czy podłączania komputera diagnostycznego.
— Dlatego tylko 100 zł za diagnostykę, za diagnostykę komputerową byłoby dodatkowo 300 zł.
— A ile będzie kosztowała cała naprawa?
— Robocizna to ok. 3 500 zł, do tego dojdą części. Dokładnie się dowiemy po rozebraniu skrzyni, ale od ręki tego nie zrobimy, trzeba będzie pewnie ze dwa tygodnie zaczekać — orzekł mechanik.
Według wstępnych szacunków naprawa miała kosztować ok. 5 tys. zł.
— To tanio, bo to nie jest skrzynia automatyczna, tylko zautomatyzowana. W automatycznej robocizna byłaby droższa — pocieszał mechanik.
— A nie wystarczy adaptacja, podpięcie pod komputer? — pani Iza, jako doświadczona już użytkowniczka auta ze skrzynią MMT, które wcześniej przechodziło takie zabiegi, wypytywała mechanika o inne opcje, ale ten twardo twierdził, że usterka jest mechaniczna i bez rozebrania skrzyni się nie obejdzie.
Próba oszustwa czy pomyłka w diagnozie?
Ponieważ sprawa się przedłużała, pani Iza postanowiła zasięgnąć rady u innych fachowców — najpierw u tego, który trzy lata wcześniej wymieniał w skrzyni sprzęgło.
— Synchronizatory? Kilku biegów? Tak wszystkie na raz? — drugi mechanik najwyraźniej był zdziwiony diagnozą postawioną przez kolegę po fachu i zasugerował, że to raczej inna usterka, niekoniecznie tak kosztowna do usunięcia. No ale diagnozowanie samochodu na odległość to jak wróżenie z fusów. Kolejny zapytany mechanik też był zdziwiony teorią o uszkodzonych synchronizatorach, więc pani Iza — na szczęście dla siebie — straciła zaufanie do rzekomego specjalisty od skrzyń.
— Może pani oczywiście zabrać auto i spróbować spokojnie nim kawałek pojechać, ale nie za daleko. Ja nie radzę. Usterka się może pogłębić, wtedy naprawa będzie jeszcze droższa — straszył mechanik. Pani Iza potraktowała ostrzeżenia poważnie. Samochód został odebrany z warsztatu i na lawecie pokonał 400 km z Piły do Warszawy.
Na miejscu, w Warszawie, zaufany mechanik również zaczął od jazdy próbnej, dopytując, jakie konkretnie objawy, według fachowca, który postawił diagnozę, miały wskazywać na awarię skrzyni, bo on żadnych symptomów awarii tego podzespołu nie zauważył. Niepokojące hałasy owszem, występowały, ale nie takie, które mogłyby pochodzić z przekładni.
Naprawa auta pani Izy ostatecznie kosztowała grosze
Po jeździe próbnej samochód trafił na podnośnik i w ciągu kilkudziesięciu sekund przyczyna objawów stała się jasna. Urwana aluminiowa osłona termiczna oparła się o wydech. Nic nadzwyczajnego, typowa usterka w starszych autach.
Przyczyna hałasów: urwane górne mocowanie osłony termicznej wydechu. Blacha opierała się o rurę, a przy zmianach przełożeń przenosiła wibracje na nadwozie.Źródło: Auto Świat
Do prowizorycznej, ale skutecznej naprawy wystarczyła blaszka, podkładka i nakrętka – hałasy zniknęły. Na szczęście z konta pani Izy nie zniknęło 5 tys. złotych.Źródło: Auto Świat
Przy zmianach biegów, kiedy silnik poruszał się wraz z wydechem na poduszkach, urwany element wpadał w wibracje, wydając metaliczne odgłosy. Do prowizorycznej, ale skutecznej naprawy wystarczył kawałek blachy i nakrętka. Czy rzekomy fachowiec od automatycznych skrzyń biegów mógłby się aż tak niechcący pomylić? Naszym zdaniem nie, bo sprawa w tym przypadku była absolutnie oczywista. Tym razem udało się uniknąć "rachunku grozy" w serwisie, ale i tak straty były poważne: kilka dni bez samochodu, transport rzekomo poważnie uszkodzonego samochodu na dystansie 400 km z Piły do Warszawy — to też są wymierne koszty. Oczywiście, w tej konkretnej sytuacji mechanika trudno pociągnąć do odpowiedzialności, bo zawsze może się on bronić, że pierwotna diagnoza wprawdzie była błędna, ale gdyby auto zostało w jego warsztacie, to po dokładniejszych oględzinach on też mógłby ją zweryfikować i zamiast rozbierać sprawną skrzynię, wymieniłby osłonę termiczną, którą można kupić za ok. 250 zł.
Jak nie dać się naciągnąć w warsztacie?
- Nie warto ufać rzekomym fachowcom, którzy diagnozują auto "na oko", bez dokładnego obejrzenia auta — nawet jeśli to np. mechanicy z warsztatów o nie najgorszych opiniach w sieci. Po pierwsze, wiele awarii ma bardzo podobne do siebie symptomy, a po drugie, często jest tak, że usterka, którą widać na pierwszy rzut oka, to tak naprawdę tylko konsekwencja innej awarii — bez usunięcia pierwotnej przyczyny, po naprawie problem szybko się może powtórzyć.
- Mimo wszystko warto poszukać opinii o danym warsztacie w sieci. Od anonimowych ocen z Google'a cenniejsze są wpisy np. na forach użytkowników konkretnych aut albo na forach mieszkańców danej miejscowości. Warto jednak mieć świadomość, że oceny w sieci bywają fałszowane — warsztaty czasem same podkręcają swoje noty, ale też zdarzają się sytuacje, kiedy nieuczciwi konkurenci wpisują oceny negatywne.
- Przed złożeniem zlecenia naprawy zawsze warto poprosić o diagnostykę, kosztorys i o kontakt przed wykonaniem jakichkolwiek kosztownych zabiegów — warto poprosić o kopię zlecenia naprawy albo o przesłanie ustaleń np. pocztą elektroniczną, żeby w razie czego mieć "podkładkę" w przypadku ewentualnej reklamacji.
- W opisanym przypadku skończyło się na szczęście na presji psychologicznej, która polegała na straszeniu, że w razie rezygnacji z wykonania usługi jest duże ryzyko, że awaria się pogłębi i koszty będą jeszcze wyższe od pierwotnej wyceny. Mogło być gorzej — niektóre nieuczciwe warsztaty zaczynają od rozebrania samochodu w drobny mak, a dopiero później informują o cenie naprawy, tak żeby klient nie mógł łatwo odstawić samochodu do innego serwisu. Naprawianie po innych to coś, czego mechanicy bardzo nie lubią — składanie silnika czy skrzyni z puzzli dostarczonych w kartonach kosztuje znacznie więcej niż standardowa naprawa.
- Jeśli mechanik sugeruje konieczność drogiej naprawy, warto poprosić o wyjaśnienie i pokazanie, co się dokładnie zepsuło. Jeśli ustalamy szczegóły czy zakres naprawy zdalnie, to warto poprosić o przesłanie zdjęć rzekomo uszkodzonych elementów.
- Jeżeli wiadomo, co dokładnie się zepsuło, to zawsze warto poprosić o wyceny naprawy z kilku serwisów. Jeśli mamy poważne wątpliwości co do diagnozy z jednego warsztatu, to czasem warto udać się do kolejnego, nawet jeśli oznacza to konieczność przewiezienia zepsutego samochodu na lawecie.