Pan Olek jest stały w uczuciach do swoich samochodów, ostatnim jeździł ponad 10 lat, a kupił go, gdy był prawie nowy — ale nie całkiem nowy. Dość już wiekowy Nissan Qashqai zaczął sprawiać problemy, więc przyszła pora na zmiany. O jego dylemacie i prośbie o pomoc pisałem kilka tygodni temu (Pan Olek kupuje nowego SUV-a. Nie chce "chińczyka". Zapytał mnie, co wybrać))
Jaki jest najlepszy rozsądny cenowo SUV?
Pan Olek szukał samochodu dla rodziny, nieco większego niż dotychczasowy. Osiągi? W zasadzie obojętne, byle dobrze się jeździło. Zużycie paliwa — to już dużo ważniejszy parametr, bo nie chodzi o to, aby wydawać na samochód dużo pieniędzy. Ma się nie psuć, ma mało palić, ma mieć wygodne miejsca na tylnej kanapie. Ma być SUV-em, bo pan Olek przyzwyczaił się do SUV-a, a poza tym ktoś na warszawskich ulicach naustawiał zwężeń i garbów, przez które niskim samochodem nie da się komfortowo przejechać bez zwalniania do 20 km na godz.
Pan Olek nie upiera się przy napędzie 4x4, a nawet nie chce napędu na cztery koła, bo takie auto więcej pali, a przecież nie wybiera się nim w teren. Nie uważam, że jest to właściwe podejście, ale szanuję tę decyzję. Na pewno łatwiej będzie zmieścić się w budżecie.
Poradziłem panu Olkowi to, co zawsze radzę takim klientom: przejedź się Dacią Bigster, od tego zacznij. Gdyby chciał mniejsze auto, powiedziałbym: przejedź się Dacią Duster. Za nieco ponad 130 tys. zł (w przypadku Dacii Bigster) lub nieco poniżej 130 tys. zł (Duster) można mieć samochód właściwie z kompletnym wyposażeniem, z oszczędnym napędem hybrydowym, tak dobrze znoszący jazdę po dziurach i garbach, że nawet nie trzeba przesadnie zwalniać. Bigster jest dość przestronny w środku, estetycznie zaprojektowany, a jeździ lepiej niż wygląda. Tylko ten plastik-fantastik w kabinie... Trudno, nie można mieć wykończenia premium w cenie auta budżetowego. "Chińczyki" w tych pieniądzach też są daleko od premium, nawet jeśli ładnie udają, że jest inaczej.
Pan Olek nie chce "chińczyka". To na co go stać?
Mazda CX-5Źródło: Auto Świat / Paweł Krzyżanowski
Pan Olek nie chce chińskiego SUV-a, bo boi się usterek, długiego czekania na naprawy, na wakacje jeździ czasem za granicę i nie chce się martwić, że gdzieś utknie. Zresztą — jak sam mówi — kupuje samochód na lata, to nie będzie brał kota w worku.
No ale — chcąc kupić w granicach 150 tys. zł wyrośniętego SUV-a segmentu C albo nawet SUV-a segmentu D — z czegoś trzeba zrezygnować: nie da się za te pieniądze kupić fajnego, dużego auta w bogatej wersji i z mocnym silnikiem. To trochę jak w warsztacie: z szybko, tanio i solidnie wybierz dowolne dwa: albo szybko i tanio, albo szybko i dobrze...
Toyota RAV 4 – używana, w salonie dilerskimŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński, Piotr Szypulski
Coś tam jednak się znajdzie. Zaproponowałem Dacię Bigster, pan Olek zaczął rozważać także Toyotę RAV4, która byłaby lekko używana, ale wciąż na gwarancji. Do finałowej trójki weszła też Mazda CX-5 — nowy model, samochód z "uczciwym" silnikiem o poj. 2,5 l, choć w podstawowej wersji.
Pan Olek zaczął umawiać się na jazdy próbne.
Dacia Bigster Hybrid 155, Toyota RAV4 z napędem na przód czy Mazda CX-5?
Dacia BigsterŹródło: Auto Świat
- Jeśli chodzi o Dacię Bigster, to rekomendowałem najwyższą możliwą wersję, w praktyce jedną z dwóch: Journey albo Extreme, które realnie różnią się nieco wykończeniem — co się komu podoba. Prawie wszystkomająca wersja Bigstera w pełnej hybrydzie (wersja Journey) kosztuje 133 tys. zł. Dodaj kolor (3000 zł), pakiet zimowy (ogrzewanie foteli i kierownicy — 1200 zł) i pakiet parking (czujniki wokół auta, kamera 360 st. — 2200 zł) — robi się 139 tys. 400 zł. Odejmij 3000 zł rabatu od dilera. Rozważ pakiet serwisowy będący rozszerzeniem gwarancji do 5 lat. Wychodzi poniżej 145 tys. zł, czyli łatwo mieścimy się w budżecie. Mamy przy tym poczucie kupowania samochodu "na bogato".
Mazda CX-5Źródło: Auto Świat / Paweł Krzyżanowski
- Mazda CX-5 weszła na rynek z przytupem. Ten naprawdę spory SUV, pełną gębą segment D, zaczyna się od 143 tys. 300 zł. Ale pan Olek nie rozważał nawet przez chwilę wersji najtańszej z najtańszych w smutnym — jego zdaniem — białym kolorze. Jedyny kolor, jaki brał pod uwagę w tym przypadku, to bordowy, który jest flagowym kolorem Mazdy i (co za przypadek!) wymaga najwyższej dopłaty, aż 4500 zł. Wciąż jednak jesteśmy w limicie 150 tys. zł. To, co przemawia za Mazdą, to 6-letnia gwarancja bez dopłaty. I okazuje się, że widoczna z daleka niczym straż pożarna CX-piątka z "uczciwym" silnikiem o poj. 2,5 l kosztuje niewiele więcej niż dobrze wyposażona, ale mocno plastikowa Dacia Bigster. I pojawia się dylemat, który narasta, jeśli przyjrzymy się liście wyposażenia obu aut. Pan Olek kupił sobie zeszyt w kratkę i zaczął wszystko porównywać i liczyć.
Toyota RAV4Toyota
- Co do Toyoty RAV4, to nie za bardzo można liczyć na nowe auto, choćby i w najtańszej wersji, w cenie poniżej 180 tys. zł, a gdy zaczniemy choć trochę wybrzydzać, zaraz zrobi się 190–200 tys. zł. Dlatego od początku była mowa o samochodzie lekko używanym, ale żeby nie było ryzyka wpadki, to wciąż na gwarancji producenta i wyłącznie z autoryzowanego salonu. Z tą gwarancją w Toyocie to jest tak, że zasadniczo trwa ona tylko trzy lata (a nie 6 lat jak w Maździe), ale gdy skończy się gwarancja podstawowa, w zamian za serwisowanie samochodu w autoryzowanym serwisie można liczyć na niepełną, ale całkiem przyzwoitą gwarancję na większość najważniejszych podzespołów auta do 10. roku życia samochodu — i to całkiem za darmo (tzn. za serwisowanie auta w ASO). Zaletą RAV-ki jest dobra opinia, jaką cieszy się ten model, a także napęd hybrydowy z2.5-litrowym silnikiem benzynowym, który jest jednocześnie wystarczająco dynamiczny i oszczędny.
Od początku jednak nie byłem fanem tego rozwiązania: RAV4 jest bardzo w porządku, ale ceny używanych egzemplarzy tego modelu są po prostu abstrakcyjnie wysokie. Samochód dobrze trzyma cenę. To zaleta, gdy kupujemy nowe auto w salonie, ale gdy kupujemy samochód mający rok lub dwa, płacimy niewiele mniej niż za całkiem nowy.
Co do wykończenia Toyoty (już poprzedniej generacji RAV4 — właśnie wszedł do sprzedaży nowy model), nie jest ono wybitne, ale nie jest też złe, niektórzy twierdzą, że starsza generacja jest zrobiona w środku lepiej niż ta najnowsza. Jedyna rzecz, do której naprawdę można się przyczepić, to wyciszenie wnętrza: jeśli jeździsz głównie po mieście, to nie ma w ogóle o czym mówić, ale jeśli chcesz śmigać po autostradzie, to poczujesz, że to wada.
Pan Olek zaczął jeździć, porównywać i liczyć: lepsza Dacia, Mazda czy Toyota?
Nowa Dacia Bigster, nowa Mazda CX-5 czy używana Toyota RAV4? WybieramyŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Pan Olek chwalił sobie obsługę zarówno w Dacii, jak i w Maździe. W obu przypadkach miał możliwość pojeździć samochodem. W Dacii — gdy pracownik salonu zorientował się, że klient ogarnia samochód — dostał nawet auto, aby pojeździć sobie bez nadzoru. Okazało się, że Dacia Bigster nie tylko nieporównywalnie lepiej jeździ niż wiekowy już Nissan, lecz także jest bardziej komfortowa, lepiej wyciszona... no i ma automat.
Z punktu widzenia kierowcy Dacia i Mazda wypadły podobnie, co nie powinno dziwić, gdyż Dacia jeździ lepiej, niż wygląda, zwłaszcza w ruchu miejskim jest to samochód bardzo poręczny. Zdaniem rodziny — bo pan Olek ma już duże dzieci, ale nie na tyle duże, by przemieszczały się same — Mazda jest wygodniejsza, ma miększe siedzenia z tyłu, więcej przestrzeni na nogi. Jest ładniej zrobiona w środku, choć najtańsza wersja Prime-line — ta brana była początkowo pod uwagę — jest trochę czarno-plastikowo-smutna.
A Toyota? Przejażdżkę Toyotą umożliwiłem panu Olkowi po sąsiedzku — podstawiłem mu swoją, prawie topową wersję GR Sport. Pan Olek docenił płynność pracy napędu i niskie spalanie w mieście, ale na osiągi (najlepsze z porównywanych samochodów) nie zwrócił uwagi; nie zauważył też korzyści płynących z napędu AWD (na cztery koła). Docenił bogate wyposażenie, które — tak myślę — zdecydowało o ostatecznym wyborze auta.
Na tym etapie pan Olek wolałby Mazdę (ładniejsza i większa od Dacii, a od Toyoty lepsza w tym, że całkiem nowa), ale kosztowo jednak wychodziła dużo drożej. Przede wszystkim, mając pod maską silnik 2.5 z układem mikrohybrydowym (nie mylić z prawdziwą hybrydą jak w Toyocie i również prawdziwą, zbudowaną na mniejszym silniku, hybrydą w Dacii), jest to najbardziej paliwożerny samochód z tych trzech. W mieście przy w miarę spokojnej jeździe trzeba liczyć 8–10 l na 100 km vs 6,5 l w Toyocie lub 5,5–6 l w Dacii. Na przestrzeni lat trochę się uzbiera.
Dochodzi droższe ubezpieczenie niż w Dacii, bo to trochę droższy samochód.
Sugerowałem wziąć najtańszą Mazdę CX-5, ale pan Olek wiedział swoje
Na tym etapie mój wybór padł na Mazdę, choćby i w najtańszej wersji Prime-line. Wybrałbym Mazdę (przyznam, że trochę dlatego, iż nie będę musiał nią jeździć), pomimo iż polski cennik tego modelu został skonstruowany "wrednie". Wybrałbym ją, choć to wersja oskubana z wielu ważnych elementów wyposażenia, co dla mnie jest problemem: dlatego bym nią jeździł, ale się nie cieszył. Tymczasem, nie chcąc ingerować zanadto w decyzję (żeby nie było, że moja wina, bo źle wybrałem), zasugerowałem tylko: "zanim coś postanowisz, zrób ćwiczenie intelektualne, wyobraź sobie swój samochód za 3–4 lata; jak będzie wyglądać na ulicy 4-letnia Dacia, 6-letnia Toyota, 4-letnia Mazda w czerwonym kolorze za 4500 zł?
A co do cennika Mazdy, to owszem, cenowy próg wejścia w model CX-5 rzeczywiście jest zadziwiająco niski (przypomnijmy: 143 tys. 300 zł za SUV-a o długości 4,7 m z rozstawem osi 2815 mm), ale najtańsza wersja nie ma: relingów dachowych, przyciemnianych szyb, elektrycznej regulacji fotela, podgrzewania foteli, podświetlenia lusterek w daszkach przeciwsłonecznych, wyświetlacza head-up (to bym bez problemu zaakceptował), elektrochromatycznego lusterka, tylko podstawowy system bezkluczykowy... Auto nie ma nawet podgrzewania lusterek zewnętrznych, że o ich elektrycznym składaniu nie wspomnę, nie ma elektrycznej klapy bagażnika, a nawet nawiewów dla pasażerów tylnej kanapy... i jeszcze wielu rzeczy nie ma, za to ma gorszą tapicerkę i plastik w miejscach, gdzie w każdej innej wersji plastiku nie ma.
No ale i tak — skoro budżet jest, jaki jest — przekonuje mnie 6-letnia gwarancja i ogólne zalety modelu. Oczywiście, najlepiej byłoby wybrać z każdego auta to, co ma najlepsze, i połączyć w jedno: z Dacii cenę i wyposażenie, z Toyoty oszczędny napęd hybrydowy oparty na wolnossącym silniku 2.5, z Mazdy obszerne nadwozie i wnętrze. Niestety, nie ma takiej oferty.
Pan Olek wybrał nowego SUV-a. Trochę inaczej, niż początkowo zakładał
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Okazało się, że pan Olek wybrał Mazdę, ale nie najtańszą — czyli przekroczył budżet. Wybrał wersję Centre-line za 159 tys. 700 zł — czyli wersję drugą od dołu, z napędem tylko na przód, ale mającą wszystkie rzeczy wymienione wyżej i jeszcze trochę. Oczywiście — zgodnie ze sztuką układania cenników — nie mającą paru fajnych gadżetów usprawiedliwiających kupno jeszcze wyższej wersji... Pan Olek dopłacił jeszcze 4500 zł za czerwony kolor, a więc zdecydowanie przekroczył budżet.
"Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie wydał na samochód więcej niż początkowo zakładał".
Okazało się przy tym, że wprawdzie na samochód zamówiony do produkcji trzeba czekać w Maździe jakieś pół roku, to wystarczy podzwonić po dilerach w Polsce, by szybko znaleźć poszukiwany egzemplarz — i to w wybranym przez siebie kolorze — dostępny od ręki.
Druga od dołu wersja Mazdy CX-5 wciąż jest czarna w środku, ale wyraźnie lepsza od wersji podstawowej. Różnic w wyposażeniu jest wieleŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Pan Olek jeździ już nowym samochodem. I cieszy się, że nie ma tak dużego wyświetlacza jak w topowej wersji Homura. Ma rację: ten topowy wyświetlacz jest za duży i nie pomaga nawet to, że ma lepszą rozdzielczość. Uważa też, że auto jest estetyczne w środku i wygodne. A że kosztowało więcej niż miało kosztować? O tym chyba już zapomniał. Zapomniał też, że koszty paliwa są bardzo ważne – i z trzech opcji wybrał najbardziej paliwożerną. Ale nie dziwmy się: zawsze tak jest, że na auto wydajemy więcej niż zakładamy, a i tak trzeba pójść na jakiś kompromis.