Tydzień temu odebrałem nowy samochód, umyłem i patrzę, a tarcze hamulcowe całe rude! W nowym samochodzie — czy ktoś też tak ma? Reklamować? — to jeden z wielu podobnych postów pojawiających się na grupach użytkowników różnych samochodów.
Nie ma co się śmiać, jeśli ktoś ma pierwszy w życiu nowy samochód albo w ogóle pierwszy w życiu samochód, pewne rzeczy mogą go stresować, nawet jeśli nie ma ku temu technicznego uzasadnienia. Z korozją w nowych samochodach zresztą jest bardzo różnie — w niektórych modelach rzeczywiście pojawia się tam, gdzie nie powinno jej być albo pojawia się zbyt szybko, co źle świadczy o jakości, nawet jeśli nie oznacza poważnych problemów.
Korozja tarcz hamulcowych? Nie ma powodu do stresu. No chyba, że...
Korozja powierzchniowa pojawiająca się po umyciu samochodu. O niczym nie świadczy – tak ma być, zniknie po pierwszym hamowaniuŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Tarcze hamulcowe w sklepie nie rdzewieją, bo najczęściej pokryte są cieniutką warstwą preparatu antykorozyjnego, który jednak służy właśnie temu — i tylko temu — by elementy te nie rdzewiały na półce w sklepie. To samo dotyczy elementów na fabrycznie nowych samochodach — mają na sobie warstwę antykorozyjną. Wystarczy jednak kilka razy zahamować, by na roboczych powierzchniach tarcz hamulcowych po preparacie antykorozyjnym nie zostało śladu — odtąd mamy do czynienia z niczym niezabezpieczoną stalą — i to bynajmniej nie stalą nierdzewną. Swoje robi wysoka temperatura, która wypala powłokę antykorozyjną także z tych miejsc, które nie są narażone na tarcie.
Teraz wystarczy umyć samochód w taki sposób, aby woda dostała się na tarcze hamulcowe i dosłownie w ciągu kilku minut stają się rude. Spokojnie: to korozja powierzchniowa, która w tej sytuacji jest zupełnie normalna i która zniknie po pierwszym hamowaniu. To nie usterka, ani nawet świadectwo kiepskiej jakości części. Tak ma być. Ale uwaga: korozja na tarczach hamulcowych może być objawem usterki.
Korozja na tarczach hamulcowych może być objawem usterki
Jeśli jedne tarcze hamulcowe na aucie pracują, a jedna czy dwie wyglądają na mniej używane i pokryte są tego rodzaju warstwą rdzy, to znaczy, że coś nie działa tak, powinno. To może być zablokowany zacisk hamulca albo "stojący" klocekŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Jeśli robocza powierzchnia tarcz hamulcowych — jednej z tarcz lub np. dwóch — pozostaje w całości albo częściowo rdzawa pomimo używania hamulców, to mamy do czynienia z usterką. Nie jest jednak tak, jak być może się niektórym wydaje, że problemem jest zardzewiała tarcza. Nie: problemem jest niedziałający zacisk hamulca. Zdarza się, że z powodu dłuższego postoju albo z innej przyczyny zacisk hamulcowy blokuje się i jeden z klocków przestaje dociskać do tarczy. Naturalnie pojawia się korozja, ale prawdziwym problemem jest brak hamulca. Można tego nie poczuć — w końcu trzy pozostałe działają. Gdy jednak dojdzie do awaryjnego hamowania, brak albo osłabione działanie jednego z zacisków hamulcowych może się źle skończyć. Do naprawy!
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zardzewiały zacisk hamulca? To tylko kwestia estetyczna, ale...
W niektórych korozja pojawia się dość szybko także na zaciskach hamulcowych. Najczęściej jest to wyłącznie kwestia estetyczna, która psuje wygląd auta zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy ładne, lekkie obręcze, przez które doskonale widać zaciski.
Hamulec samochodu narażony jest na działanie wysokich temperatur, które powodują degradację powłoki ozdobnej. Nie znaczy to, że samochód zaraz przestanie hamować — prawdopodobnie wszystko działa jak należy. Jeśli jednak do czegoś takiego doszło wkrótce po kupnie auta, świadczy to ogólnie o kiepskiej jakości — być może tylko tego elementu: działa, spełnia swoją rolę, ale brzydko wygląda. Czy jest to powód do reklamacji? To oczywiście zależy od klasy auta i natężenia korozji. W niektórych samochodach zaciski hamulcowe są fabrycznie malowane na fantazyjne kolory, stanowią element ozdobny i przez długi czas powinny zachować ładny wygląd.
Tak często malują zaciski hamulcowe handlarze – dla efektu, tanio i szybko – i bez sensu. Tak potraktowany sprejem hamulec od razu wymaga naprawyŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Uwaga: zaciski hamulców można malować specjalną farbą odporną na wysoką temperaturę, ale nie należy tego robić tak, jak w niektórych komisach, gdzie maluje się wszystkie elementy hamulca, nie martwiąc się, czy to potem będzie działać. Takie rzeczy należy robić albo dobrze (po zdemontowaniu zacisku i starannym zabezpieczeniu sąsiednich elementów), albo wcale.
Zardzewiały wydech po pół roku jazdy?
To katalizator, który rozgrzewa się do kilkuset st. C. Może tak wyglądać i nie ma się czym martwićŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Wiele emocji, często na forach użytkowników chińskich samochodach, budzą zdjęcia zardzewiałych wydechów w zaledwie kilkumiesięcznych samochodach. Dobra wiadomość jest taka, że korozja albo po prostu ślady działania wysokiej temperatury na elementach układu wydechowego nie przesądzają o tym, że element ten się wkrótce zepsuje. I druga dobra wiadomość: najczęściej jest to element słabo widoczny z zewnątrz, trzeba specjalnie zaglądać pod auto, by to zobaczyć.
Jest i zła wiadomość: układy wydechowe robione są z bardzo różnych gatunków stali: od znakomicie znoszącej próbę czasu "nierdzewki" do stali, która robi się kolorowa po pierwszym nagrzaniu i rdzawa po pierwszej jeździe w deszczowy dzień — że o sezonie zimowym, gdy drogi są solone, nie wspominając.
Zasadniczo o wydechu, który jest ładny przez długi czas, można powiedzieć, że jest to element wysokiej jakości, który producenta kosztował na pewno więcej niż wydech, który szybko rdzewieje. Ale dopóki nie pojawia się groźba korozji perforacyjnej, urwania mocowań, ewentualnie dopóki wydech nie traci szczelności albo wygląda skrajnie źle, właściwie nie ma o czym mówić. Może stwierdzić — i trudno z tym dyskutować — że mamy do czynienia z elementem eksploatacyjnym. I co im zrobicie, że rudy z zewnątrz?
Rdzawe kropki na tylnych częściach błotników? Przyjrzyj im się dobrze
Na tylnych częściach błotników pojawiają się kropki, a na innych nisko położonych elementach samochodu ich nie ma, to prawdopodobnie są to utlenione opiłki metalu pochodzące z hamulców; w tych samych miejscach mogą pojawić się czarne kropki, które są bardzo trudne do usunięcia... to drobinki asfaltu wgrzanego w lakier.
Co do wbitych w lakier opiłków metalu, które naturalnie utleniły się i "straszą", do ich usuwania służą specjalistyczne preparaty służące do zmywania lotnej korozji i zanieczyszczeń metalicznych. Warto spróbować też tak zwanej glinki lakierniczej — jest to plastyczna masa, którą na mokro pociera się lakierowane elementy auta, w które wbiły się trudno usuwalne zanieczyszczenia. Zasadniczo lepiej takie zanieczyszczenia usunąć niż je zostawić, lepiej nie liczyć na to, że uda się je po prostu zmyć podczas wizyty na myjni. Ale bez stresu — dopóki są to wbite w lakier drobinki opiłków z hamulców czy nawierzchni drogi, nie można mówić o korozji samochodu, nawet jeśli to podobnie wygląda.
Co innego, jeśli rdzawe kropki na elementach lakierowanych pojawiają się w miejscach odprysków. Jeśli lakier auta jest bardzo delikatny i łatwo się obija, uszkodzone miejsca trzeba naprawić, bo prędzej czy później pojawi się dziura i naprawa wyjdzie dużo drożej.
Rdza na elementach podwozia — tego nie wolno odpuścić
Z rdzą na elementach podwozia jest ten problem, że sama się nie cofnie i nawet jeśli dziś są to malutkie i niegroźne ogniska korozji, to wcale nie znaczy, że szybko się nie powiększą. Podwozie samochodu, które ma tendencję do rdzewienia, warto zabezpieczyć, ale takie rzeczy powinien robić fachowiec. Jeśli naprawa ma polegać tylko na pokryciu skorodowanych elementów warstwą preparatu izolującego, to lepiej tego nie robić — bo takie preparaty nałożone na rdzę tylko maskują problem, który może się w spokoju rozwijać w ukryciu, a gdy już się ujawni, na tanią naprawę będzie za późno.
- To jest groźne: korozja na elementach stałych podwozia, na zgrzewach i spawach, zabezpieczonych zbyt cienką powłoką antykorozyjną. Jeśli pojawia się po pierwszej zimie, to za kilka lat mogą tu być dziury na wylot.
- To jest mniej ważne: korozja na elementach odkręcanych, wahaczach, sprężynach, innych elementach układu jezdnego.
Niegroźne, ale jeśli tak wygląda prawie nowy samochód, to znaczy, że niektóre elementy podwozia producentowi "nie wyszły". Za rok-dwa będzie tylko gorzej. Te śruby powinno się wymienić na nierdzewne albo przynajmniej ocynkowaneŹródło: Auto Świat
Korozja na zgrzewach, purchle pod lakierem? Nie czekaj z naprawą
Najbardziej niebezpieczne dla samochodu rodzaje korozji to korozja rozwijająca się w profilach zamkniętych, której przez długi czas po prostu nie widać. Jeśli coś takiego widzimy w młodym samochodzie, należy to traktować jako sygnał alarmujący i — jeśli samochód jest na gwarancji — zgłaszać. Korozja atakująca od wewnątrz najczęściej jest czymś więcej niż usterką lakieru i nie da się jej po prostu zamalować.
Korozja w prawie nowym samochodzie — co na to gwarancja?
Wbrew pozorom nie jest tak, jak się może niektórym wydawać, że gwarancja perforacyjna — udzielana przez producentów zazwyczaj na wiele lat — oznacza, że producent za darmo usunie wszelkie problemy korozyjne w aucie. Te rzeczy można podzielić na trzy grupy:
- Korozja części eksploatacyjnych, elementów osprzętu silnika: co do zasady nie podlega to gwarancji antykorozyjnej. Jeśli więc tarcze hamulcowe czy elementy układu wydechowego nabierają rdzawego wyglądu, to nie jest to najczęściej powód do reklamacji — zresztą gwarancja na elementy układu hamulcowego brzmi zwykle trochę jak "byle do bramy, a potem..." Podobnie rdzawa obudowa katalizatora czy filtra DPF, a nawet obudowa turbosprężarki to nie jest coś, co można reklamować — przynajmniej dopóki działa.
- Korozja powierzchniowa, odpryski lakieru: producenci samochodów udzielają gwarancji na lakier znacznie krótszej niż trwa gwarancja perforacyjna, a do tego reklamacje wad lakierniczych są z reguły dość trudne — lakier naprawdę musi być wadliwy, aby coś osiągnąć. Najczęściej wszelkie obicia traktowane są jak usterki eksploatacyjne, za których usunięcie klient musi zapłacić. Mało tego: najczęściej trzeba je usunąć na własny koszt w autoryzowanym serwisie, by zachować gwarancję na perforację nadwozia. Niemniej w czasie trwania gwarancji na lakier najłatwiej wymóc na importerze bezpłatną naprawę i zabezpieczenie rdzewiejących elementów blacharskich, im wcześniej się za to weźmiemy, tym lepiej. Gdy skończy się gwarancja na lakier, wszelka korozja pojawiająca się na zewnątrz — to może być nieprzyjemne zdziwienie — będzie wyłącznie naszym problemem.
- Korozja perforacyjna: wczytajcie się dobrze w warunki gwarancji, szansa na to, że skorzystacie z tej ochrony, jest znikoma i ograniczona do wyjątkowych sytuacji. Gwarancja obejmuje wyłącznie korozję postępującą od wewnątrz do zewnątrz (czyli gdy na lakierze pojawia się purchel, który nie jest spowodowany zewnętrznym uszkodzeniem; zwykle pod lakierem jest dziura większa niż się spodziewamy). Aby utrzymać gwarancję na perforację nadwozia, samochód raz w roku lub co dwa lata (w zależności od marki i modelu) musi przejść przegląd karoserii. W trakcie przeglądu znajdowane są różne drobne uszkodzenia lakieru i różnych powłok antykorozyjnych, także podwozia, które trzeba usunąć na własny koszt, aby zachować gwarancję... jednocześnie w zdecydowanej większości przypadków, jeśli samochód jest w tak skrupulatny sposób naprawiany, korozja perforacyjna nie wystąpi — a w każdym razie nie w czasie trwania gwarancji.
A to prowadzi nas do konkluzji: jeśli chcesz mieć ładny, niezardzewiały samochód przez długie lata, musisz o niego dbać. Co nie znaczy, że każdą rdzawą kropką trzeba się przejmować. Zwłaszcza elementami, które prędzej czy później i tak będą wymienione na nowe (np. tarcze hamulcowe), nie ma co się przejmować.
Im nowszy samochód, tym bardziej niepokoi korozja. Zgłaszać na gwarancji?
Poza korozją powierzchniową, wyłącznie kosmetyczną — np. nalotem rdzy na elementach hamulców, wydechu czy silnika — ślady korozji powinien co najmniej ocenić fachowiec. Wiadomo, że po roku-dwóch dziur z tego nie będzie, ale jeśli problem stanie się poważny tuż po upływie gwarancji, to będziemy mieli wydatki. Najłatwiej egzekwuje się naprawy gwarancyjne związane z lakierem czy korozją, gdy samochód jest prawie nowy — czyli w praktyce po pierwszej zimie. Potem jest coraz trudniej.