Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Maciej BrzezińskiPasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Po katastrofie na przejeździe kolejowym, a właściwie po całej serii tragicznych i niebezpiecznych zdarzeń na przejazdach kolejowych, rząd zapowiada zaostrzenie kar dla kierowców, bo to oni zazwyczaj są winni tych tragedii. Tymczasem całkiem niedawno drastycznie zaostrzono kary za wykroczenia popełniane na przejazdach kolejowych. Coś się zmieniło?
W chwili, gdy piszę ten tekst, doszło do kolejnego wypadku pociągu zmierzającego w stronę Warszawy od strony Gdańska – niedaleko granic Warszawy.
Jeśli w obszernym taryfikatorze mandatów albo w "taryfikatorze punktowym" szukacie wykroczeń związanych z przejazdami kolejowymi, najłatwiej będzie zwrócić uwagę na najdroższe pozycje — te z dwójką z przodu. Zasada jest taka: mandat za większość niebezpiecznych wykroczeń związanych z wyprzedzaniem to 1000 zł lub dwukrotność tej kwoty; wykroczenia przeciwko pieszym wyceniane są na 1500 zł lub 3000 zł; te na przejazdach kolejowych kosztują 2000 zł albo dwa razy tyle i to w zasadzie bez względu na wagę wykroczeń "z tej serii". Jest jeszcze jeden wyjątek, który dotyczy wykroczeń popełnionych na przejazdach kolejowych: mandaty w wysokości 2000 zł grożą nie tylko kierowcom samochodów, ale wszystkim — także rowerzystom i pieszym. To ewenement w taryfikatorze mandatów, który podkreśla wagę tego rodzaju wykroczeń i zagrożenie, które się z nimi wiąże.
Jakie wykroczenia kierowcy popełniają na przejazdach kolejowych? Trzy podstawowe błędy
Wykroczenie pierwsze, czyli tzw. mandat za zły kąt: chodzi o naruszenie przez kierującego pojazdem zakazu objeżdżania opuszczonych zapór lub półzapór oraz wjeżdżania na przejazd, jeśli opuszczanie ich zostało rozpoczęte lub podnoszenie ich nie zostało zakończone.
To sytuacja, w której kierowca za wszelką cenę chce zdążyć pokonać przejazd kolejowy i wjeżdża na tory w momencie, gdy szlabany zaczęły się zamykać. To bardzo niebezpieczne, bo istnieje duże ryzyko, że szlaban po drugiej stronie przejazdu zamknie się tuż przed maską. W każdym razie wysoki mandat jest w tym przypadku uzasadniony.
Jednak druga część tego przepisu mówi o wjeździe na przejazd kolejowy w chwili, gdy podnoszenie zapór nie zostało zakończone. To oznacza, że pociąg już przejechał, szlabany się otwierają i zagrożenie — potencjalnie — jest dużo niższe. Mimo wszystko przepisy nie pozostawiają wątpliwości — jeśli zapory nie są całkowicie otwarte, wjazd na przejazd kolejowy pozostaje formalnie zamknięty, a za złamanie tej zasady grozi mandat w wysokości 2000 zł.
Błąd drugi, czyli przejazd na czerwonym świetle — chodzi o czerwone światło wyświetlane przez sygnalizator umieszczony przed przejazdem kolejowym — to naruszenie przez kierującego pojazdem zakazu wjazdu na przejazd kolejowy za sygnalizator przy sygnale czerwonym, czerwonym migającym lub dwóch na przemian migających sygnałach czerwonych albo za inne urządzenie nadające te sygnały.
Najcięższy błąd to wjazd na przejazd kolejowy, gdy włącza się czerwone światło i można mieć pewność, że za chwilę zaczną opuszczać się szlabany. Można utknąć pomiędzy nimi, można doprowadzić do katastrofy. Jeśli nie ma na przejeździe zapór albo półzapór (czyli szlabanów tylko po prawej części jezdni, które teoretycznie można by objechać), tylko czerwone światło na sygnalizatorze ostrzega o tym, że zbliża się pociąg.
Kolejny błąd, o którym mówi ten przepis, za który niejeden kierowca zapłacił 2000 zł i dziwił się, że przecież nic się nie stało, to wjazd za sygnalizator świecący czerwonym światłem, gdy pociąg już przejechał i szlabany się podnoszą albo nawet juś się podniosły. Zazwyczaj szlabany są już całkowicie podniesione, a sygnalizator jeszcze przez kilka — kilkanaście sekund miga. Wielu kierowców — niektórzy poganiani światłami przez stojących z tyłu, a inni z własnej inicjatywy — w tym momencie rusza, bo "nie ma na co czekać". Za takie wykroczenie grozi 2000 zł mandatu, nawet jeśli zagrożenie, które się z nim wiąże, jest znikome.Tak postanowili autorzy taryfikatora mandatów, aby przekonać wszystkich, że z przejazdami kolejowymi nie ma żartów.
Trzeci błąd to wjazd na przejazd kolejowy, gdy nie da się z niego zjechać, bo po drugiej stronie utworzył się korek, czyli naruszenie przez kierującego pojazdem zakazu wjeżdżania na przejazd kolejowy, jeśli po jego drugiej stronie nie ma miejsca do kontynuowania jazdy. Gdy coś takiego wydarzy się na zwykłym drogowym skrzyżowaniu, mandat wynosi 300 zł. Na przejeździe kolejowym znów nie ma żartów – 2000 zł.
W przypadku wykroczeń na przejazdach kolejowych obowiązuje zasada recydywy
W przypadku tego rodzaju wykroczeń obowiązuje zasada: jeśli w ciągu dwóch lat po raz drugi popełnisz takie samo wykroczenie, dostajesz mandat w podwójnej wysokości, czyli nie 2000 zł, a 4000 zł.
Oprócz tego za każdym razem dostajesz 15 punktów karnych — liczba punktów nie podwaja się za drugim razem, bo oznaczałoby to od razu przekroczenie limitu, ale i tak, jeśli ktoś ma pecha, dołożenie do konta 15 punktów karnych oznacza egzamin.
Jakie zmiany rząd chce wprowadzić, by chronić przejazdy kolejowe przed kierowcami?
Z zapowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury wynika, że wykroczenia na przejazdach kolejowych mają dołączyć do rosnącej grupy wykroczeń, za popełnienie których kierowca z miejsca w ramach kary traci prawo jazdy na trzy miesiące. Należą już do nich wysokie przekroczenia prędkości niezależnie od miejsca, w którym do nich dojdzie, a także tzw. drift, czyli celowo wywołana jazda w poślizgu oraz jazda motocyklem na jednym kole. Po ostatnim głośnym wypadku na przejeździe kolejowym szef rządu Donald Tusk stwierdził, że "coś trzeba z tym zrobić". Tylko pytanie, co? Czy kolejne zaostrzanie i tak dotkliwych już kar pomoże?
Można wątpić, czy zaostrzenie kar poprawi bezpieczeństwo. Dowód już jest
Dowodem, że zaostrzenie kar dla kierowców nie rozwiązuje problemu, jest obecna seria wypadków na przejazdach kolejowych. Otóż obecne kary można śmiało uznać za drastyczne i odstraszające praktycznie dla wszystkich kierowców. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś nie boi się grzywny w wysokości 2000 zł lub więcej, której towarzyszy 15 punktów karnych. Tym bardziej że istnieje ryzyko spowodowania katastrofy, która może kierowcy (i nie tylko jemu) zrujnować życie. Jeśli więc kierowcy wjeżdżają na przejazd kolejowy w nieodpowiednim momencie, to zazwyczaj jest to po prostu ludzki, niezamierzony błąd. A jeśli tak jest, to nawet kara dożywotniego więzienia nie ochroni przed nim.
Co można zrobić, by poprawić bezpieczeństwo na przejazdach kolejowych?
Google Maps (screen)
Przejazd kolejowy w Sokolnikach Suchych
Przede wszystkim w Polsce jest zbyt wiele przejazdów kolejowych. Przejazdy kolejowe — o zgrozo! — występują także w miastach, np. w Warszawie. Jest ich bardzo dużo. Owszem, ich liczba się zmniejsza, ale wciąż jest ich dużo. Z kolei poza miastami jest dużo przejazdów kolejowych, które nie są odpowiednio zabezpieczone — brakuje zapór albo półzapór, w niektórych przypadkach brakuje nawet sygnalizatora, a przejazdu chroni jedynie znak "stop". Dobra wiadomość jest taka, że jest nad czym pracować.
Wiele badań wskazuje, że nieskończone zwiększanie kar nie poprawia bezpieczeństwa — ich nieuchronność, a nie wysokość jest dużo skuteczniejsza. Zwiększanie kar po kolejnym głośnym wypadku to jedynie działanie pod publiczkę — łatwiej zmienić przepis niż rozpocząć długofalowe i znacznie kosztowniejsze działanie poprawy bezpieczeństwa na przejazdach kolejowych. A tylko to drugie może coś zmienić.