Życie to jednak jest niesprawiedliwe! Niektóre samochody są jak wierni przyjaciele – zawsze pomogą, nie oglądając się na to, co dostaną w zamian. Całymi dniami bez protestu wożą więc rodzinę, pomagają w zakupach, a jeśli trzeba, towarzyszą też w urlopach czy weekendowych wypadach. I to wszystko za świeży olej w silniku i tyle paliwa w baku, ile akurat trzeba. Czy są za to kochane? Raczej nie, bo kto zastanawia się nad oczywistościami – samochód jest i ma nam wiernie służyć. Czasy, gdy zwykłe auta traktowano jako członków rodzin (czasem miały nawet imiona lub nazwy), odchodzą w niepamięć.

Na drugim końcu samochodowej skali są takie auta, jak Bugatti – pojazdy, które błyszczą w blasku salonowych jupiterów, ale na ulicach miast nie spotyka się ich zbyt często. Samochody, które nie tylko są obiektami dziecięcych marzeń. Które nie mają fanów czy sympatyków, lecz raczej... wyznawców. Do nich właśnie należy Bugatti Chiron.

Bugatti Chiron - zapomnijcie o Veyronie!

Co sprawia, że są tak pożądane? Powodów jest oczywiście wiele, ale najczęściej jako główny wymienia się jeden: moc. Moc, która przekłada się na prędkość, nie tylko liczoną kilometrami na godzinę, lecz także czasem potrzebnym na to, żeby taki samochód, jak Bugatti, złowił nas w swoje sidła. Chiron wiele tego czasu nie potrzebuje – płaski i bardzo szeroki, z typowym dla Bugatti dwukolorowym nadwoziem (złote i brązowe), o wiele bardziej dziki niż poprzednik – Veyron – a do tego znacznie ładniejszy niż Koenigseggi czy inne Pagani tego świata. Już sam ukazujący silnik tył, z cienkim pasem świateł i karbonową maską, jest wiadomością dla oglądającego samochód – tu kryje się moc, o której większość kierowców nawet nie marzy.

Każdy, kto projektuje taki samochód, istne dzieło sztuki na kołach, z pewnością nie jest skromną osobą. W spisie wytycznych dla twórców auta znalazło się tylko jedno zdanie: zróbcie taki samochód, który pod każdym względem będzie lepszy od poprzednika – przyznaje Wolfgang Durheimer, prezydent Bugatti. Wydaje się to diabelsko trudne, ale gdy chwilę się nad tym zastanowimy i przypomnimy sobie Veyrona... Postawimy sprawę jasno: poprzednik Chirona nigdy nie był dobrym autem. Oczywiście, w 2005 roku ten samochód nazwalibyśmy zbiorem superlatyw na kołach: 1001 KM, 407 km/h prędkości maksymalnej – najmocniejszy i najszybszy pojazd sportowy świata! Tyle że na normalnych, nie zawsze gładkich jak stół drogach nie dało się nim jeździć, a gdy na odcinku niemieckiej autostrady (równym i bez ograniczeń prędkości) zrobiło się mokro, to kierowca szybciej osiągał stan przedzawałowy, niż widział 200 km/h na liczniku.

Bugatti Chiron

Wszystko to dziś jednak nie ma już żadnego znaczenia. Zapominamy o niemiłych przeżyciach z poprzednika, gdy tylko zajmujemy miejsce za kierownicą Chirona i naciskamy niebieski przycisk na kierownicy auta. Rozrusznik kręci naprawdę krótko, a po chwili do życia budzi się 16 cylindrów, wyraźnie mrucząc i bulgocząc zarazem, ale równo i z przyjemnie głęboką barwą dźwięku na jałowych obrotach. Wciskamy zatem gaz, obroty podchodzą pod 4 tys., a dwie z czterech turbin wytwarzają odpowiednie ciśnienie.

Bugatti Chiron - szybki i... przewidywalny!

Odpuszczamy hamulec i świat staje na głowie! W mijające jak mrugnięcie okiem 2,5 sekundy Chiron rozpędza się do „setki”, potem chwila oddechu, zanim skrzynia zmieni bieg na drugi. 1600 Nm powoduje, że podczas tej czynności wszystkie 4 napędzane koła wykonują niewielki poślizg, a wskazówka prędkościomierza chwilę się waha, zanim zacznie znów piąć się w górę, ponad 100 km/h. A wszystko to dzieje się z tak niewiarygodną lekkością! W czasie takiego startu z wykorzystaniem pełnej mocy pracują nie tylko wszystkie 4 turbiny. Wtryskiwacze tłoczą 880 litrów 98-oktanowej benzyny do cylindrów na godzinę – oczywiście, pełne obciążenie trwa tylko chwilę, ale nie przeliczymy tego, ile paliwa byłoby potrzebne na pokonanie w takim stylu 100 km.

Teraz jesteśmy już od 6,5 sekundy w podróży, a wskazówka prędkościomierza minęła pole 200. Ale ta orgia mocy nie ma końca – 300, 350, 380... Bugatti nadal się rozpędza i zachowuje przy tym tak, jak Golf przy 150 km/h. Gdyby na przeszkodzie nie stanęła odwaga kierowcy (a raczej jej brak), Chiron rozpędziłby się do 420 km/h – na więcej nie pozwala elektronika, która chroni przede wszystkim opony.

Bugatti Chiron

Czas teraz na włączenie do gry hamulców. Cztery karbonowe tarcze wielkości megadużych placków rodzinnej pizzy nie mają problemów z poradzeniem sobie z Chironem, trochę gorzej reagują na to nasze żołądki. Obiekty za oknami poruszają się wolniej, można rozejrzeć się więc po wnętrzu – w wykończonym skórą kokpicie (z przeszyć można by strzelać!) znajdziemy zaledwie 5 przełączników.

Zbliża się czas pożegnania, Bugatti chce znów mieć swoje testowe auto u siebie. Z planowanych 500 sztuk 260 aut znalazło już nabywców. Każde z nich kosztowało przynajmniej 2,4 mln euro (bez podatków). Aż szkoda, że większość z nich zniknie w garażach i nieczęsto będzie można je zobaczyć. Życie jest niesprawiedliwe...

Bugatti Chiron - naszym zdaniem: nowa legenda

Bugatti zawsze było szybkie, ale teraz jest perfekcyjne. I nie chodzi tu o urywające głowę przyspieszenia, ale o zdolność do jazdy na co dzień. Aż szkoda, że raczej żaden z właścicieli Chirona nie będzie nim jeździł do sklepu po bułki – można by wtedy częściej go podziwiać!

Moc 1500 KM
Maks. moment 1600 Nm
0-100 km/h 2,5 s
0-200 km/h 6,5 s
V maks. 420 km/h
Cena (netto) 2,4 mln euro