Kiedy dwa lata temu testowaliśmy Tatę Indicę poprzedniej generacji, nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko potraktować test z przymrużeniem oka. Konstrukcja auta była mocno egzotyczna, a właściwości jezdne podpowiadały, że producent dopiero raczkuje i trzeba mu dać dużo czasu, by nadążył za światowymi trendami. Dlatego kiedy pojawiła się możliwość porównania Indiki z Micrą, pomysł wydał nam się dosyć groteskowy. Czy takie porównanie ma sens? Większy, niż myślicie! Tymczasem indyjski koncern spłatał nam figla. Oto do testu trafiło coś, co ze znaną nam dotąd Tatą ma tyle wspólnego, co turbosprężarka z donicą na świąteczną choinkę: nowa Tata Indica Vista. Motto tego modelu brzmi „changes everything” – czy rzeczywiście to auto może zmienić wszystko? Na pewno samo bardzo się zmieniło. Linia nadwozia zdradza kreskę dojrzałego stylisty.
Ogromne reflektory, imponująca powierzchnia przedniej szyby. Nie zapomniano nawet o takich niuansach, jak słupki przednie zabezpieczające przed ściekaniem wody z szyby na boki nadwozia. Jedno, co wymknęło się trendom, to duże szyby boczne, z czego ucieszą się i kierowca, i pasażerowie. Miło nam również donieść, że nadwozie prezentowanej na zdjęciach Taty jest najzupełniej standardowe: nie tylko lakierowane zderzaki, klamki i lusterka, lecz także reflektory przeciwmgielne nie wymagają dopłaty!
Indica poczyniła wielkie postępy i jej styl to pozytywne zaskoczenie. Dokładnie odwrotnie, niż u Nissana. Poprzednia Micra była rewolucyjna. W momencie jej premiery mało który konkurent mógł się pochwalić równie oryginalnym stylem, a sympatyczną „żabę” z charakterystycznymi reflektorami można do dziś bez trudu rozpoznać wśród konkurentów.
Auto miało swoje wady: układ kierowniczy nie dawał zbyt dobrego wyczucia drogi, charakterystyka prowadzenia potrafiła zmienić się z podsterownej na nadsterowną w połowie zakrętu, a ciasny kokpit i niewygodne fotele nie pozwalały konkurować z najlepszymi. I choć trudno w to uwierzyć, to prowadząc Micrę z roku modelowego 2010, odnosimy wrażenie, że niewiele się zmieniło.
Wygląd auta nie robi specjalnego wrażenia, spotkaliśmy się nawet z opiniami, że poprzedniczka wygląda oryginalniej! Wnętrze to wystawa taniego plastiku, kokpit nie rozpieszcza wygodą.
To, że Nissan spuścił z tonu, proponując mniej odważne nadwozie, możemy jeszcze zrozumieć, bo w tej klasie aut ekscentryczni klienci stanowią tylko odsetek kupujących. Ale że nie dopracowano reszty, tego darować nie sposób. Tata zrobiła krok do przodu. Czyżby Nissan się zagapił? O ile regulowana tylko na wysokość kierownica i niewygodne fotele mogą co najmniej sugerować, że Japończycy nie odrobili lekcji, o tyle pierwsza jazda rozwiewa nadzieje: przełomu nie będzie. Układ kierowniczy jest podobnie „gumowy” jak w poprzedniej generacji Micry. Biegi haczą, auto przechyla się na ostrych zakrętach, a wskazania wyświetlacza automatycznej klimatyzacji są co prawda czytelne, jednak panel nadal pozostaje dziwaczny. Ale zaraz, przecież pod maską pracuje nowy silnik! Może on uratuje Micrę przed falą krytyki?
Niestety, nie. Trzycylindrówki znane z „trojaczków” (C1/Aygo/107) potrafią brzmieć rasowo, ale ta z Micry warczy niczym kosiarka. Dobrze, że auto jest chociaż zwrotne, a zawieszenie przyzwoicie tłumi nierówności.
Jeśli ktoś liczył na nokaut w wykonaniu Nissana, nie będzie zadowolony. Tata, która nawiasem mówiąc, nie prowadzi się najlepiej z powodu miękkiego resorowania i kompletnie pozbawionego informacji zwrotnej układu kierowniczego, na tle rywalki wypada całkiem nieźle! Co więcej, komfort jazdy indyjskim samochodem na nierównej drodze jest jednym z najwyższych, jaki znamy wśród aut tej wielkości! W tej konkurencji Nissan Tacie nie podskoczy i z czystym sumieniem możemy napisać, że:Indica ma superkomfortowe resorowanie i żwawy silnik. Nie wierzycie? To umówcie się na jazdę próbną i przejedźcie Indicą przez skrzyżowanie z torami tramwajowymi. Na pewno znajdzie się wielu kierowców, którzy gotowi są zrezygnować z ofensywnej jazdy sztywnym autem w zamian za taki komfort podróżowania. Czyżby to był typ na długie trasy? Tak, ale tylko wtedy, gdy nie zamierzamy wjeżdżać na autostradę, bo od 4 tys. obrotów motor staje się głośny i jazda powyżej 120 km/h drażni uszy. Największy minus Indiki? Jej kokpit pozwoli zająć dogodną pozycję jedynie niewysokim kierowcom – miejsca na nogi jest rekordowo mało.
PODSUMOWANIE - Kiedy pierwszy raz wsiadłem za kierownicę testowanej Indiki, nie sądziłem, że o tym aucie da się powiedzieć aż tyle dobrego. NIewygodna pozycja za kierownicą, nie dające się ustawić lusterka – po takim „przywitaniu” trudno spodziewać się pozytywnych niespodzianek. A jednak! Indica ma żwawy silnik, wyjątkowo jak na swoją klasę szerokie wnętrze, standardową „klimę” oraz resorowanie, które czyni z Taty „latający dywan” wśród aut segmentu B. A Nissan? Prowadząc go, nie odczuwa się jakiejś specjalnej przewagi z racji doświadczenia japońskiego producenta. Jeśli Tata będzie kontynuowała swoje postępy, to może kiedyś zostanie „drugą Kią”?
Kiedy dwa lata temu testowaliśmy Tatę Indicę poprzedniej generacji, nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko potraktować test z przymrużeniem oka.
Konstrukcja auta była mocno egzotyczna, a właściwości jezdne podpowiadały, że producent dopiero raczkuje i trzeba mu dać dużo czasu, by nadążył za światowymi trendami. Dlatego kiedy pojawiła się możliwość porównania Indiki z Micrą, pomysł wydał nam się dosyć groteskowy.
Czy takie porównanie ma sens? Większy, niż myślicie!
Na tle poprzedniczki nowa Indica zrobiła ogromny krok naprzód. Ma superkomfortowe resorowanie, klimatyzację w standardzie i rewelacyjną cenę. Największe minusy to układ kierowniczy i pozycja kierowcy.
Indyjskie auto z technologią napędową na licencji Fiata. Wyposażone m.in. w klimatyzację, cztery szyby sterowane elektrycznie, dwa airbagi, ABS, centralny zamek, światła przeciwmgielne, wspomaganie kierownicy i dzieloną kanapę. Można je kupić już za 27 950 zł
Indica Vista to jedno z bardzo nielicznych aut, w których fotela kierowcy nie można odsunąć dalej niż o niecały metr od kierownicy. Brakuje miejsca na oparcie lewej stopy. Zegary są efektownie podświetlone
„U Taty” nie dość, że próg załadunkowy jest wyższy niż u konkurenta, to na dodatek jego grubość ogranicza użyteczną powierzchnię podłogi
Mały Nissan dostał cztery gwiazdki w teście zderzeniowym Euro-NCAP. Ma w standardzie m.in. 6 poduszek powietrznych i system ESP, a testowana wersja Acenta wyposażona jest w automatyczną klimatyzację. Cena: 43 900 zł
Nissan broni się m.in. bogatym wyposażeniem w zakresie bezpieczeństwa, lepszą (choć nie doskonałą) ergonomią miejsca kierowcy i niższym spalaniem. Jednak dla liderów klasy Micra nie będzie trudnym rywalem.
Nie licząc dziwacznego panelu klimatyzacji, instrumenty Micry są proste w obsłudze. Pozbawiona poziomej regulacji kierownica ma nisko usytuowane miejsca podparcia dłoni. Dobra widoczność, tanie plastiki
265-litrowy bagażnik to przyzwoity wynik, jednak jego kształty dalekie są od praktycznych, a załadunek dodatkowo utrudnia dość wysoki próg
Kiedy pierwszy raz wsiadłem za kierownicę testowanej Indiki, nie sądziłem, że o tym aucie da się powiedzieć aż tyle dobrego. NIewygodna pozycja za kierownicą, nie dające się ustawić lusterka – po takim „przywitaniu” trudno spodziewać się pozytywnych niespodzianek.
A jednak! Indica ma żwawy silnik, wyjątkowo jak na swoją klasę szerokie wnętrze, standardową „klimę” oraz resorowanie, które czyni z Taty „latający dywan” wśród aut segmentu B.
A Nissan? Prowadząc go, nie odczuwa się jakiejś specjalnej przewagi z racji doświadczenia japońskiego producenta.
Jeśli Tata będzie kontynuowała swoje postępy, to może kiedyś zostanie „drugą Kią”?
Napęd Taty pracuje kulturalniej i wykazuje większy wigor na niskich obrotach. Układ kierowniczy to istotna wada obu aut. Indica ujmuje komfortem i wyciszeniem pracy zawieszenia.
W sytuacji gdy Micra jest niemal o połowę droższa od konkurentki, dyskusja o cenie nie ma sensu. Co może skłonić do wyboru Nissana? Na pewno niższe spalanie oraz wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa. Takie jak np. ESP – naszym zdaniem: bezcenne!
Nissan Micra kontra Tata Indica Vista: to cóż że z Indii