• Przed wyjazdem warto pomyśleć o ubezpieczeniu zdrowotnym obejmującym koszty leczenia, w tym zakażenie COVID-19
  • Zanim zaklepiecie swoje kwatery i spakujecie auto, śledźcie na bieżąco sytuację epidemiologiczną w krajach na trasie Waszej podróży
  • W trakcie naszej wyprawy w Strefie Schengen na szczęście nie było żadnych ograniczeń dla obywateli polskich

Pandemia COVID-19 nas nie rozpieszcza i wszyscy w mniejszym lub większym stopniu odczuwamy jej wpływ. Nadal obowiązuje wiele ograniczeń w działaniu ośrodków turystycznych czy restauracji a także w środkach transportu publicznego i cały czas musimy pamiętać o zachowaniu odpowiedniego dystansu społecznego, by ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa.

Własne auto z punku widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego wydaje się zatem w tym roku najlepszym środkiem transportu, choć oczywiście nie zwalnia nas z trzymania się pewnych zasad. By przekonać się, jak wyglądają samochodowe podróże po Europie w czasach pandemii, wybraliśmy się autem na południe Europy, do Włoch.

Garść informacji praktycznych

O ile krajowe kurorty przeżywają prawdziwe oblężenie, o tyle okazało się, że znalezienie kwatery na przedmieściach Rzymu, a także noclegu po trasie w okolicach Wenecji nie stanowiło większego problemu. Rezerwacja przez jeden z popularnych serwisów bookingowych zajęła dosłownie chwilę. Tu należy podkreślić, że wiele ofert umożliwiało bezkosztowe anulowanie rezerwacji w razie zmiany sytuacji epidemiologicznej na danym obszarze. Warto zwrócić na ten szczegół uwagę, by ustrzec się przed niepotrzebnymi wydatkami w sytuacji kryzysowej.

Same koszty? Czteroosobowy pokój rodzinny ze śniadaniem w czterogwiazdkowym hotelu w Wenecji to wydatek około 110 euro, natomiast dwupokojowy, komfortowy apartament w Lido di Ostia, w nadmorskiej dzielnicy Rzymu – 1430 euro za 14 noclegów. To oczywiście kwoty uśrednione, bo dostępne są kwatery zarówno tańsze jak i sporo droższe – kwestia osobistych preferencji.

Przed wyjazdem warto pomyśleć o ubezpieczeniu zdrowotnym obejmującym koszty leczenia (w tym zakażenie COVID-19), assistance i OC w życiu prywatnym (często oferowane jest w pakiecie). Tu stawki również się różnią zależnie od maksymalnej kwoty ubezpieczenia i zakresu. Dla czteroosobowej rodziny (2+2) znaleźliśmy dobrą ofertę na dwa tygodnie za 214 zł (polecamy skorzystanie z internetowej porównywarki ubezpieczeniowej).

Kolejna kwestia to opłaty drogowe. My wybraliśmy trasę wiodącą przez Czechy i Austrię, gdzie obowiązują winiety. Co ważne, można je kupić w Polsce, np. w burach turystyki PZM Travel lub na stacjach benzynowych przy granicy. Na stronie https://shop.asfinag.at da się kupić austriacką winietę elektroniczną, ale należy pamiętać, że zyskuje ona ważność dopiero 18 dni po zakupie. Jeśli termin wyjazdu macie wcześniej należy kupić tradycyjną winietę naklejaną na szybę. W naszym przypadku zdecydowaliśmy się na zakup winiet po przekroczeniu granicy.

Czesi oferują winiety 10 dniowe za 310 koron, miesięczne za 440 koron i roczne za 1500 koron. W Austrii dostępne są winiety 10-dniowe za 9,40 euro, 2-miesięczne za 27,40 euro i roczne za 91,10 euro. Zakup najlepiej dopasować do długości swojej wyprawy. My zdecydowaliśmy się na wariant: winieta miesięczna na Czechy i dwie 10-dniowe na Austrię. Kary za brak winiet są wysokie. Alternatywne trasy prowadzą przez Niemcy (autostrady bezpłatne), Słowację (winiety w cenach: 10-dniowa za 10 euro, 30-dniowa za 14 euro i roczna za 50 euro) i Słowenię (winiety w cenach: tygodniowa za 15 euro, miesięczna za 30 euro i roczna za 110 euro). Płatne są również autostrady we Włoszech. Za przejazd od granicy z Austrią do Rzymu trzeba się liczyć z wydatkiem około 60 euro.

W budżecie należy oczywiście uwzględnić paliwo. W Czechach kosztuje ono około 0,90 euro za litr bezołowiowej 95 i 0,92 euro za olej napędowy. W Austrii odpowiednio 1,02 i 1,00 euro, a we Włoszech 1,60 i 1,49 euro. To ceny orientacyjne – wyższe obowiązują na stacjach przy autostradach, niższe (nawet 15-25 eurocentów na litrze), gdy zjedzie się na stację oddaloną kilka kilometrów od głównej trasy. Porada: we Włoszech na stacjach często podawane są dwie ceny za paliwo – niższa, gdy korzystamy z dystrybutorów „Self Service”, wyższa (z reguły o ok. 15-20 eurocentów) gdy napełnieniem baku zajmie się pracownik stacji (dystrybutory z oznaczeniem „Area Servizio”).

Zanim jednak zaklepiecie swoje kwatery i spakujecie auto, śledźcie na bieżąco sytuację epidemiologiczną w krajach na trasie Waszej podróży. Zmienia się ona dość dynamicznie i trzeba się liczyć z możliwością wprowadzenia obostrzeń. W trakcie naszej wyprawy w Strefie Schengen na szczęście nie było żadnych ograniczeń dla obywateli polskich, a po powrocie do kraju nie była wymagana kwarantanna.

Skoda Karoq 2.0 TSI DSG Sportline – solidny towarzysz

Teraz kilka słów o samochodzie, jaki mieliśmy do dyspozycji podczas wyjazdu. Kompaktowy SUV Skody w wersji Sportline z mocnym 190-konnym silnikiem 2.0 TSI, dwusprzęgłową przekładnią DSG, napędem 4x4 i zawieszeniem adaptacyjnym dla czteroosobowej rodziny okazuje się modelem niemal optymalnym na liczącą blisko 1900 km w jedną stronę trasę.

Odmiana Sportline to jedna z topowych w gamie stąd już w standardowym wyposażeniu mnóstwo elementów przydatnych na co dzień i podczas podróży. To m.in. tylne przyciemniane szyby, czujniki parkowania z przodu i z tyłu z kamerą cofania, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, bezkluczykowy system otwierania i uruchamiania auta, reflektory Full LED z funkcją doświetlania zakrętów czy gniazda USB (2 z przodu i jedno z tyłu) i 230V, które zapewniły dzieciom stałe działanie elektronicznych gadżetów podczas podróży.

Testowy model miał także bardzo dobry system multimedialny z systemem nawigacji Columbus i kolorowym ekranem dotykowym o przekątnej 9,2 cala, który świetnie dogadywał się z iPhonem poprzez interface Apple CarPlay. Do gustu przypadł nam również system audio Canton z 9 głośnikami i subwooferem zapewniając wysoką jakość rozrywki podczas wielogodzinnej jazdy. Doceniliśmy także opcjonalny Virtual Cockpit (1850 zł) z cyfrowymi zegarami, których wygląd można łatwo dopasowywać do własnych preferencji. Do tego cała armia elektronicznych asystentów, ale o nich za chwilę.

Karoq oferuje wyróżniającą się w segmencie przestronność gwarantującą komfortowe warunki podróżowania dla czterech dorosłych pasażerów (w naszym przypadku dwoje dorosłych i dwójka dzieci w wieku 16 i 9 lat, stąd wolna przestrzeń została zagospodarowana jeszcze na drobiazgi, które nie zmieściły się w bagażniku). Sam bagażnik ma pojemność 520 l i jak możecie sprawdzić na zdjęciu została ona skutecznie wykorzystana (tylna półka na czas podróży musiała zostać w garażu).

Dzięki umieszczeniu w bagażniku gniazdka 12V bez problemu podłączyliśmy też turystyczną lodówkę, w której zmieścił się prowiant na drogę. Dostęp do przestrzeni ładunkowej ułatwia otwierana elektrycznie tylna klapa (opcja za 1800 zł) i można to zrobić zarówno przyciskiem lub pilotem jak i wykonując ruch stopą pod tylnym zderzakiem – przydaje się, gdy ręce zajęte są bagażami.

Skoda Karoq 2.0 TSI DSG Sportline – zapas mocy

W trasę do Włoch wyruszyliśmy wczesnym ranem w piątek, dzieląc ją na dwa odcinki. Pierwszy o długości 1250 km do Wenecji i następnego dnia kolejne 650 km do Lido di Ostia. W Polsce wybraliśmy trasę S8 i dalej autostradę A1 do przejścia granicznego w Gorzyczkach. Mimo trwających prac remontowych na A1 w okolicach Radomska i Częstochowy udało nam się pokonać ten odcinek dość sprawnie.

Podobnie w Czechach. Pierwszy większy korek napotkaliśmy dopiero w Wiedniu, co pewnie miało związek z weekendowymi wyjazdami mieszkańców austriackiej stolicy. Przez większość trasy korzystaliśmy z trybów Normal lub Comfort pracy układu jezdnego i napędowego (do wyboru są jeszcze Eco, Sport, Indyvidual i Snow) i aktywnego tempomatu, który potrafi dopasowywać prędkość do obowiązujących ograniczeń na podstawie danych z nawigacji i znaków drogowych lub do aktualnego ruchu (wybiera się to w ustawieniach). W efekcie silnik pracował z przeciętnym obciążeniem i tylko czasami korzystaliśmy z jego możliwości. A trzeba przyznać, że Karoq zachęcony odpowiednim wciśnięciem pedału gazu potrafi pokazać pazur. Skrzynia błyskawicznie w takim przypadku redukuje przełożenia, a na koła swobodnie wylewa się 320 Nm momentu obrotowego (dostępne w zakresie od 1500 do 4100 obr./min.) i Skoda błyskawicznie nabiera prędkości.

Napęd na obydwie osie gwarantuje doskonałą trakcję, a auto prowadzi się pewnie i stabilnie, a na dodatek przy prędkościach autostradowych nie hałasuje we wnętrzu. Po raz pierwszy od dłuższego czasu doceniliśmy też działanie asystenta pasa ruchu. O ile bowiem przy okazji wcześniejszych testów i jazdy na krótszych odcinkach jego „wtrącanie się” powodowało irytację i odczuwanie sztuczności w pracy układu kierowniczego o tyle na autostradzie drobne korekty toru jazdy szczególnie na długich łukach zdecydowania czyniły prowadzenie bardziej relaksującym.

Na pochwałę zasługuje również praca wspomnianego aktywnego tempomatu, dzięki któremu przez większość czasu jazda odbywała się niemal w trybie półautonomicznym. Karoq dzielnie utrzymywał zadaną prędkość i bezpieczną odległość od auta poprzedzającego, a w razie potrzeby hamował lub przyspieszał dopasowując też do warunków przełożenie skrzyni DSG. Płynna jazda zaowocowała też bardzo dobrym wynikiem spalania. Tylko 7,8 l/100 km na trasie do Włoch i 7,3 l/100 km przy podobnym stylu jazdy, choć niemal już bez korków podczas powrotu Warszawy.

Skoda Karoq 2.0 TSI DSG Sportline – komfort na żądanie

Posiadanie własnego samochodu podczas wakacyjnych podróży niesie za sobą jeszcze inne korzyści. Po przybyciu do miejsca docelowego nie jest się do niego uwiązanym. Dzięki temu udało się zwiedzić nie tylko okolice Rzymu ale urokliwe miejscowości położone dalej od włoskiej stolicy. Zwiedzanie samego Rzymu samochodem radzimy jednak sobie odpuścić.

Po pierwsze ze względu na kłopoty z parkowaniem, po drugie na wyznaczone strefy ograniczonego ruchu, do których trzeba mieć specjalne przepustki – ich brak prędzej czy później kończy się mandatem. Warto też uważać na innych uczestników ruchu, bo mają dość „południowe” podejście do przepisów i nie wahają się używać klaksonu. Lepiej skorzystać z parkingów pod miastem i dojechać do centrum pociągiem lub metrem. Ku naszemu zaskoczeniu dostęp do wielu atrakcji Wiecznego Miasta nie stanowił w tym roku żadnego problemu.

Czy zatem warto wybrać się w podróż po Europie samochodem? Zdecydowanie tak. Oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku, nie tylko za kierownicą.