• Elektryczna limuzyna klasy średniej jest blisko spokrewniona z serią 4 Gran Coupé także pod względem stylistyki
  • Do wyboru będą dwie wersje napędu: na tylne koła o mocy 272 KM i 480-konna 4x4
  • Monachijski „Tesla killer” zostanie zaprezentowany latem, a do sprzedaży wejdzie wiosną przyszłego roku
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Pandemia koronawirusa mocno daje się branży motoryzacyjnej we znaki. Salony samochodowe pozostają w wielu krajach zamknięte, auta sprzedawane są przez internet, i to pod warunkiem, że jest co sprzedawać. Zakłady produkcyjne pracują bowiem na pół gwizdka, ponieważ łańcuch dostaw części przestał działać tak, jak dawniej.

Nie wszyscy jednak narzekają na brak zajęć. Działy rozwoju wielkich koncernów samochodowych pracują zazwyczaj zgodnie z planem. Team z Monachium znajduje się właśnie w środku gorącej fazy prób BMW i4. To taka elektryczna „trójka”, która jest dla monachijskiego producenta ekstremalnie ważna, ponieważ ma wejść (a nawet wjechać) w paradę Modelowi 3 Tesli, a przy okazji stać się wyznacznikiem najwyższych standardów w klasie średniej.

Na temat wielu detali BMW i4 producent nie chce się jeszcze wypowiadać. Pewne jest natomiast, że w bazowej wersji 272-konny silnik elektryczny będzie napędzał tylną oś. Wariant z napędem na 4 koła otrzyma 480-konną jednostkę.

Elektryczna limuzyna jest blisko spokrewniona z bawarską serią 4 Gran Coupé, co widać wyraźnie nawet mimo czarno-białej folii maskującej, w którą szczelnie owinięty jest prototyp. Cztery lata temu podjęliśmy decyzję, że seria 4 Gran Coupé stanie się samochodem elektrycznym i że dodatkowo zbudujemy także wersję spalinową – wyjaśnia kierujący projektem David Ferrufino.

BMW i4 chce wyznaczać standardy w sportowej klasie średniej

O tym zadaniu można powiedzieć wiele, tylko nie to, że jest łatwe. Jednak Bawarczycy chętnie się go podjęli, ponieważ BMW nie chce się więcej dawać Tesli wodzić za nos. A już na pewno nie w segmencie, którego monachijski producent – twórca modeli z serii 02 i pierwszej „trójki” (E21) – czuje się założycielem. Zresztą swojego „Tesla killera” chcą mieć także inni niemieccy producenci.

Dlatego BMW pilnie sprawdza nowe modele. W Niemczech, w południowej Francji, w Stanach Zjednoczonych i Laponii flota samochodów, nad których rozwojem toczą się prace, zbiera doświadczenia z każdym kilometrem przejechanym w różnych warunkach drogowych i klimatycznych.

Szefa projektu i jego specjalistów od konstrukcji zawieszeń spotykamy pewnego niepogodnego poranka na terenie testowym w pobliżu Monachium. Tu brane są pod lupę prototypowe pojazdy. Gaz do dechy, hamowanie i znów przyspieszanie – i tak raz za razem.

Potem wjazd na kręty odcinek do sprawdzania prowadzenia. Kierowca, opony, samochód są poddawani najtrudniejszej próbie. Moi specjaliści od układów jezdnych potrafią to wszystko tutaj robić jeszcze trochę lepiej i szybciej niż ja – śmieje się zza kierownicy Ferrufino. Tylko trudno nam w to uwierzyć, zwłaszcza gdy na serii szybkich zakrętów tuż przed wyhamowaniem na prędkościomierzu pojawia się 170 km/h. Zawieszenie, hamulce i układ kierowniczy zachowują stoicki spokój, podczas gdy tył samochodu lekko zarzuca, co zostaje zaraz zneutralizowane.

Inżynierowie wyglądają na zadowolonych i przekonanych, że przy takiej dynamice jazdy, jaką osiąga BMW i4, Model 3 Tesli powinien zacząć się bać. Czy klienci będą tego samego zdania, okaże się wiosną 2022 roku, gdy nowe BMW trafi do sprzedaży. Mówimy tu oczywiście o globalnym rynku, zwłaszcza amerykańskim, gdyż tam wraz ze zmianą administracji rządowej znów więcej mówi się o ekologii.

BMW i4 – naszym zdaniem

Sportowe modele klasy średniej w segmencie premium są specjalnością BMW od dziesięcioleci, a co najmniej od premiery pierwszej „trójki” 45 lat temu. Kolejne generacje serii 3 potwierdzały renomę Bawarczyków. Tak było w każdym razie, gdy na świecie królowały samochody spalinowe i nic nie zapowiadało zmiany. Wraz z nastaniem ery elektryków plany monachijskiemu producentowi krzyżuje swoim Modelem 3 amerykańska Tesla. Ambitni Niemcy nie chcą się oczywiście zgodzić na odebranie sobie palmy pierwszeństwa. Dlatego inżynierowie pilnie dopracowują elektryczne BMW i4. I trzeba przyznać, że nawet z fotela pasażera wygląda to nieźle.