Po bardzo udanym liftingu Focusa nadszedł czas na poprawienie jego rodzinnego wariantu, czyli C-Maxa. Produkowany od 11 lat kompaktowy van znalazł już na świecie 1,2 mln nabywców – to duży sukces, zważywszy na to, że ten segment traci na rzecz crossoverów. Obecna generacja pojawiła się na polskim rynku na początku 2010 r. i zyskała naszą sympatię, z pewnymi „ale”. Ford przyjął krytykę i odniósł się do niej przy okazji liftingu.

Najważniejsza zmiana zaszła w kokpicie. Uproszczono obsługę multimediów, gdyż dotychczas była utrudniona z powodu bardzo małego ekranu i ogromnej liczby małych przycisków. Zrezygnowano z nich na rzecz dużego ekranu dotykowego oraz kilku guzików pozwalających kontrolować podstawowe funkcje.

Z tyłu nowego C-Maxa poznacie po zmienionych światłach i innych przetłoczeniach na klapie

Nowe jest także oprogramowanie, czyli Sync 2. Szkoda tylko, że ekranu nie umieszczono nieco bliżej kierowcy. Dobrze spisują się nowoczesne systemy asystujące. Aktywny tempomat sam utrzymuje stały odstęp od poprzedzającego pojazdu, automat parkujący potrafi wjechać samochodem na równoległe i prostopadłe do jezdni miejsce parkingowe, a następnie także z niego wyjechać.

Dodatkowo czujniki monitorują ruch podczas cofania i ostrzegają kierowcę w razie grożącej kolizji. Za dopłatą można też dostać kluczyk zbliżeniowy, który pozwala otwierać klapę bagażnika ruchem stopy pod zderzakiem – wszystko bardzo sprytne i przydatne, pod warunkiem że stać was na takie gadżety. Egzemplarz, którym mieliśmy okazję odbyć pierwszą jazdę, napędzał znany już z Focusa 150-konny benzynowy silnik 1.5 EcoBoost.

Chaotycznie ułożone krzywizny pozostały, ale poprawiła się obsługa. Powiększono też ekran do wymiarów na miarę naszych czasów

Mimo niewielkiej pojemności motor imponuje równomiernym rozwojem mocy. 240 Nm momentu obrotowego sprawia też, że można zmieniać biegi prawie tak wcześnie, jak w dieslu. Gdy jednak tego zapragniecie, jednostka napędowa zagwarantuje wam słuszną dawkę frajdy z jazdy – pozwala się rozpędzić w 9,4 s do „setki”, a na autostradzie bez ograniczeń można osiągnąć prędkość nawet 204 km/h. Inżynierowie odpowiedzialni za zawieszenie i układ kierowniczy też odrobili lekcje.

Ford C-Max pozostaje jednym z najlepiej prowadzących się vanów w swojej klasie. Pomyślano jednak nie tylko o tym, żeby tatuś czy mamusia dobrze bawili się za kierownicą. Nowy C-Max jest lepiej wyciszony od swego poprzednika, co znacznie sprzyja rodzinnym konwersacjom podczas dalekich podróży. Dobry komfort resorowania pozwala czasem też bez obaw zjechać z gładkiego asfaltu na autostradach.

Nowy C-Max pojawi się w sprzedaży w maju. Ceny jeszcze nie są znane, wiemy za to, że w ofercie pozostanie także 7-osobowa wersja Grand.