Isuzu D-Max testowaliśmy przez pół roku, pokonując 30 tys. km na zagranicznych autostradach, polskim asfalcie i w terenie. Pełnił funkcję miejskiej limuzyny, auta utylitarnego, wozu prasowego i ciężarówki.

Najgorzej radził sobie w mieście ze względu na duże wymiary. Kłopoty ze znalezieniem miejsca parkingowego rekompensowała jego wszechstronność przy dłuższych wieloosobowych eskapadach. Przeszkadzał brak schowków i wkładanie bagaży na pakę, w której pomimo zabudowy się kurzyło. Kabina Isuzu jest jedną z wygodniejszych w segmencie pikapów. Zapewnia komfort czterem osobom, nawet w dłuższej podróży. W niewielu pikapach tylna kanapa ma na tyle długie siedzisko, by jazda nie była męcząca. Po półrocznym użytkowaniu wnętrze nie uległo zniszczeniu, pojawiły się jedynie drobne rysy na plastikach.

D-Max dobrze spisał się w terenie. Stały napęd na tył i dołączany przedni napęd wraz ze skrzynią redukcyjną sprawdzały się w głębokich koleinach, na grząskim podłożu i piaszczystych podjazdach. Dynamiczny silnik o sporym momencie obrotowym, w połączeniu ze skrzynią redukcyjną miał wystarczającą moc w każdej sytuacji. Do pełni szczęścia zabrakło tylko blokady tylnego mostu. Pozytywnie można ocenić pokrętło do zmiany trybu napędu. Pracowało płynnie i bez zarzutu, choć reduktor niekiedy długo się odłączał. To charakterystyczne dla aut, w których skrzynia redukcyjna nie jest uruchamiana mechanicznie. Po dokładnym przestudiowaniu książki serwisowej okazało się, że kontrola trakcji wyłącza się dwustopniowo. Naciśnięcie guzika osłabia jej działanie. Aby ją wyłączyć, przycisk trzeba przytrzymać ponad 5 s. Warto o tym pamiętać przy wjeździe w cięższy teren, ponieważ ESP sprawdza się tylko na asfalcie. Podwozie Isuzu zabezpieczono solidnymi stalowymi osłonami ochronnymi, które podczas jazdy w terenie tylko się porysowały. Aspiracje offroadowe D-Maxa studzą jego spore gabaryty i tylny zwis, który zmniejsza kąt zejścia.

Ponieważ D-Max jest półciężarówką, nie obyło się bez testu skrzyni ładunkowej. Z załadowaniem 800-kilogramowej europalety z cegłami, przy użyciu wózka widłowego, nie było najmniejszego problemu. Nie przeszkadzają w tym klapa, ani pokrywa bagażnika. Po ułożeniu ładunku zawieszenie widocznie się obniżyło. W czasie jazdy było miękkie, ale pracowało poprawnie, wręcz niezwykle komfortowo. Z toną na pace droga hamowania wyraźnie się wydłuża, ale pikap wciąż był dynamiczny. Zmierzony czas do setki zaskoczył. Wyniósł 15 s, czyli tyle, ile pustym autem, przed zmianą mapy silnika („Auto Świat” 4x4 2/2013). Lepsza dynamika przy zachowaniu identycznych z seryjnymi parametrów spalania potwierdziła zasadność przeprowadzonej modyfikacji.

Półroczna eksploatacja przebiegła bez większych problemów. Jedynym wymienionym wcześniej elementem był filtr paliwa, który sygnalizował błąd w komputerze i potrafił zdusić moc silnika. W czasie testu Isuzu trafiło na dwa przeglądy gwarancyjne po 10 i 20 tys. km. Ich przebieg był standardowy – wymiana filtrów, oleju, sprawdzenie podzespołów i smarowanie podwozia. Po przejechaniu 30 tys. km w pikapie nie zanotowaliśmy zużycia jakichkolwiek elementów, przechodząc badanie na stacji diagnostycznej. Zawieszenie pracowało tak samo sprawnie i cicho jak w nowym egzemplarzu. Kłopotu nie sprawiała elektronika czy silnik. Spalanie wciąż było na podobnym, niskim poziomie, między 7 a 9 l na 100 km. Czego zatem można się obawiać i co może zniechęcić do zakupu D-Maxa?

Choć pikapy Isuzu królują na rynkach azjatyckich, w Australii, a także zyskują coraz większą popularność w Europie, to w Polsce marka nie jest znana. Kiedyś wprawdzie Pewex oferował osobowe Gemini, ale pikapy i bliźniacze z Oplami Troopery trafiały z prywatnego importu. To nie zbudowało popularności Isuzu w Polsce. Ponadto kupujących odstrasza trudniejsza dostępność części, choć autoryzowanych serwisów wciąż przybywa – obecnie jest ich prawie 30, praktycznie w każdym województwie. Części zamienne rzadko są dostępne od ręki – trzeba je sprowadzać z magazynu w Belgii. Realizacja zamówień łatwo dostepnych podzespołów trwa siedem dni. Na trudno dostępne części trzeba czekać nawet miesiąc. Jak zapowiada importer, logistyka cały czas jest dopracowywana. Niektórych potencjalnych nabywców może też zniechęcać brak części używanych oraz zamienników. Na polskim rynku brakuje także elementów do modyfikacji i tuningu. W ofercie dilerów znajdują się jedynie osłonowe rury. Nie ma natomiast problemu z zakupem kilku wariantów zabudowy.

Pikapy Isuzu powstają już od 40 lat i cieszą się uznaniem na wielu rynkach. W Polsce D-Max powoli zaczyna konkurować z Nissanem, Toyotą, Mitsubishi i Fordem. Czy cena, długa gwarancja i trwałość mogą skłonić do zakupu D-Maxa? Na podstawie naszych półrocznych doświadczeń w teście długodystansowym wystawiamy mu dobrą ocenę.

Materiał pochodzi z najnowszego nr danego magazynu „Auto Świat 4x4” dostępnego w najlepszych punktach sprzedaży