W niektórych krajach Europy Nissan Qashqai należy do najchętniej kupowanych kompaktowych SUV-ów. U nas też jest w czołówce segmentu, choć do lidera, Dacii Duster, ma do nadrobienia spory dystans. Tyle że Qashqai to jednak zupełnie inna bajka, niż auto rumuńskiej marki. Nissan jest bardzo porządnie zrobiony, wyposażony tak, jak dobre auto kompaktowe i – gdy siedzę w jego wnętrzu – widzę, że to współczesny model i to należących do tych z ścisłej czołówki.

Nissan Qashqai – trochę w górę, trochę w dół

W przypadku wersji po liftingu, na pewno trzeba zwrócić uwagę na silnik. To benzynowa jednostka 1.3 z turbo, która zastąpiła dwa wcześniejsze silniki: 1,2-litrowy oraz 1,6-litrowy. Mamy więc trochę downsizingu i trochę upsizingu. Nowy napęd występuje w dwóch wariantach: może mieć 140 albo 160 KM. W testowym aucie, jak to zwykle bywa, miałem mocniejszą wersję tego silnika. Dzięki temu mogłem docenić niezłe osiągi, ale też zapoznać się ze skrzynią, którą Nissan właśnie zaczął stosować w Qashqaiu. Chodzi o przekładnie dwusprzęgłową, która w przypadku benzynowych wersji zastąpiła bezstopniową skrzynię, która – jak dla mnie – jest męcząca i źle wpływa na przyjemność jazdy. Aha, nie ma możliwości zamówienia benzynowego Qashqaia z napędem 4x4.

Dwusprzęgłówka współpracujące ze 160-konnym 1.3T jest w porządku. Biegi zmieniane są szybko, ale płynnie, nie ma szarpania, jakie znam z niektórych modeli Grupy Volkswagena. Szybko realizowany jest też kickdown, czyli wrzucenie niższego przełożenia, gdy wciskam gaz do oporu. Dzięki temu wyprzedzanie jest w miarę sprawne. Oczywiście, choć mam pod nogą 160 KM, nie ma co się spodziewać wielkiej dynamiki. W końcu to tylko silnik 1.3, a pojemność też ma znaczenie. Gdy takim Qashqaiem jedzie rodzina 2+2 i do tego bagaże, auto nie jest już specjalnie dynamiczne. Z kolei z samym kierowcą na pokładzie do setki rozpędzi się w około 10 sekund, co też nie jest wielkim osiągnięciem.

A zużycie paliwa? Cóż, szału nie ma. Oczywiście Qashqai nie zużywa 16,9 l/100 km, jak to widać na jednym ze zdjęć – po prostu silnik działał też przez jakiś czas w trakcie sesji zdjęciowej. Realnie w mieście przy temperaturach rzędu 10 stopni, auto zużywało około 9-10 l/100 km, zależnie od stylu jazdy. Da się mniej, ale wtedy trzeba naprawdę ostrożnie obchodzić się z gazem. W takim przypadku, lepiej jednak wybrać po prostu słabszą, 140-konną wersję. A na trasie? Nawet jadąc z obciążeniem, drogami szybkiego ruchu (maksimum 140 km/h), da się uzyskać wynik poniżej 7 l/100 km. To już jest dobre osiągnięcie. Jazda z prędkością około 160 km/h (w Polsce niedozwolone!) oznacza jednak już znaczny wzrost zużycia paliwa.

Nissan Qashqai – wnętrze prawie bez zmian

Silnik to ważna zmiana numer jeden. Ważna z miana numer dwa to system multimedialny, na który słusznie narzekaliśmy, pisząc o Qashqaiu sprzed zmian. Teraz jest on zdecydowanie nowocześniejszy. Ma lepszy ekran, jego funkcjami steruje się jak iPadem, a ułożenie menu sprawiło, że całość stała się bardziej intuicyjna. Oczywiście jako motoryzacyjny dinozaur, w wieku 40+, cieszę się, że nie wszystko przerzucono do elektronicznego systemu. Nadal mam do dyspozycji przyciski, które szybko włączają najważniejsze funkcje, pozostał też panel sterowania klimatyzacją. To świetnie.

Jeśli chodzi o nawigację, na pokładzie są mapy TomTom, co jest sporą zaletą, bo to dobre mapy. Wadą jest jednak to, że w testowym samochodzie nie były one zbyt aktualne. Brakowało nowo wybudowanych dróg szybkiego ruchu. Lepiej więc korzystać z nawigacji w smartfonie. Można to robić wygodnie, bo nowy system multimedialny ma dobrze działające interfejsy Android Auto oraz Apple CarPlay. Mam więc mapy Google’a na dużym ekranie. Super.

Jak Qashqaiu sprzed zmian, jest też do dyspozycji przestronna kabina i spory, 430-litrowy bagażnik. Warto jednak dodać, że w Seacie Ateka albo Skodzie Karoq jest on większy. Nissan ma jednak dobrze zrobione wnętrze z użyciem miękkich tworzyw w górnych partiach i twardych, nieco gorszej jakości tam, gdzie nie są one aż tak widoczne. W taki sposób oszczędzają jednak nawet marki premium, i to nie tylko w najtańszych modelach.

Nissan Qashqai – czy warto go kupić?

Oczywiście, że tak, bo to jest świetne auto. Fakt, że straciło już walor innowacyjności, jakim szczyciła się pierwsza generacja. Teraz to jeden z wielu modeli tej klasy. I na pewno nie jest najlepszy pod każdym względem. Qashqai, podobnie jak Golf, jest po prostu poprawny w wielu kategoriach jednocześnie, choć faktycznie w żadnej z nich się nie wyróżnia z tłumu. Jeśli więc ktoś będzie poszukiwać auta, które świetnie się prowadzi – kupi Seata Atekę, a jeżeli zechce sięgnąć po samochód szczególnie funkcjonalny i pakowny – wybierze Skodę Karoq. Ci, którzy chcą mieć wszystkiego po trochu – mogą spokojnie kupić Qashqaia. Będą zadowoleni. Aha! Tylko nie polecam tych 19-calowych kół z topowej wersji. Lepiej sprawdzą się mniejsze felgi.

Nissan Qashqai 1.3 160 KM DCT – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1332 cm3, R4, turbo benz.
Moc 160 KM przy 5500 obr./min
Moment obrotowy 270 Nm
Skrzynia biegów i napęd 7-biegowa dwusprzęgłowa, napęd na przód
Prędkość maksymalna 198 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,9 s
Średnie zużycie paliwa 7 l/100 km (WLTP)
Masa własna 1390 kg
Cena od 108 590 zł
Ładowanie formularza...