Auto z centralnym silnikiem wyglądało drapieżnie i prowadziło się genialnie. Jednak kosmiczna brytyjska technologia wykorzystywana przy konstrukcji struktury nośnej auta na pewno nie należała do tanich. Poza tym świadomość, że Speedster to tak naprawdę Lotus Elise ze znaczkiem Opla, u miłośników tej ostatniej marki musiała wywoływać niedosyt. I oto powstało antidotum na ich rozterki. Bezkompromisowy produkt globalny koncernu GM o trzech twarzach: Pontiaca Solstice, Saturna Sky i Opla GT, który rusza na podbój serc europejskich maniaków mocnych wrażeń z niebem nad potarganą wiatrem głową.Na platformie KappaTa tajemnicza nazwa, kojarzona u nas z rządowymi limuzynami, to wewnątrzkoncernowe oznaczenie platformy,która posłużyła do budowy roadstera GT. Specjalnie opracowana płyta podłogowa to radosna wiadomość, bo oznacza, że wszystko podporządkowano radości z jazdy, a nie przerabiano czegoś, co wcześniej służyło np. w rodzinnym sedanie.{player}1178863999868.flv{/player}Efekt? Piorunujący! Nadwozie jest bardzo sztywne, a to o tyle istotne, że dach ma tekstylne poszycie, czyli nie usztywnia auta, gdy jest rozłożony. Popularne wersje cabrio kompaktów i aut klasy B przyzwyczaiły nas, że po otwarciu metalowego dachu wszystko w nich trzeszczy, na wybojach nawet lusterko wpada w wibracje. GT jest niczym monolit. To sprawia, że wrażenie zespolenia kierowcy z samochodem jest wyjątkowo silne. Czas teraz uruchomić to, co siedzi pod maską. A jest tam dwulitrowe turbo o niebagatelnej mocy 264 KM i z potężnym momentem obrotowym, osiąganym - uwaga! - przy zaledwie dwóch tysiącach obrotów! Czyżby to przypominające zwinnością gokarta sportowe autko miało być elastyczne jak rodzinny turbodiesel? Dlaczego nie! Po osiągnięciu 2,5 tys. obrotów silnik katapultuje Opla, wgniatając głowę kierowcy w zagłówek. Zabawa kończy się nadspodziewanie wcześnie, bo już po osiągnięciu przez wskazówkę obrotomierza cyfry 6. Moc "urywa" się nagle - turbo traci oddech. Konsekwencją takiej charakterystyki silnika są chyba najdłuższe przełożenia, jakie można spotkać w sportowym aucie z 2-litrowym silnikiem pod maską - przy 100 km/h nieco ponad dwa tysiące obrotów na 5. biegu. Zupełnie jak przy bulgoczącym, amerykańskim V8. Przy takim zestopniowaniu skrzyni trochę trudno pilnować, by obroty były odpowiednie do szybkiego zadziałania turbo. Rezerwa mocy jest tak duża, że jadąc po mieście z cywilizowanymi prędkościami wystarczy zmieniać biegi przy 2 tys. obrotów. GT prowadzi się samNajwiększa frajda z prowadzenia Opla pojawia się na zakręcie. Dwa kliknięcia przyciskiem wyłączają system kontroli stabilności. Wtedy można wreszcie "pozamiatać" tyłem! Bezpiecznie, bo mamy tutaj do czynienia z jednym z najlepiej wyważonych i najstabilniejszych przedstawicieli małych, tylnonapędowych roadsterów. Dodanie gazu na zakręcie na jednym z dwóch pierwszych biegów powoduje przejście do dającego się wspaniale kontrolować nadsterownego uślizgu tylnej osi. W znakomitej większości podobnych aut taka zabawa kończy się wyprzedzeniem przodu przez tył, czyli wykręceniem popularnego "bączka". Tymczasem Opel wybacza tu nawet brak refleksu i zawzięcie sunie w kierunku znaczonym przez przednie koła. W zamian darujemy już Oplowi mikrobagażnik.PodsumowanieLegenda powraca - i to w jakiej formie! Próba sprzedania tak skrajnie niepraktycznego auta z symbolicznym bagażnikiem, pozbawionego nawet jednej półki na drobiazgi dla kierowcy, głośnego na trasie i podskakującego na wybojach dowodzi odwagi. W tym przypadku jak najbardziej uzasadnionej: GT okazał się skutecznym stymulatorem hormonu szczęścia. Mocny silnik, rewelacyjna stabilność jazdy, zawadiacki wygląd i druzgocąca konkurentów cena powinny być katapultą dla sprzedaży!