Niedawny szał na Skodę Kodiaq minął, ale model ten pozostaje w ścisłej czołówce swojego segmentu, windując sprzedaż czeskiej marki. Teraz na pewno Skoda przyciągnie jeszcze większą liczbę klientów modelem nieco tańszym i mniejszym niż Kodiaq. Karoq to kompaktowy SUV, czyli po prostu bliźniak takich modeli jak Seat Ateca oraz Volkswagen Tigun. Skoda wykorzystuję tę samą platformę co dwa wspomniane SUV-y oraz wszystkie inne podzespoły z Grupy VW, czyli m.in. silniki, skrzynie biegów, czy też elementy systemu multimedialnego. Mimo to czeskie auto zachowuje swoje charakterystyczne cechy – stylizacją bliskie jest bowiem Kodiaqowi.

Skoda Karoq – to następca Yeti

Oczywiście gdy mowa o nowym kompaktowym SUV-ie Skody, same narzucają się porównania z poprzednim autem tej klasy, czyli z Yeti. Na pewno nowy model jest mniej oryginalny, mniej charakterystyczny niż rozpoznawalne z daleka, pudełkowate Yeti. Karoq ma bardziej banalną sylwetkę, która – szczerze mówiąc – raczej nie wyróżnia się na tle konkurencji. Ot, kolejny SUV o podobnych kształtach, tyle że z firmowym grillem i logo Skody.

Gdy dokonamy dokładniejszych oględzin, odkryjemy, że Karoq jest wyraźnie większy od Yeti, ma bardziej przestronne wnętrze, które na dodatek zrobiono z materiałów o wiele lepszej jakości. O ile Yeti było samochodem z pogranicza klasy miejskich i kompaktowych SUV-ów, to Karoq jest kompaktem pełną gębą. W jego kabinie mogą podróżować cztery osoby, a gdy zajdzie potrzeba – także i pięć. Tylko że trzeci pasażer siedzący z tyłu będzie jednak uprzykrzać życie pozostałej dwójce. Karoq nie jest bardzo szeroki i to da się odczuć.

Co ważne, będzie można do niego dokupić system VarioFlex – składanych, wyjmowanych i przesuwanych siedzeń z tyłu – takich, jak w Yeti. A wspomniana jakość? Pod tym względem Skoda zrobiła ogromny krok naprzód. A nawet całkiem spory skok. Kokpit Karoqa zrobiony jest z niezłych tworzyw, a w niektórych, bardziej eksponowanych miejscach są one miękkie w dotyku. Warto dodać, że nawet te na dolnej konsoli między fotelami są miękkie, a nie ze skrzeczącego plastiku. Plusik. A jak będzie z ich podatnością na rysowanie? Tego niestety dowiemy się za dobre kilka miesięcy.

Skoda Karoq – dostarcza rozrywki

Bardzo podoba mi się system multimedialny Skody nazwany Canton, który zainstalowany był chyba we wszystkich samochodach podstawionych do pierwszych jazd testowych. Wymaga on dopłaty, ale jeśli ktoś bierze auto w leasing, to suma będzie symboliczna, a korzyść – spora. Dźwięk brzmi bowiem doskonale, a dodatkowy subwoofer zadowoli entuzjastów głębokiego basu. Warto też zainwestować w rozbudowane multimedia, bo po pierwsze mamy wówczas świetny ekran dotykowy o wysokiej rozdzielczości i ładnych kolorach. Po drugie nawigacja Skody jest intuicyjna i szybka, ale jeśli zechcemy, można też korzystać z tej z własnego smartfona, łącząc się przez Android Auto lub Apple CarPlay. Nie ma z tym problemów, a system działa dobrze, pokazując na dużym ekranie aplikacje zgodne z tymi standardami.

Skoda chwali się też mnóstwem drobnych rozwiązań, które ułatwiają życie. To choćby uchwyty na tablety na oparciach foteli, wyjmowane schowki w drzwiach kierowcy, miejsce na monety, uchwyt na butelkę z blokadą jej obracania (korek odkręcimy jedną ręką), czy też miejsce na telefon, które może być wyposażone w bezprzewodową ładowarkę. Jak na model tej klasy na liście opcji znajdziemy też sporo dodatków wpływających na wygodę jak np. podgrzewane siedzenia z przodu i z tyłu, kamerę ułatwiającą parkowanie, czy też elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika.

Skoda Karoq – komfort ponad wszystko

Niedawno jeździłem mniejszym SUV-em, czyli Kią Stonic. Koreańczycy projektując jej zawieszenie i układ kierowniczy, postawili na przyjemność z prowadzenia. Skoda to zupełnie inna historia. Jej miękkie zawieszenie zaprojektowano z myślą o komforcie, poświęcając frajdę z jazdy. W konsekwencji nawet na niezbyt równych drogach Sycylii auto pięknie amortyzowało wszelkie niedoskonałości asfaltu, a było ich wiele, a niektóre z nich całkiem spektakularne. W zamian jednak Skoda nieco przechyla się na zakrętach, co może niektórych irytować. Kierowców lubiących się angażować w prowadzenie rozczaruje też wspomaganie kierownicy – jego siła jest dość duża. To dobrze w mieście na parkingach, gorzej na trasie. Oczywiście, jest też tryb Sport, w którym wspomniana siła maleje, ale działanie układu kierowniczego w tym ustawieniu jest tak sztuczne, że aż niemiłe. Prawda jest jednak taka, że większość kierowców nie zwraca na to uwagi.

Za to w samych superlatywach mogę opisać silnik, czyli 1.5 TSI znane też z innych modeli z grupy Volkswagena. Jednostka ta, w wersji o mocy 150 KM, jest odpowiednio silna, by sprawnie rozpędzać Karoqa w każdej chwili – to dzięki turbo. W sprincie też SUV Skody wypada całkiem dobrze – do setki rozpędza się w 8,4 s. Mam tylko jedno zastrzeżenie do 6-biegowej, ręcznej skrzyni: nie jest idealnie precyzyjna. Alternatywą jest oczywiście dopłata za dwusprzęgłową przekładnię automatyczną. Wracając jeszcze na chwilę do 1.5 TSI, jednostka ta zużywa niewiele paliwa i jest cicha. Na trasie, przy prędkościach autostradowych, jedyne co słychać w kabinie, to dyskretny szum opon i nieco głośniejszy szum powietrza opływającego boczne lusterka.

Oczywiście do wyboru będą i inne warianty Karoqa: z napędem 4x4 i silnikiem 2.0 TDI o mocy 150 KM, a także z mniejszym 1,6-litrowym dieslem (115 KM) i podstawową jednostką na benzynę – 1.0 TSI/115 KM. Słabszych wariantów nie wypróbowałem, ale diesel z napędem 4x4 wcale nie jeździ lepiej niż zdecydowanie tańsze auto z benzyniakiem 1.5 TSI. Jeśli więc nie mieszkacie w górskich rejonach – nie warto przepłacać.

Skoda Karoq – czy warto ją kupić?

To dobry samochód, choć dla grupy tych odbiorców, którzy traktują auto jako narzędzie do przemieszczania się, a kupując je, nie kierują się emocjami, lecz rozsądkiem. Karoq nie jest emocjonujący, ale daje dużo komfortu, tyle że bez krzty frajdy z jazdy. Oczywiście nie twierdzę, że to źle, bo takie samochody też przecież muszą istnieć. Nie mogę zrozumieć tylko jednego: dlaczego podstawowa Skoda Karoq kosztuje 87,9 tys. zł, czyli więcej niż Seat Ateca z tym samym silnikiem? A różnica do podstawowego Kodiaqa (ale z mocniejszym silnikiem) to zaledwie 4,5 tys. zł. Moim zdaniem jest ona zbyt mała. Czyżby centrala Volkswagena wymogła na Skodzie, by tym razem przedstawiła mniej atrakcyjną ofertę niż w przypadku Kodiaqa? Może, bo przecież droższy Tiguan musi się sprzedawać.

Skoda Kodiaq 1.5 TSI – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1498 cm3, R4, turbo benz.
Moc 150 KM przy 5000-6000 obr./min
Moment obrotowy 250 Nm przy 1500-3500 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 6-biegowa ręczna, napęd na przód
Prędkość maksymalna 204 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 8,4 s
Średnie zużycie paliwa 5,4 l/100 km (producent)
Masa własna 1378 kg
Cena od 95,4 tys. zł