• Skoda Scala bazuje na tej samej wersji platformy MQB, co Volkswagen Polo, ale jest dłuższa od Golfa
  • Nawet bazowe wersje modelu są bogato wyposażone w systemy poprawiające bezpieczeństwo
  • W cenniku modelu Scala nie znajdziemy „taniego golasa”, to auto nie próbuje konkurować z innymi kompaktami ceną
  • Litrowy silnik zapewnia akceptowalną dynamikę i niskie zużycie paliwa, choć nie zawsze idealnie współpracuje ze skrzynią DSG

Wielkie koncerny motoryzacyjne starają się jak najszczelniej wypełnić rynkowe nisze. Właśnie po to potrzebne im są wszystkie te marki – jedne bardziej „budżetowe”, inne mają aspiracje sportowe, jeszcze inne skierowane są do klientów, którzy oczekują od produktu tego, żeby był „premium”, cokolwiek by to miało znaczyć.

Różnorodność jest ważna, ale nie może być uzasadnieniem dla rozrzutności. Wiadomo – księgowi mają ostatnie słowo, więc o ile samochody różnych marek w ramach jednego koncernu z zewnątrz powinny się od siebie jak najbardziej różnić, to lepiej, żeby pod blachą miały jak najwięcej współzamiennych elementów. Specjaliści od marketingu i pozycjonowania modeli mają często nie lada zagwozdkę, jak zagwarantować, żeby poszczególne modele w ramach jednej grupy się nie „kanibalizowały”. Dlatego właśnie Skody na tle Volkswagenów, Audi czy Seatów musiały być nieco skromniejsze, bo sam fakt, że czeska marka nie była aż tak „premium” jak marki niemieckie, czy „dynamiczna” jak marka hiszpańska , najwyraźniej nie wystarczał, żeby dostatecznie zabezpieczyć się przed wewnętrzną konkurencją.

Jeśli ktoś, kto wcześniej jeździł Skodą Fabią czy Rapid wsiądzie teraz do dobrze wyposażonej Skody Scali, może przeżyć prawdziwy szok – aż ciśnie się na usta cytat z kultowej, polskiej komedii sprzed lat – „Marian, tu jest jakby luksusowo”! Oczywiście, z naciskiem na „jakby”, bo przecież w dzisiejszych czasach od luksusowych aut wymagamy znacznie więcej, ale na tle kompaktów innych marek, pozycjonowanych tradycyjnie wyżej niż Skoda, Scala prezentuje się naprawdę nieźle. Czy to znaczy, że może zagrozić pozycji Golfa? Ależ skąd! Mimo wielu zbliżonych rozwiązań technicznych to jednak zupełnie różne auta.

Skoda Scala - praktyczniejsza od Golfa?

Skoda Scala jest od Volkswagena Golfa – czyli auta uchodzącego za modelowy kompakt – nieco dłuższa, ale za to odrobinę węższa. Pasażerowie tylnej kanapy mają mnóstwo miejsca na nogi, a bagażnik jest wprost gigantyczny: 467 litrów wobec 380 w Volkswagenie Golfie to zupełnie inna liga. Wygląda więc na to, że Scala jest adresowana do odbiorców oczekujących auta bardziej praktycznego i rodzinnego – może też bardziej z myślą, że będzie to jedyny samochód w gospodarstwie domowym. Kilka centymetrów mniej w szerokości wnętrza nie sprawia, że auto sprawia klaustrofobiczne wrażenie. Odrobinę więcej szerokości na pewno by nie zaszkodziło, ale z tym co jest, naprawdę da się żyć.

Tym, co naprawdę robi tu wrażenie jest wygląd wnętrza – nie tylko jest ono stylowe, ale i naprawdę starannie wykonane. Owszem, w innych, wyżej pozycjonowanych modelach koncernu miękkich i przyjemnych w dotyku tworzyw bywa więcej, ale na tle wcześniejszych modeli Skody Scala wypada doskonale. Wnętrze jest typowo volkswagenowskie, czyli niemal perfekcyjne pod względem ergonomii, a wszystkie przyrządy i są czytelne i łatwe w obsłudze.

Za dopłatę wynoszącą aż 3050 zł w modelu tym można mieć „wirtualny kokpit” – czyli zegary w formie wyświetlaczy ciekłokrystalicznych, które da się konfigurować w zależności od gustu, potrzeb i oczekiwań. Nie tylko sprawiają, że wnętrze wygląda nowocześnie, ale rzeczywiście pozwalają wygodniej korzystać z auta. Tyle, że jak wszystkie tego typu rozwiązania, dosyć mocno odwracają uwagę i angażują kierowcę, odwracając jego uwagę od tego, co dzieje się na drodze. Oczywiście, nad bezpieczeństwem czuwają wtedy zaawansowane i rzeczywiście nieźle działające systemy, m.in. asystent pasa ruchu czy system Front Assist z funkcją automatycznego hamowania przed przeszkodą.

Skoda Scala - nowoczesne multimedia

System multimedialy doskonale współpracuje ze smartfonami z najpopularniejszymi systemami operacyjnymi, choć tradycjonalistom będzie w nim zapewne brakowało fizycznych przycisków czy choćby pokrętła głośności – do wyboru mamy pola na panelu dotykowym lub przyciski na kierownicy.

Ciekawie rozwiązano sterowanie klimatyzacją – ma ona własny, wydzielony panel i wygodne pokrętła do regulacji temperatury, ale żeby zmienić siłę nawiewu, trzeba wybrać właściwą funkcję w menu wyświetlanym na centralnym ekranie. Dodatkowe pokrętło byłoby wygodniejsze!

W testowanym egzemplarzu wrażenie luksusu potęgowała też jasna „skórzana” tapicera. Cudzysłów jest uzasadniony, bo prawdziwej skóry w niej niewiele, ale przynajmniej jako nowa wygląda nieźle. Powstaje pytanie, czy na dłuższą metę będzie starzała się tak godnie, jak dobra, prawdziwa skóra.

Skoda Scala - silnik 1.0 TSI i 7-biegowe DSG

W widocznym na zdjęciach aucie pod maską pracował trzycylindrowy litrowy silnik o mocy 115 KM. Litrowy silnik jak na kompakt to mało? Jeśli ktoś nie wie, że to tak mała jednostka, to po tym, jak auto jeździ, raczej się tego nie domyśli. Osiągi są co najmniej zadowalające, bo do setki Scala z tym silnikiem Scala przyspiesza w niespełna 10 s, a prędkość maksymalna sięga niemal 200 km/h. Dwusprzęgłowy, siedmiobiegowy automat wygładza nieco charakterystykę tego silnika, ale też czasem można odnieść wrażenie, że akurat silnik ze skrzynią w tym aucie nie dogadują się najlepiej.

Największy problem pojawia się przy ruszaniu, jeśli auto stoi na nierównym podłożu, np. w koleinach, i próbujemy płynnie wystartować. Bez gazu auto ruszyć nie chce, a kiedy wciśniemy gaz samochód po chwili zwłoki potrafi wyrwać gwałtownie do przodu. W tym konkretnym modelu automatyczna skrzynia biegów nie ułatwia wcale manewrowania przy parkowaniu, a wręcz stwarza niekiedy ryzyko parkingowej „przycierki” czy nawet drobnej stłuczki podczas jazdy w korku.

Skoda Scala - to nie jest tanie auto!

Jeśli się komuś wydaje, że Skoda Scala, to tani, budżetowy kompakt, to jest w błędzie. Poszukiwacze okazji auta powinni szukać gdzieś indziej, choćby w salonach Fiata. Bez promocji i z aktualnego rocznika kompakt Skody kosztuje co najmniej 65 000 zł i to z 95-konnym silnikiem. Odmiana z silnikiem o mocy 115 KM kosztuje co najmniej 68 500 tys. zł. Na pocieszenie – w tym modelu Skoda zrezygnowała z całkiem „gołej” wersji bazowej – odmiana Active ma już większość potrzebnych elementów wyposażenia, w tym oczywiście klimatyzację, system multimedialny, zaawansowane systemy bezpieczeństwa.

Niestety, jeśli samochód ma być tak fajny i szlachetny, jak ten widoczny na zdjęciach, koszt zakupu będzie znacznie wyższy – z automatyczną skrzynią biegów i kompletem gadżetów na pokładzie cena tego egzemplarza niebezpiecznie zbliżyła się do 113 000 zł! Jak na kompaktową Skodę z litrowym silnikiem – choć nieźle jeżdżącą, atrakcyjną i bogato wyposażoną – to naprawdę dużo. Dla porównania: większa i świetnie wyglądająca Kia Xceed, z silnikiem 1.6 o mocy 204 KM i 7-biegowym automatem kosztuje niespełna 109 tys. zł, tańsza będzie też Honda Civic ze 182-konnym silnikiem i pakietem wyposażenia Sport Plus. Skoda się ceni! Czyżby czeska marka planowała po kilkudziesięciu latach przerwy powrót do segmentu „premium”?

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 999 cm3, t.benzyna R3
Moc (KM/obr./min) 115/5000
Moment obrotowy (Nm/obr./min) 200/2000
Skrzynia biegów i napęd 7-biegowa dwusprzęgłowa (DSG), napęd przedni
Prędkość maksymalna 199 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,9 s
Średnie zużycie paliwa 6.0 l/100 km (WLTP)
Masa własna/ładowność (kg) 1243/436
Cena (wersja 1.0 TSI DSG od 77 750 zł, testowany egzemplarz 12 700 zł