• Skoda powiększy swoją gamę SUV-ów. Po trzech modelach spalinowych zadebiutuje jeszcze elektryczny
  • Od chwili debiutu w 2017 r. do września 2019 r. w Polsce sprzedano 9,8 tys. sztuk modelu Kodiaq
  • Skoda chwali się wzrostem liczby rejestracji. W tym roku przybyło o 39 proc. więcej egzemplarzy modelu Karoq i o 44 proc. więcej modelu Kodiaq.

Apetyt na SUV-y wcale nie maleje. Oczywiście, czyimś kosztem (choćby klasy średniej). Czesi mają już w gamie trzy modele i wcale nie kryją się z tym, że ciągle im mało, w przyszłym roku pojawi się bowiem kolejny. Nietrudno nawet zgadnąć jaki. Przed nami pierwszy elektryczny SUV Skody o nieznanej jeszcze nazwie. Dołączy do dobrze znanej trójki, czyli modeli Kamiq, Karoq i Kodiaq.

Zanim jednak doczekamy się pierwszego seryjnie produkowanego, czeskiego SUV-a z napędem elektrycznym, Skoda postanowiła jeszcze raz przypomnieć o całej swojej obecnej gamie. Na miejsce eskapady wybrano malownicze alpejskie trasy, łączące Włochy ze Szwajcarią. Trudno o lepszą lokalizację z punktu widzenia miłośnika samochodów typu "Sport Utility Vehicle". I nie chodzi wcale o widoki zapierające dech w piersiach, ale przede wszystkim o mocno zróżnicowane trasy. Nie zabrakło bowiem autostrad, ciasnych miejskich uliczek, krętych i wąskich górskich szlaków, wspaniałych pustych dróg i przygnębiająco zatłoczonych arterii. Innymi słowy - miejsc, w których SUV zdążył na trwałe wpisać się w krajobraz.

Który jest optymalny? Cóż, każdemu wedle potrzeb. Na pierwszy etap podróży z przyjemnością pakujemy się do Kodiaqa. I to nie byle jakiego, bo w najbogatszej wersji wyposażenia Laurin&Klement. Samochód w żaden sposób nie przypomina niedźwiedzia z Alaski, od którego zaczerpnął nazwę. Chyba że weźmiemy pod uwagę gabaryty. Kodiaq to już duży SUV, który na drodze wzbudza respekt. Nawet wszędobylskie skutery omijają go z daleka na włoskich uliczkach (jak na podłą pogodę jest ich niemało).

Komu i dlaczego?

Podróżując Skodą Kodiaq nietrudno zadawać sobie pytanie dla kogo jest ten samochód. Pewnie od razu można wskazać obecnych użytkowników Octavii kombi czy Superbów. W teorii przesiadka powinna wydawać się całkiem naturalna, jeśli nadrzędnym celem jest samochód z ogromną kabiną. Niemniej do znudzenia zamierzam powtarzać, że wersja siedmioosobowa to rozwiązanie typu 5+2. W ostatnim rzędzie zadowolone będą tylko dzieci. Dorośli przetrwają co najwyżej jazdę na imprezę lub późny powrót. Jeśli jednak docelowo Kodiaq będzie służyć jako transporter dla rodziny nie większej niż pięcioosobowa, to wydaje się bardzo rozsądną propozycją (z tyłu kryje się bowiem prawdziwa jama o pojemności ponad 700 litrów). Nie bez znaczenia jest też napęd 4x4 i coś jeszcze – zdolności do ciągnięcia przyczep o masie nawet ok 2,3 tony. Wprawdzie doceni to mniejszość wśród potencjalnych nabywców, ale trudno zaprzeczyć, że jest to także istotna cecha.

Owszem, nie każdemu Kodiaq jest potrzebny. Stąd pojawił się mniejszy Karoq, którego Skoda reklamuje jako kompaktowego SUV-a dla aktywnych (nazwę zaczerpnięto z języka plemienia Alutiiq z wyspy Kodiak). W istocie w mieście nie czujemy się, że podróżujemy landarą, dla której trudno znaleźć odpowiednie miejsce parkingowe. Z drugiej zaś strony Karoq to również bardzo przestronny samochód, co dla rodziny 2+1 czy 2+2 jest dalej dobrym wyborem. Do wykorzystania ponad 500 l bagażnika, czyli wystarczającej przestrzeni również na wakacyjne wojaże. Nawet nieduży składany wózek dla mniejszego dziecka upchniemy bez problemu.

Otwartą kwestią pozostaje wybór napędu. Naturalnym wyborem wydaje się wciąż diesel z automatyczną skrzynią biegów (przyznaję, że dalej nie jestem miłośnikiem skrzyni DSG zestawionej z silnikiem wysokoprężnym). Mniejsze motory benzynowe (w Skodzie Kodiaq i Karoq) można brać pod uwagę, gdy zakładamy przede wszystkim niewielkie przebiegi i jazdę na bardzo krótkich dystansach. Górska jazda to już jednak dość spore wyzwanie dla słabszych benzyn. Bez względu na silnik warto jednak pomyśleć o dopłacie do automatu albo przynajmniej odbyć jazdy próbne z dwoma wersjami przekładni, by samemu poczuć różnicę i…zyskać pewność.  

Automat mieliśmy także do dyspozycji w przypadku najmniejszego SUV-a w gamie Skody, czyli modelu Kamiq (nazwa z języka Inuitów mieszkających w północnej Kanadzie oraz Grenlandii). Ten najmłodszy samochód w gamie czeskiej marki ławo docenić, nawet przy przesiadce z największego Kodiaqa. Mimo mniejszej kabiny, nie sposób narzekać na ciasnotę wnętrza. Łatwo dobrać wygodną pozycję dla siebie i dalej zachować wystarczająco dużo przestrzeni dla osób z tyłu. Choć Kamiq ma najskromniejszy bagażnik z całej trójki, to jednak 400 litrów to wciąż nie byle co. Znam rodziny z małymi dziećmi, które potrafiły spakować się na wakacje nawet do takich kompaktów jak leciwy już Golf 3 czy Corolla E12, które przecież nie grzeszyły ogromnymi bagażnikami.

W przypadku najmniejszego Kamiqa trudno będzie o ból głowy przy wyborze silnika. O dieslu można zapomnieć (podobnie jak o napędzie na 4 koła). Pozostają tylko silniki benzynowe o mocy 95 KM, 115 KM oraz 150 KM. W istocie więcej nie trzeba, nawet w sytuacji, gdy Kamiq ma pełnić rolę głównego źródła transportu dla całej rodziny.

Optymalnie, czyli…

Skoda zadbała, by nazwy każdego SUV-a w gamie zaczynały się od litery "K" a kończyły na "Q". Tyle podobieństw wystarczy. Każdy model przeznaczony jest bowiem dla zupełnie innej grupy odbiorców. Kamiq wydaje się najsensowniejszym rozwiązaniem do miasta. Kto lepiej czuje się w podwyższonym samochodzie, którym zmierza na codzienne zakupy i do szkoły z dziećmi, ten nie potrzebuje niczego więcej. Na dodatek Kamiq wystarczy mniejszej rodzinie także na wakacyjny wyjazd – miejsca jest bowiem zaskakująco sporo. Jeśli jednak macie większe wymagania wobec przestrzeni, to Karoq wydaje się dobrym pomysłem. To wciąż dobry kompromis – rodzinne auto, które sprawdzi się w mieście i długich wakacyjnych podróżach. Na te ostatnie świetny jest także Kodiaq, który z powodzeniem zastąpi niejednego minivana w domowym garażu.