• Dzięki dopracowanej ergonomii niewielki crossover pomieści wygodnie 4 dorosłe osoby
  • VW tak zestroił T-Crossa, że kierowca nie czuje, że pod maską pracuje trzycylindrowy silnik o pojemności jednego litra
  • Dopracowane zawieszenie tuszuje też niewielki rozstaw osi wynoszący 255 cm

Pierwotne uprzedzenie do SUV-ów prysnęło w momencie, kiedy ruszyłem T-Crossem w miasto. Robi wrażenie fakt, że w crossoverze o rozstawie osi 255 cm, czyli takim, jak w Volswagenie Polo, zmieszczą się wygodnie cztery osoby o ponadprzeciętnym wzroście. Poza tym, siedząc za kierownicą T-Crossa, wcale nie masz wrażenia, że prowadzisz niewielkie auto. Pozycja kierowcy jest nienaganna, fotele o dużej powierzchni wygodne, a zawieszenie dojrzałością przypomina droższe auta, ale o tym za chwilę. 

Na ziemię sprowadzają nas występujące we wnętrzu twarde plastiki, które nie pozwalają zapomnieć, że siedzimy w samochodzie bazującym na Polo. Nie jest to jednak zaskoczenie, ponieważ w większym i droższym kompaktowym crossoverze T-Roc, Volkswagen zdecydował się na taki sam krok. Na szczęście, jakość montażu jest dobra, więc można o tym elemencie zapomnieć, przynajmniej do momentu, kiedy uderzysz kolanem w twardą deskę rozdzielczą. Twój ból złagodzą z pewnością rozbudowane multimedia i soczyste, ale niemęczące na dłuższą metę dźwięki płynące ze sprzętu „beats audio” z sześcioma głośnikami i subwooferem. Brzmi tak dobrze, że przed podróżą przygotowujesz sobie playlisty, by delektować się ulubionymi utworami. Atmosferę poprawia również pakiet R-Line, obejmujący multifunkcyjną kierownicę, nakładki na pedały ze stali nierdzewnej, sportowe fotele z tapicerką Carbon Flag. Poza tym pakiet obejmuje też 18-calowe felgi Nevada oraz listwy na zderzakach i drzwiach. 

Volkswagen T-Cross – dojrzałe zawieszenie

Jak się okazuje, zawieszenie w niewielkim SUV-e ma duże znaczenie. Dlatego poświęcimy mu nieco miejsca. Niedawno miałem okazję jeździć Seatem Aroną, bliźniaczym do T-Crossa modelem. Seat bujał się podczas przyspieszania, zmiany biegów i hamowania. Brakowało mu też stabilności podczas jazdy autostradą, co nie pozwalało zapomnieć, że jadę niewielkim autem. Okazuje się, że skuteczne i nieco twardsze zawieszenie zmienia percepcję całego samochodu.

Volkswagen T-Cross nie ma tych wad i kierowca ma wrażenie, że jedzie większym samochodem, niż to ma miejsce w rzeczywistości. Amortyzatory rewelacyjnie pochłaniają nierówności. Jedynym minusem twardszego zawieszenia, połączonego z 18-calowymi felgami, jest reakcja na poprzeczne nierówności. Wtedy do wnętrza dostaje się nieprzyjemny hałas. Ale nawet pomimo tej niedogodności i tak bez wahania wybrałbym twardsze zawieszenie T-Crossa. Świetnie działa też elektrycznie wspomagany układ kierowniczy. Jest znakomicie wyważony, daje wyczucie tego, co dzieje się z kołami i zapewnia przyjemne tłumienie. Po prostu, przyjemnie obraca się sportową kierownicą R-line z grubym wieńcem. 

Volkswagen T-Cross – ukryć niewielkie rozmiary 

Skrzyni DSG zdarza się szarpnąć podczas ruszania, ale poza tym spisuje znakomicie i perfekcyjnie tuszuje niewielką pojemność silnika w odpowiednich momentach zmieniając biegi. Dzięki niej, dobremu zestrojeniu mechanizmów sterowania i wyciszeniu można się nie zorientować, że pod maską pracuje litrowy silnik o trzech cylindrach. Ochoczo rozpędza T-Crossa do setki w 10,2 s, nie słabnie podczas jazdy autostradą dobijając do 193 km/h. A takie osiągi są jak najbardziej satysfakcjonujące w crossoverze tej wielkości. Jest łatwy sposób, by ujawnić tożsamość napędu T-Crossa. Wystarczy przycisnąć go nieco. Wychylasz gaz do oporu i do wnętrza wdziera się charakterystyczne chrapliwe brzmienie 3-cylindrowego silnika. Podczas naszego testu, a jeździliśmy swobodnie korzystając ze 115 KM, średnie spalanie utrzymywało się na poziomie 7 litrów na setkę. 

Volkswagen T-Cross – wygrywa crossover

Okazuje się, że w przypadku niewielkich samochodów zalety crossovera zyskują na sile. Wyżej zamocowane fotele ułatwiają wsiadanie. Nie bez znaczenia jest też poczucie przestronności wnętrza. Udało się Volkswagenowi tak zestroić układ jezdny, że kierowca podczas codziennej jazdy nie czuje, że ma do czynienia ze skromnym silnikiem i niewielkim samochodem. To z pewnością nie jest łatwe zadanie. W klasie samochodów kompaktowych wybieram lepiej wykonanego i stabilniejszego Golfa zamiast crossovera T-Roc, ale w przypadku niższej kategorii T-Cross zwycięża z Polo. Problem stanowi tylko cena, która nieco wykracza poza nasze wyobrażenie miejskich samochodów. Na 95-konne Polo trzeba wydać 56 tys., a T-Cross z tym samym silnikiem wymaga wyłożenia 69 tys. zł. W wersjach 115-konnych z bogatszym wyposażeniem różnica w cenie jest mniejsza - 65 tys. do 76 tys. zł. 

Volkswagen T-Cross - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 999 cm3, R3, turbo benz.
Moc 115 KM przy 5000 obr./min
Moment obrotowy 200 Nm przy 2000-3500 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 7-biegowa automatyczna, napęd na przód
Prędkość maksymalna 193 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 10,2 s
Średnie zużycie paliwa 6,2 l/100 km (WLTP)
Masa własna 1270 kg
Cena Od 69 790 zł (testowany 120 140 zł)