• Co do zasady pieszemu nie wolno spacerować po drodze dla rowerów
  • Przechodząc przez drogę dla rowerów poza przejściem dla pieszych, pieszy ma obowiązek ustępować pierwszeństwa jednośladom
  • Od tych zasad są jednak wyjątki, z istnienia których i piesi i rowerzyści nie zdają sobie sprawy

"Ja tu mogę jechać 50 km/h i mam pierwszeństwo" – tłumaczył kolarz grupce osób, którzy zatrzymali się, by bronić starszą panią przed agresją słowną wzburzonego cyklisty, który chwilę wcześniej jechał bardzo szybko drogą dla rowerów i z ogromną trudnością wyhamował, unikając uderzenia w pieszą. Starsza pani przechodziła przez drogę dla rowerów w miejscu wyglądającym na... źle oznakowane przejście dla pieszych.

"Droga dla rowerów jest tylko dla rowerów i nie ma tu żadnej dyskusji" – tłumaczył podniesionym głosem. Mój kolega, który był świadkiem tej sceny, przypomina sobie, że kolarz mówił też o przejściu sugerowanym.

Prawda jest jednak taka, że kolarz miał tylko częściowo rację. Częściowa racja w praktyce oznacza jednak... brak racji.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Jak szybko można jechać po drodze dla rowerów?

Faktem jest, że na drodze dla rowerów – o ile znaki nie wskazują inaczej – rowerzystów obowiązuje ustawowy limit prędkości taki sam jak w przypadku samochodów. W terenie zabudowanym wynosi on 50 km/h, w strefie ruchu 20 km/h itp. Oznacza to, że jeśli rowerzysta jedzie drogą dla rowerów przez miasto z prędkością 30-35 km/h (to dość szybko), to trudno mu robić z tego zarzut.

Prawdą jest też, że piesi nie mają prawa spacerować po drodze dla rowerów, powinni ją przekraczać w wyznaczonych miejscach, powinni unikać w takim momencie korzystania z telefonu, a przechodząc przez drogę dla rowerów poza przejściem dla pieszych, powinni iść prostopadle do drogi, ustępując pierwszeństwa rowerzystom. Ponadto po drodze dla rowerów nie powinno się jeździć na rowerach z dziećmi w wieku poniżej 10 lat, bo Kodeks drogowy nie traktuje ich jak kierujących rowerami.

Rowerzysta na drodze dla rowerów ma więc najczęściej pierwszeństwo, są jednak wyjątki.

Osoba niepełnosprawna na jezdni? Ustępujemy!

W Prawie o ruchu drogowym jest przepis, który nakazuje wyrozumiałe traktowanie osób niepełnosprawnych przekraczających jezdnię, w tym osób o ograniczonej sprawności ruchowej (czyli np. z laską):

To może wydawać się absurdalne, ale jest absurdalne tylko pozornie: w razie kolizji roweru z pieszym (albo samochodu z pieszym) na jezdni poza przejściem dla pieszych o winie bądź braku winy może przesądzić laska, którą podpiera się pieszy.

Niezatrzymanie się w celu umożliwienia przejścia przez jezdnię osobie niepełnosprawnej (bez względu na to, czy przechodzi przejściem dla pieszych czy poza nim) to jedno z najsurowiej karanych wykroczeń. Rowerzysta w takiej sytuacji ryzykuje mandatem od 50 do 500 zł:

To samo wykroczenie popełnione przez kierującego pojazdem mechanicznym wyceniane jest na 1500 zł (3000 zł w warunkach recydywy) i dodatkowo karane 15 punktami karnymi.

Ważna rzecz: drogę dla rowerów – wynika to z ustawy o drogach publicznych – można uznać za jezdnię (choć z Kodeksu drogowego już niekoniecznie to wynika), lepiej więc przyjąć, że cytowany wyżej przepis dotyczy także pieszych na drodze dla rowerów.

Przejście sugerowane – o co chodzi?

Przejście sugerowane to miejsce, w którym piesi mogą przekraczać jezdnię – ale nie jest to "pełnoprawne" przejście dla pieszych: piesi nie mają tu pierwszeństwa, muszą ustępować pojazdom – rowerom, samochodom itp. Przejście sugerowane nie jest oznaczone, a jedynie różne szczegóły (np. obniżony krawężnik) sugerują, że to miejsce przeznaczone jest do przekraczania jezdni/drogi dla rowerów czy torowiska. To teoria – praktyka jest jednak jeszcze bardziej skomplikowana.

Przejście dla pieszych, które nie jest przejściem dla pieszych. W Warszawie są takich setki Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
Przejście dla pieszych, które nie jest przejściem dla pieszych. W Warszawie są takich setki

W centrum Warszawy jest mnóstwo miejsc, które przypominają "pełnoprawne" przejścia dla pieszych, obecne są one zwłaszcza na drogach dla rowerów. Choć są tu wymalowane białe pasy (tzw. zebry), to jednak te miejsca nie są formalnie przejściami dla pieszych, bo brakuje pionowych znaków informacyjnych dla kierowców. Obecność pionowego znaku – z formalnego punktu widzenia – przesądza o tym, czy mamy do czynienia z przejściem dla pieszych, czy też nie. Od biedy miejsca te można uznać za przejścia sugerowane, ale tylko od biedy. Dlaczego? Otóż oznakowanie tych miejsc białymi pasami ewidentnie wprowadza pieszych w błąd – mogą oni sądzić, że w tym miejscu mają pierwszeństwo przed rowerami. Już dwa lata temu pytałem o ten fenomen rzecznika warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich i przyznał on, że te miejsca nie są przejściami dla pieszych w rozumieniu Kodeksu drogowego. "Są stopniowo usuwane" – zapewniał.

Może i są usuwane, ale na pewno zbyt wolno, skandalicznie wolno. W efekcie z jednej strony mamy staruszkę wchodzącą na to przejście-nie przejście w przekonaniu, że jest tu bezpieczna (skąd ona ma wiedzieć, że brak znaku pionowego dla cyklisty zmienia sytuację), a z drugiej – mamy częściowo "douczonego" kolarza, który już wie, że to nie jest pełnoprawne przejście dla pieszych, ale jeszcze nie doczytał, że w każdej sytuacji powinien przepuścić człowieka podpierającego się laską.

W tym bałaganie tylko wzajemna wyrozumiałość może nas uratować. A wymusić na lokalnym zarządzie dróg posprzątanie tego bałaganu może chyba tylko konieczność zapłaty solidnego zadośćuczynienia, gdy ktoś wreszcie tu zginie.