Dlaczego w Polsce powstaje tyle odcinkowych pomiarów prędkości i fotoradarów?
Wciąż nie mamy pełnego raportu policji o wypadkach drogowych za poprzedni rok, ale możemy się podeprzeć tym z 2024 r. Doszło wtedy do 1729 wypadków ze skutkiem śmiertelnym, w których zginęło 1896 osób. 85 proc. z nich spowodowali kierowcy. Jakie były główne przyczyny takich wypadków?
- niedostosowanie prędkości do warunków ruchu — 568 wypadków, 638 osób zabitych,
- nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu — 210 wypadków, 230 osób zabitych,
- nieprawidłowe zachowania wobec pieszego — 132 wypadki, 135 osób zabitych,
- nieprawidłowe wyprzedzanie — 107 wypadków, 121 osób zabitych.
Przeczytaj także: "Maszynka do mandatów!", czyli dlaczego czasem ograniczenie prędkości jest niższe niż zwykle
Widzimy jasno, że to właśnie prędkość nas zabija. Polska w ostatnich latach robi imponujący postęp, jeśli chodzi o poprawę bezpieczeństwa na drogach, ale wciąż daleko nam do europejskich liderów. Przed nami jeszcze długa droga i nie możemy z niej zjeżdżać. Dlatego nie powinniśmy się obrażać na nowe fotoradary, odcinkowe pomiary prędkości czy grupy Speed.
Poznaj kontekst z AI
Jest coraz lepiej, ale może być dużo lepiej. Ilu ludzi ginie na drogach w Europie?
Wielu kierowców daje się wpędzić w narrację o polowaniu i pułapkach. Przecież większość z nas jeździ przepisowo! Nie powinniśmy dać się omotać małej (ale bardzo głośnej) grupce, która krzyczy o ograniczaniu wolności i podnosi absurdalne argumenty. Jeśli się nad tym zastanowicie na spokojnie, to wszystkie te urządzenia są stawiane dla was, zwykłych kierowców, którzy chcą bezpiecznie dojechać do celu.
Ostatnio słyszeliśmy, że ze wstępnych raportów z 2025 r. wynika, że w Polsce rocznie na drogach ginie 50 osób na mln mieszkańców. Wciąż jesteśmy nad europejską średnią, którą konsekwentnie gonimy. Spójrzcie na poniższą mapkę. Jest wiele krajów, gdzie jest znacznie bezpieczniej. Celem nas wszystkich powinno być gonienie Skandynawii, a nie pomstowanie na złe ograniczenia prędkości.
Dlaczego odcinkowe pomiary prędkości tak irytują zwykłych kierowców? Sam też czasem tak mam
W styczniu uruchomiono wiele nowych odcinkowych pomiarów prędkości, a pod każdym postem CANARD rozpętuje się burza w komentarzach. I akurat w tych ostatnich przypadkach jej zupełnie nie rozumiem. Weźmy np. OPP na S8, S7 czy A2. Na każdym z nich obowiązuje tradycyjne ograniczenie prędkości do 120 km na godz. na eskach i 140 km na godz. na autostradzie. Komentarze komentarzami, ale znakomita większość kierowców w ogóle nie będzie się tymi odcinkowymi pomiarami prędkości przejmować.
Rozumiem jednak irytację (i sam się irytuję) na odcinkowe pomiary prędkości na drogach szybkiego ruchu, na których z jakichś względów ograniczenie prędkości obniżono. Na znaku o początku OPP brakuje w Polsce wyraźnego oznaczenia, ile można jechać. Prosta informacja. "Kierowco, możesz tu jechać tyle i tyle".
Przecież brak tej informacji na znaku o początku OPP jest bez sensu
Oczywiście obowiązkiem kierowcy jest uważna obserwacja drogi i stosowanie się do znaków, ale każdemu może się zdarzyć go przegapić albo się zapomnieć. W Polsce rekordowym OPP jest ten koło Wrocławia, gdzie na autostradzie można jechać nie 140, a 110 km na godz. Przypadek? Nie sądzę. Przecież kierowcy na Dolnym Śląsku nagle nie wpadają w furię i nie zaczynają akurat tam łamać przepisów na potęgę. Wielu z nich po prostu się myli.
Brak jasnego oznaczenia ograniczenia na danym OPP budzi więc słuszne kontrowersje. Kiedyś było, teraz nie ma. I w takich przypadkach argumenty o "polowaniu na kierowców" i "maszynkach do mandatów" padają na bardzo podatny grunt. Przyznam, że sam mam takie odczucia.
Przecież skoro stawiany jest OPP, to znaczy że jest potrzeba, żeby wszyscy jechali prawidłowo. Czemu w tym nie pomóc zwykłym kierowcom, którzy po prostu się zagapili albo zapomnieli? Ich błąd, ale pomóżmy takim osobom jechać prawidłowo! Jasna informacja sprawiłaby, że przepisy łamaliby już tylko ci, którzy robią to umyślnie.
Jak uniknąć mandatu z odcinkowego pomiaru prędkości?
Oczywistą odpowiedzią jest "jechać zgodnie z przepisami", ale nie chcę nikogo z takim banałem zostawiać. Jeśli zbliżacie się do OPP, to się rozejrzyjcie. Znak z ograniczeniem prędkości, o ile jest niższe, na pewno przy drodze stoi. Niekoniecznie tuż przy początku OPP, ale na pewno go miniecie. Pamiętajcie, że znaki są zawsze najważniejsze.
Kierowcy mają teraz też więcej narzędzi, które pomagają. Nowe samochody mają wbudowane systemy rozpoznawania znaków, a pokładowe mapy są na bieżąco aktualizowane. Auto więc zasugeruje wam, że możecie jechać za szybko.
Coraz lepiej działają też takie aplikacje jak Google Maps, które też wyświetlają obowiązujące na danej drodze ograniczenie prędkości. Działają coraz lepiej i też mogą skutecznie ostrzec, że mogliście przeoczyć znak.