W testach zderzeniowych amerykańskiej organizacji IIHS można otrzymać jedną z czterech ocen: „Good"(G) – dobry, „Acceptable" (A) – akceptowalny, „Marginal" (M) – marginalny i „Poor" (P) – słaby. Jeep Wrangler po testach zderzenia czołowego zdobył zaledwie M, czyli dość mizerny wynik jak na amerykańskie standardy (tę samo notę przyznano także takim modelom jak Jeep Grand Cherokee z 2014 roku, Dodge Durango z 2015 roku i Toyota 4Runner z 2014 roku). Gorzej wypadł tylko Dodge Journey (rocznik 2015) z notą P.

Skąd takie kiepskie notowania dość nowego modelu? Okazuje się, że podczas prób przeprowadzonych przez IIHS samochód kończył jazdę ba boku, co do tej pory nie zdarzyło się w historii testów organizacji. W teście nazwanym "small overlap" (to uderzenie z prędkością nieco ponad 64 km/h w barierę dość niewielką częścią stanowiącą 25 proc. szerokości przodu auta) Jeep wywracał się na bok, co testujący uznali za niedopuszczalne i szczególnie niebezpieczne (ze względu na konstrukcję i możliwość demontażu drzwi czy dachu - w samochodzie brak kurtyn powietrznych).

Nietrudno zgadnąć, że producent pojazdu, czyli koncern FCA, zgłosił zastrzeżenia do przeprowadzonego testu. IIHS zgodnie z sugestią zmienił nawet metodę przymocowania pojazdu. Niestety nie pomogło. W drugiej próbie Wrangler znów wylądował na boku, co według IIHS nie zdarzyło się w wewnętrznych testach fabrycznych FCA. Więcej prób już nie przeprowadzano i Wrangler zyskał mizerną notę w czołowym zderzeniu z tzw. przesunięciem (w pozostałych crash-testach auto otrzymało najwyższe noty).

FCA tak łatwo się jednak nie poddaje. Firma wydała bowiem oświadczenie, że wśród ponad 500 tys. wyprodukowanych egzemplarzy nie odnotowała jeszcze podobnego przypadku. Czy to wystarczy, by uspokoić potencjalnych klientów? Nietrudno o wrażenie, że kiepska nota w jednym z kilku testów IIHS nie zniechęci zainteresowanych popularną terenówką.