• W ciągu ostatnich miesięcy rośnie liczba nagrań przesyłanych na policyjne skrzynki "stop agresji drogowej"
  • Nie zawsze to nagrywani kierowcy są jedynymi, którzy ponoszą winę. Bywa, że także nagrywający popełniają wykroczenia lub prowokują, aby uzyskać film
  • Nic nie tłumaczy agresywnych zachowań na drodze. Od wymierzania sprawiedliwości są odpowiednie służby
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Jedno nie ulega wątpliwości. Wideorejestratory samochodowe stały się nadzwyczaj popularne w Polsce. Potwierdzają to nie tylko sprzedawcy czy importerzy sprzętu. O ten sam wniosek łatwo także w internecie, w którym stale przybywa filmów na kanałach takich jak choćby "Stop Cham". Także policja nie pozostawia wątpliwości, przekazując statystyki działania programu "Stop agresji drogowej". W 2020 r. na policyjne skrzynki trafiło niemal 18 tys. nagrań. Rok później liczba zgłoszeń przekroczyła już 25 tys. Najwyraźniej kierowcy posłuchali policyjnego apelu o powiadamianiu o każdym przypadku agresywnego zachowania na drodze.

Obywatelski donos

Z policją trudno się nie zgodzić. Obywatelski donos w postaci nagrania to szansa na utemperowanie najbardziej krewkich kierowców, którzy stwarzają prawdziwe zagrożenie na drodze. Określenie prawdziwe nie jest przy tym przesadą. Bez trudu znajdziemy filmy, na których uwieczniono najgroźniejsze konsekwencje drogowego chamstwa, czyli kolizje i wypadki. O jednym z najnowszych przypadków na autostradzie A1 możecie przeczytać w naszym serwisie. Inne można zobaczyć np. na materiale wideo zamieszczonym poniżej, a niemal codziennie tekst o tego typu zachowaniach pojawia się w serwisie Auto Świata.

Ale czy na pewno kierowcy wysłuchali całego apelu policyjnego? "Trzeba pamiętać, że drogi są wspólne i od rozsądku każdego z uczestników ruchu zależy bezpieczeństwo nasze i naszych bliskich. Dla każdego powinno znaleźć się bezpieczne miejsce na drodze" – podkreślił komisarz Robert Opas w rozmowie z PAP.

Dalszy ciąg tekstu pod materiałem wideo:

Mogę popełnić wykroczenie by nagrać drogowego pirata? Nie!

W przypadku niektórych nagrań nietrudno o wrażenie, że ich autorzy nieco zapomnieli (nie zapominając także o świadomych prowokacjach) się w pogoni za kierowcami, którzy mają za nic przepisy. By zarejestrować wykroczenie sami zatem popełniają kolejne. Łatwo także o smutny wniosek, że autorom zdarza się zapominać o jakże ważnej zasadzie ograniczonego zaufania. Skoro już z daleka widać kierowcę (czy rowerzystę, motocyklistę lub pieszego), którego zachowanie jest co najmniej dziwne, to z pewnością lepiej zwolnić i wzmóc ostrożność niż pewnie zmierzać do nieuniknionej konfrontacji. Ale oczywiście bez niej trudno o nagranie świetnego filmu.

Kamery w samochodach stały się także zachętą do tego, z czym często spotykają się prawnicy – pieniactwa. "By policyjne skrzynki spełniały swoje zadanie, nie należy ich zapełniać np. sprawami niewłaściwego parkowania czy przekraczania prędkości. W tym ostatnim przypadku policjanci nie mogą ukarać kierowcy łamiącego przepisy, ponieważ zwykły rejestrator jazdy nie ma homologacji Głównego Urzędu Miar" — wyjaśnia komisarz Robert Opas cytowany przez PAP.

Co interesuje policję?

Policję interesują przede wszystkim wykroczenia i zachowania najcięższego kalibru. "Chodzi głównie o filmy przedstawiające groźne zachowania, takie jak np. wyprzedzanie na trzeciego, omijanie pojazdu, który ustąpił pierwszeństwa pieszemu na przejściu, przyspieszanie przez wyprzedzanego kierowcę, zajeżdżanie drogi czy wjazd na skrzyżowanie przy czerwonym świetle" – dodaje komisarz Opas.

Masz kamerę w samochodzie? Korzystaj z niej dla bezpieczeństwa swojego, jak i pozostałych uczestników ruchu. Rolę drogowego szeryfa pozostaw zaś odpowiednim służbom. Nic nie usprawiedliwia drogowej agresji.