"Żaden kierowca nie przejedzie już tędy bezkarne na czerwonym świetle" – głosi nagłówek z serwisu wSzczecinie.pl. Dokładnie chodzi o skrzyżowanie ulic 26 Kwietnia, Taczaka i Derdowskiego, gdzie pojawił się znany m.in. z Warszawy, Krakowa, Łodzi czy Wrocławia system RedLight. W Szczecinie to pierwsza lokalizacja objęta takim nadzorem. Nie obeszło się bez afery.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

Szczecin zastąpił sekundniki kamerami wystawiającymi mandaty

W komentarzach pod postem Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) panują mieszane nastroje. Niektórzy mieszkańcy montaż żółtych kamer należących do GITD nazywają wprost: "Skok na kasę!". Ich zdaniem wcześniej cykl świateł trwał dłużej i można było spokojniej przejechać na zielonym świetle.

Inni zwracają uwagę, że po remoncie w 2018 r. na skrzyżowanie nie wróciły lubiane przez kierowców sekundniki pokazujące, ile zostało czasu na legalny przejazd. Czekali na nie, aż w końcu doczekali się... kamer wystawiających automatyczne mandaty. "Skrzyżowanie monitoruje 26 kamer" – przekazał CANARD. Ale nie brakuje też gratulacji, a nawet pojawiają się głosy o tym, że kamery powinny pojawić się w kolejnych miejscach, w których "można łatwo stracić życie".

Jak działa system RedLight i jaki mandat grozi kierowcom?

System RedLight wykorzystywany jest nie tylko w miastach, ale też np. na przejazdach kolejowych. Zasadniczo działa tak samo – gdy w trakcie nadawania czerwonego światła dostrzeże pojazd, który przekroczył wirtualną linę detekcji, automatycznie rejestruje wykroczenie i wysyła nagranie do bazy.

Co dalej? Na podstawie nagrania kierowca otrzymuje mandat, który różni się kwotą w zależności od miejsca wykroczenia. Jeśli doszło do niego na skrzyżowaniu, trzeba liczyć się z karą w wysokości 500 zł i 15 punktami karnymi. To samo przewinienie na przejeździe kolejowym jest karane surowiej – wówczas trzeba zapłacić aż 2 tys. zł.