Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Surrony, elektryczne motorowery i motocykle, zyskują w Polsce popularność wśród młodzieży, jednak często są używane nielegalnie.
Większość modeli nie ma homologacji, co uniemożliwia ich zarejestrowanie i prowadzenie na drogach publicznych.
Policja zwraca uwagę na nielegalne użytkowanie tych pojazdów, na co skarżą się mieszkańcy obszarów, gdzie młodzież jeździ bez tablic rejestracyjnych i prawa jazdy.
Rodzice powinni sprawdzić status prawny przed zakupem takiego sprzętu dla swoich dzieci, by uniknąć konsekwencji prawnych.
Osoby udostępniające nielegalnie motorowery mogą ponieść kary finansowe oraz odpowiedzialność za szkody spowodowane przez młodzież.
Rozprzestrzenia się moda na surrony — elektryczne motorowery i motocykle, na których jeździ młodzież po chodnikach i drogach dla rowerów — często bez tablic rejestracyjnych i bez prawa jazdy. Policjanci coraz śmielej interweniują w takich przypadkach — tym bardziej, że mnożą się zgłoszenia od zaniepokojonych mieszkańców dzielnic opanowanych przez "gangi surroniarzy". Rodzice często są nieświadomi, z czym wiąże się podarowanie dziecku niezarejestrowanego surrona. Aż do chwili, gdy interweniuje policja.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Policja
Nowa moda: elektryczny motocykl bez rejestracji Policja coraz częściej interweniuje
To są zupełnie abstrakcyjne obrazki: grupy nastolatków wyposażonych przez rodziców w elektryczne motorowery lub motocykle sieją popłoch na chodnikach, deptakach i drogach dla rowerów. Urządzają wyścigi, jeżdżą na jednym kole. Zazwyczaj motocykle te nie mają tablic rejestracyjnych. Młodzież w kaskach motocyklowych zasłaniających twarz czuje się kompletnie bezkarna. Mieszkańcy okolic, które upodobali sobie "surroniarze", zakładają na Facebooku grupy, na których umawiają się, że będą zwalczać nową modę, zasypywać policję doniesieniami. Ale i policjanci dostrzegają problem i coraz częściej donoszą o wyłapywaniu młodzieży, która w oczywisty sposób łamie prawo.
Surron to chińska, kultowa marka elektrycznych motorowerów i motocykli crossowych, które stały się niezwykle popularne także w Polsce. Elektryczny motorek marki Surron kosztuje nie więcej niż dobry rower górski z pełnym zawieszeniem — a jeździ o wiele szybciej i bez konieczności pedałowania. Jest tylko jeden problem: większość modeli nie ma homologacji, która pozwala na rejestrację takiego jednośladu.
Surrony stały się tak popularne, że słowem "surron" coraz częściej nazywa się elektryczne motorki bez względu na ich markę. Ale wracając do meritum: młodzież jeżdżąca na surronach zazwyczaj robi to nielegalnie, co widać na pierwszy rzut oka.
Kiedy jazda na surronie jest legalna?
Jeśli elektryczny motocykl albo motorower (lub podobny pojazd o nieokreślonych parametrach) ma jeździć po drodze publicznej, jest to zgodne z prawem tylko wtedy, gdy jest zarejestrowany, ubezpieczony w zakresie OC, a kierowca ma uprawnienia. Co oznacza, że jednoślad musi być zarejestrowany jako motorower albo motocykl, a jego użytkownik musi mieć odpowiednie prawo jazdy — AM w przypadku motoroweru, A w przypadku motocykla (w przypadku starszych użytkowników może być też prawo jazdy kat. B).
Jeśli motorek nie ma tablicy rejestracyjnej, to zapewne nie jest zarejestrowany i nie ma OC, a więc nie ma mowy o tym, by jazda nim po drodze publicznej była legalna. Dotyczy to także dróg rowerowych i chodników. W przypadku dróg rowerowych i chodników dochodzi do dodatkowych wykroczeń: ani motocyklem, ani motorowerem nie wolno jeździć po chodniku i po drodze dla rowerów.
Jeśli motorek nie jest zarejestrowany albo jego użytkownik nie ma prawa jazdy, legalne może być tylko korzystanie z takiego sprzętu poza drogą publiczną, np. na specjalnym torze crossowym. Jeśli widzicie grupę młodzieży jeżdżącą na takich motorkach bez tablic, np. na drodze dla rowerów, możecie mieć pewność: to nie jest legalne.
Policja
Policja niezarejestrowane jednoślady wywozi na koszt właściciela na parking depozytowy
Czy surrona można zarejestrować?
Jest to możliwe tylko wtedy, gdy jednoślad ma odpowiednią homologację — np. L1e, która odpowiada motorowerom albo L3e, która odpowiada motocyklom. Jeśli taki sprzęt nie ma homologacji, nie można go zarejestrować, ponieważ nie sposób określić, co to jest i czy spełnia wymagania przepisów. Ciekawe, że sprzedawcy takich sprzętów zazwyczaj nie informują w ogłoszeniach o ich statusie prawnym, często sami nie wiedzą. Ale też mało kto pyta.
Po raz kolejny kierujemy szczególny apel do rodziców i opiekunów — czytamy w nowym komunikacie na stronach Policji, wydanym tuż po akcji wyłapywania "surroniarzy" w Warszawie — zanim kupicie lub udostępnicie dziecku elektryczny jednoślad, sprawdźcie jego rzeczywiste parametry i upewnijcie się, czy dziecko może legalnie się nim poruszać. Nie należy kierować się wyłącznie nazwą produktu czy jego wyglądem. Warto sprawdzić moc, maksymalną prędkość, konstrukcję i sposób działania napędu, a także wymagane uprawnienia oraz miejsca, w których takim pojazdem wolno się poruszać.
Policjanci mówią wprost, że osoby zatrzymywane za wybryki na niezarejestrowanych jednośladach to najczęściej nastoletnie dzieci, które w większości przypadków nie mają odpowiedniego prawa jazdy. Konsekwencje, jakie muszą ponieść rodzice, bywają zaskakujące.
Co grozi rodzicom dziecka, które nie ma prawa jazdy i jeździ na elektrycznym motocyklu?
Samo udostępnienie takiego sprzętu jest karalne.
Art. 96. § 1. Właściciel, posiadacz, użytkownik lub prowadzący pojazd, który na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu dopuszcza:
1) do prowadzenia pojazdu osobę niemającą sprawności fizycznej lub psychicznej w stopniu umożliwiającym należyte kierowanie pojazdem,
2) do prowadzenia pojazdu osobę niemającą wymaganych uprawnień,
(...)
4) pojazdu do jazdy pomimo braku wymaganych dokumentów stwierdzających dopuszczenie pojazdu do ruchu,
podlega karze grzywny.
Grzywna grozi też za jazdę bez uprawnień — wynosi nie mniej niż 1500 zł; dodatkowo na ukaranego obligatoryjnie nakładany jest zakaz prowadzenia pojazdów, co uniemożliwia ubieganie się o prawo jazdy przez okres od sześciu miesięcy do trzech lat.
Gdy młody człowiek spowoduje kolizję albo wypadek, jego rodzice muszą pokryć wszystkie straty, jakie się z tym wiążą.
Dochodzi do zgłoszenia do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego związanego z jazdą bez obowiązkowego ubezpieczenia OC i kary, jaka się z tym wiąże.
A tymczasem w miastach kurierzy dużych firm dają przykład, jak łamać prawo
Surrony to jedno, ale na co dzień w dużych miastach przykład tego, jak w sposób niemal systemowy można łamać prawo, pokazują kurierzy z plecakami dużych firm dostarczających jedzenie. Ich jednoślady — elektryczne motocykle i motorowery — są dla niepoznaki wyposażone w pedały rowerowe. Są ich tysiące i są całkowicie bezkarni. Policja podchodzi do nich jak "pies do jeża", gdyż ich pojazdy z wyglądu przypominają rowery. By móc "przyczepić się", trzeba szukać manetek gazu albo sprawdzać, czy ich osiągi nie są zbliżone bardziej do motocykli niż do osiągów rowerów elektrycznych. To niewątpliwie dużo trudniejsze niż wyłapywanie młodzieży na surronach, po których od razu widać, że żadne z rowery. Ale to właśnie kurierzy (albo lepiej powiedzieć: firmy, które ich zatrudniają) dali przykład, że przepisy chroniące pieszych i rowerzystów w miastach można bezkarnie łamać — i nie wygląda na to, by miało się to zmienić. Proceder jest tak systemowy, że gdyby z dnia na dzień zabrać kurierom nielegalne jednoślady, miejskie dostawy jedzenia na telefon załamałyby się jak domek z kart.
Mała sugestia dla policji: pokażcie, że potraficie także zwalczać dorosłych, którzy jeżdżą po chodnikach na elektrycznych motorkach, tylko nieco lepiej się maskują niż dzieci na surronach.