Według szacunków jednego z największych operatorów ładowarek do aut elektrycznych w Polsce, nawet z co 10. punktu skradziono już kabel. Szkody są niewspółmiernie wysokie do tego, ile na ukradzionych przewodach zarabiają przestępcy. Co grozi złodziejom i jak przed kradzieżami bronią się operatorzy?
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Shutterstock/bierwirm, Stepan Skorobogadko
Kradzieże kabli z ładowarek do aut elektrycznych: to już od dawna nie są odosobnione przypadki. Często giną tylko same kable, bez wtyczek – przestępcy wiedzą, że mogą w nich być lokalizatory.
Dobra wiadomość jest taka, że w ciągu ostatnich pięciu lat polska sieć publicznych punktów szybkiego ładowania aut elektrycznych rozrosła się dziesięciokrotnie — z niespełna 690 w 2021 r. do ponad 6,5 tys. do czerwca 2026 r.
Niestety, z wielu istniejących punktów kierowcy nie mogą korzystać — nie z powodu awarii, ale na skutek działań przestępców i wandali. Do Polski dotarła plaga kradzieży kabli z ładowarek. Według szacunków operatora Powerdot — jednego z największych graczy na naszym rynku stacji ładowania — kradzieże kabli mogły dotknąć już nawet 10 proc. punktów ładowania w Polsce!
Ile operator traci na skradzionym kablu?
Koszty z tym związane są dla operatorów wysokie, bo cena nowego kabla do szybkiej ładowarki prądu stałego to zwykle ok. 15 tys. zł — do tego dochodzi koszt montażu i koszty związane z utratą przychodów z powodu czasowego wyłączenia stacji. To oczywiście nie oznacza, że tak samo wysoki będzie zysk złodzieja, który kabel odetnie — za metale kolorowe uzyskane z przewodu może dostać co najwyżej niewielki ułamek tej kwoty, kilkaset złotych za kilka kilogramów złomu miedzianego.
Sama kradzież kabla do ładowarki nie jest — a przynajmniej dotychczas nie była — przesadnie trudna ani niebezpieczna dla sprawcy. To efekt uboczny tego, że przy konstruowaniu publicznych stacji ładowania największy nacisk jest kładziony na bezpieczeństwo użytkowników. Urządzenia skonstruowane są tak, że duży prąd pojawia się w przewodzie dopiero wtedy, kiedy urządzenie samodzielnie zweryfikuje swój stan i nawiąże poprawną komunikację z samochodem.
Ładowarki są bezpieczne
Jeśli do ładowarki nie jest podłączony samochód albo jeśli wbudowane układy diagnostyczne wykryją choćby najdrobniejsze problemy z przewodem, jego izolacją, gniazdem czy wtyczką, to ładowarka nie rozpocznie procesu ładowania. Złodzieje doskonale o tym wiedzą! Ponieważ problem kradzieży nasila się nie tylko w Polsce, operatorzy próbują najróżniejszych rozwiązań — od dodatkowych osłon i wzmocnionych kabli, które trudniej odciąć, przez systemy alarmowe, wbudowane w kable lokalizatory, aż po alarmy i rozbudowane systemy monitoringu.
Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska o tym, jakie kary grożą złodziejom przewodów:
Potencjalna korzyść sprawcy jest niewspółmiernie niska w stosunku do spowodowanych szkód oraz potencjalnej odpowiedzialności karnej i finansowej. Niedawno Sąd Rejonowy w Głogowie skazał sprawcę kradzieży dwóch kabli ładujących ze stacji ładowania należącej do sieci Powerdot na karę 8 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, łącznie przez 240 godzin. Dodatkowo orzeczono obowiązek naprawienia szkody poprzez zwrot pełnej wartości skradzionego mienia na rzecz operatora.
W przypadku sieci Powerdot liczba stacji pozostających obecnie poza użyciem w wyniku kradzieży nie przekracza pięciu, ponieważ przewody są wymieniane na bieżąco. Czas przywrócenia ładowarki do działania zależy przede wszystkim od dostępności odpowiedniego kabla. Po pierwszych tego typu incydentach zaczęliśmy utrzymywać ich zapas, co pozwala znacząco skrócić czas napraw.
Jak na razie wyroki zapadające w Polsce za takie kradzieże są wciąż dosyć niskie (np. kilkumiesięczne ograniczenie wolności, prace społeczne i oczywiście obowiązek naprawienia szkód), ale kodeks karny w przypadku takich przestępstw pozwala sądom na znacznie więcej — za kradzież kara może wynosić od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, a w przypadku recydywy — nawet do 7,5 roku.
Według obowiązujących w Polsce przepisów, osoby oddające złom metali kolorowych do skupu muszą być rejestrowane, a przedsiębiorcy prowadzący skup muszą przez pięć lat przechowywać ich dane. Osoba prowadząca skup metali kolorowych, która nie dopełni tych wymogów albo świadomie kupuje kradzione kable, naraża się na odpowiedzialność za przestępstwo paserstwa, za które grozi kara do pięciu lat więzienia.a
W Niemczech problem jest jeszcze poważniejszy — tylko jeden z operatorów, firma EnBW, która dysponuje w Niemczech ok. 9 tys. punktów ładowania, zgłosiła do tej pory ponad 1400 przypadków kradzieży przewodów, inni operatorzy też dostrzegają, że problem narasta.
Shutterstock/Sam foster
Problem kradzieży kabli dotyka wszystkich operatorów – zmaga się z nim też Tesla
Oczywiście, złodzieje specjalizujący się w kradzieży kabli uczą się pokonywać zabezpieczenia, np. ucinają je tak, żeby element, w którym może być ukryty lokalizator GPS, został przy ładowarce i nie pozwolił ich śledzić, z kolei operatorzy ładowarek opracowują kolejne sposoby, żeby utrudnić przestępcom pracę.
Szybkie ładowarki muszą mieć własne przewody
O ile w przypadku wolnych ładowarek prądu zmiennego sporo jest urządzeń, do których kierowcy mogą podpinać auto, korzystając z własnego kabla, o tyle w przypadku szybkich ładowarek prądu stałego jest to technicznie niemożliwe — szybkie stacje ładowania prądem stałym muszą mieć własne kable. Chodzi nie tylko o kwestie bezpieczeństwa, ale także o to, że im wyższa moc ładowania, tym większe wymagania wobec przewodów. W przypadku ładowarek o wysokiej mocy stosowane są albo bardzo ciężkie przewody z ekstremalnie grubymi żyłami (powyżej 50 mm2), albo z wymuszonym chłodzeniem za pomocą cieczy.