Trudno mówić, że nikt się tego nie spodziewał, bo skoro sedan i kombi modernizację już przeszły, to naturalną koleją rzeczy był też lifting obu dwudrzwiowych odmian klasy E (C238 i A238). Również zgodnie z oczekiwaniami, z zewnątrz odświeżone coupé i kabriolet poznasz m.in. po nieco innych reflektorach z przodu, nowym grillu i przemodelowanych tylnych lampach. Do tego, standardowo, nowe kolory i wzory felg. Ciekawostka: kształt obręczy ma przyczyniać się do niższego spalania każdej z wersji silnikowych.

Dużo ciekawiej robi się we wnętrzu. Tu uwagę przyciąga nowa kierownica, wyposażona w dwie pary podwójnych (!) ramion, na których zainstalowano nowe czujniki dotykowe – teraz działają na takiej samej zasadzie, jak ekran smartfona (tzw. pojemnościowy czujnik dotyku). Dotychczas stosowano rolki i czujniki optyczne, na dodatek były one bardzo czułe i podczas jazdy łatwo było niechcący coś przełączyć. Odświeżona klasa E otrzyma też najnowszą wersję układu multimedialnego MBUX, odznaczającą się m.in. dwoma ekranami o przekątnej 10,25 cala (za dopłatą – 12,3 cala). Na szczęście pożegnamy się też ze średnio wygodnym kontrolerem na konsoli środkowej, bo w jego miejsce Mercedes wprowadza teraz wygodniejszy touchpad.

Mercedes klasy E po liftingu – nowe silniki

Pod maską – tak jak w sedanie i kombi – nowe silniki. W pierwszej kolejności Mercedes chwali się jednostką benzynową 3.0 R6 (M256), wyposażoną w układ 48V, układ ISC (tzw. alternatoro-rozrusznik; łącznie plus 22 KM). Łączna moc systemu wynosi 367 KM, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h ma zajmować równe 5 s (dane dla wersji E 450 coupe 4Matic). Spalanie: od 8 do 8,5 l/100 km. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że M256 już wcześniej pracował pod maską klasy E, tyle że dotychczas wyłącznie jako AMG E53, teraz będzie dostępny również jako E 450 4Matic.

Zmiany objęły też diesle. I tak np. silnik 2.0 R4 (OM654) otrzyma teraz w topowej wersji 265 KM, dodatkowe oznaczenie „M” i m.in. zmodyfikowany wał korbowy (poj. skokowa wzrośnie z 1950 do 1993 ccm). Do tego: dwie turbiny ze zmienną geometrią, znany z silników benzynowych układ ISC (miękka hybryda; patrz też wyżej), wyższe ciśnienie wtrysku i – to już powoli tradycja w Mercedesie – elektryczną sprężarkę klimatyzacji. Wszystko po to, by zmniejszyć spalanie. Dodatkowo Mercedes, wzorem innych niemieckich producentów, będzie stosował tu już nie zaledwie jeden katalizator SCR (dotrysk AdBlue) – teraz SCR-y będą na pokładzie dwa. Ale uwaga: nowy diesel OM 654 M pojawi się w późniejszym etapie produkcji, na początek – czyli jesienią – pod maską zmodernizowanych modeli będzie pracowały słabsze wersje, czyli OM 654. Dostępny będzie, tak jak dotąd, diesel R6 (E400 d 4Matic).

Obie zmodernizowane wersje klasy E trafią do salonów jesienią. Cennika na razie nie znamy.