Bezpieczeństwo dzieci w podróży to wartość bezcenna – dlatego wielu rodziców całkiem słusznie pomyśli, jak zainwestować 500 zł „dziecięcego” w cztery kółka. Zanim jednak 500 zł wrzucane co miesiąc do skarbonki urośnie do kwoty pozwalającej na kupno jakiegokolwiek nowego auta za gotówkę, nasze dzieci zdążą się zestarzeć, a nasze potrzeby motoryzacyjne ograniczyć...

Stąd pokusa, by auto kupić na kredyt już dziś lub wziąć w „abonamencie”. Wszak reklama kusi: rata nawet poniżej 500 zł miesięcznie, brak obowiązkowego wkładu własnego, umowa na 36 lub 48 miesięcy, a po jej zakończeniu wymiana samochodu na nowy. Sprawdźmy więc!

Auto za 500 zł miesięcznie - czy to możliwe?

500 zł to – gdy mówimy o jakimkolwiek nowym samochodzie – kwota relatywnie niewielka. A jednak z łatwością znajdujemy kuszącą ofertę: płać 499 zł miesięcznie i weź Skodę Rapid Ambition 1.2 TSI/90 KM. Wystarczy pomnożyć 500 zł przez 48 miesięcy (tyle trwa umowa), by przekonać się, że na spłatę bankowego kredytu na taki samochód pieniędzy nam w żadnym razie nie wystarczy, gdyż nowe auto kosztuje 60 850 zł, a 48 rat po 500 zł daje w sumie 24 tys. zł.

O co więc chodzi? O to, że wprawdzie ogólna oferta przewiduje możliwość wzięcia samochodu bez wkładu własnego, ale jednak w tym konkretnym przypadku wkład własny wynosi 30 proc. ceny auta, czyli 18 255 zł. To dużo pieniędzy, ale mało formalności. Jeśli uprzemy się, by samochód wziąć jednak bez wkładu własnego, to po pierwsze, rata miesięczna rośnie od razu do 929 zł, a po drugie, musimy poddać się weryfikacji naszej zdolności kredytowej.

To, że mamy gwarantowane przez państwo 500 czy nawet 1000 zł miesięcznie, niewiele zmienia. Posiadanie dzieci w tym przypadku wprawdzie podwyższa nasz przychód, ale obniża naszą zdolność kredytową. Podsumowując dotychczasowe ustalenia: 18 tys. zł musimy mieć na początek.

Na czym polega kredyt z ratą balonową?

Konstrukcja produktu finansowego, w który chcemy się zaangażować, to nic innego jak kredyt z tzw. ratą balonową. Na zakończenie 48-miesięcznej umowy (do tego czasu wpłacimy za auto poza wkładem własnym 23,5 tys. zł) mamy do zapłaty ostatnią ratę w wysokości... 26 652 zł.

Jeśli możemy zapłacić, auto jest nasze. Kwotę tę będziemy mogli zapewne rozłożyć na raty na warunkach rynkowych (obiecuje to reklama), jednak wpłacając dalej po 500 zł miesięcznie, będziemy spłacać naszą Skodę Rapid w sumie przez 10 lat!

Samochód do czasu, gdy stoimy przed dylematem, co zrobić z ratą balonową, właściwie nie był nasz, tylko mieliśmy go w „abonamencie”. Jeśli o użytkowane auto dbaliśmy jak o swoje, możemy nasze zobowiązania „wyzerować”, oddając je. „Zamiana na nowe” polega w tym przypadku na tym, że po prostu weźmiemy nowy samochód, co ponownie wiąże się z początkową wysoką wpłatą własną lub odpowiednio wysokimi ratami; ukłon dilera w naszą stronę w związku z kontynuowaniem „współpracy” zapewne będzie taki, że z mniejszą wnikliwością przyjrzy się, w jakim stanie jest samochód, który oddajemy.

To ważne, bo gwarantowana cena odkupu dotyczy tylko auta w stanie wzorcowym. Sympatyczna konsultantka z infolinii od razu zastrzega: lepiej wszelkie awarie, rysy, obicia, rozdarcia itp. naprawiać od razu we własnym zakresie! Gdy przyjdzie dzień rozliczenia, rzeczoznawca bardzo dokładnie obejrzy samochód, a za wszelkie braki (a także ponadnormatywny przebieg) będziemy musieli zapłacić.

I jeszcze jedno: na racie w wysokości 500 zł nasze koszty miesięczne się nie kończą. O ile np. ubezpieczenie AC w pierwszym roku kupimy na preferencyjnych warunkach (najczęściej jest ono po prostu wliczone w cenę), to w kolejnych latach (to przewiduje umowa!) musimy je wykupić na warunkach rynkowych we własnym zakresie.

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli 500 zł miesięcznie to wszystkie pieniądze, jakie chcemy przeznaczyć na jazdę samochodem, to „abonament” na nowe auto nie jest żadnym rozwiązaniem. Wliczając wkład własny, a nie licząc pakietu ubezpieczeń do wykupienia od początku drugiego i kolejnych lat, samo posiadanie Skody Rapid przez 4 lata będzie nas kosztować 880 zł miesięcznie!

Auto za 1000 złotych miesięcznie

Tysiąc zł miesięcznie to kwota, która pozwala myśleć o sensownym finansowaniu kupna niedużego auta z zastrzeżeniem, że nie obejdzie się bez wkładu własnego. Przez 5 lat (60 miesięcy) spłacimy bowiem 60 tys. zł, z czego ok. 12-15 tys. to różne koszty bankowe – do wydania na auto będziemy mieli 45-48 tys. zł. Jeśli dołożymy do tego 10, a lepiej 20 tys. zł, uzbiera się kwota na zakup skromnego auta nawet klasy kompaktowej.

Rodzina z trojgiem dzieci, która dostanie 1000 zł miesięcznie „dodatku dziecięcego”, raczej jednak musi brać pod uwagę większy samochód, np. małego vana, w którym zmieszczą się trzy foteliki. Weźmy np. VW Tourana w podstawowej wersji Trendline (cena bazowa 83 390 zł). Wybieramy silnik wysokoprężny, żeby tankować taniej i cena rośnie do 94 490 zł.

By nie mnożyć kosztów, bierzemy jeden z bazowych lakierów, rezygnujemy z licznych kuszących gadżetów jak choćby lepsze reflektory za 6,5 tys. zł, ale dopłacamy 2460 zł do składanych krzesełek w bagażniku – to przydatna rzecz, można na nich przewieźć dzieci, a w środkowym rzędzie posadzić babcię. Docelowa cena auta to 96 950 zł. By zmieścić się w tysiącu zł miesięcznie, musimy wpłacić aż 30 proc. jego wartości, czyli 29 tys. zł.

Kalkulator na stronach sprzedawcy pokazuje, że minimalna miesięczna rata to 959 zł przy rocznym limicie przebiegu na poziomie 20 tys. km, a jeśli chcielibyśmy go podwyższyć do 30 tys. km, rata rośnie do 1012 zł miesięcznie. Rata finalna to 38 295 zł lub nieco mniej, jeśli zadeklarujemy wyższy roczny przebieg i będziemy płacić wyższe raty.

Podobnie jak w przypadku auta za 500 zł i tu po 4 latach trzeba się rozliczyć z „abonamentodawcą”: albo spłacić ratę balonową i stać się właścicielem samochodu, albo go zwrócić, co jednak – jeśli nie utrzymaliśmy go w idealnym stanie – i tak oznacza mniejszą lub większą dopłatę.

Jest jeszcze jedna opcja jazdy autem za 1000 zł miesięcznie: krótkookresowy „abonament” oferowany przez Hyundaia. Bierzesz nowe auto na rok, nie ponosisz kosztów ubezpieczenia i serwisu, a jedynie stałą opłatę miesięczną. Za tysiąc zł stać cię na Hyundaia ix20. To w gruncie rzeczy niedrogo, biorąc pod uwagę utratę wartości nowych aut, i byłoby miło, jeśli za rok można by wymienić samochód na nowy na takich samych warunkach. Na to jednak gwarancji nie mamy. Biorąc dziś auto za 1000 zł miesięcznie, nie mamy też opcji zatrzymania samochodu po rocznym użytkowaniu.

Auto za 1500 złotych miesięcznie

Kupując samochód na kredyt, w żadnym wypadku nie warto inwestować w luksus, na który nas nie stać – mając więc nawet 1500 zł miesięcznie, poprzestańmy na aucie w cenie do 90 tys. zł. W tym przypadku jednak, jeśli weźmiemy normalny 5-letni kredyt samochodowy, wystarczy wkład własny rzędu 10-14 tys. zł, by po okresie kredytowania być już pełnoprawnym właścicielem pojazdu bez konieczności zapłaty ostatniej dużej raty czy też brania kredytu na jej spłatę.

Można zaryzykować twierdzenie, że 10 tysięcy wkładu własnego niemal na pewno wystarczy, gdyż mając środki rzędu 1500 zł miesięcznie (oczywiście poparte zdolnością kredytową – to już inna kwestia), mamy w salonie szanse na rabat. Korzystając z promocyjnych produktów finansowych oferowanych w salonie z nowymi samochodami, mając niską zdolność kredytową i mało pieniędzy na wkład własny, zazwyczaj na obniżkę ceny auta nie możemy już liczyć – drożej zapłacimy i za samochód, i za kredyt.

500+ dzisiaj jest, a jutro?

Zanim zdecydujemy się na długoterminowe zobowiązanie finansowe towarzyszące dowolnej formie kredytu czy „abonamentu” samochodowego, powiedzmy sobie wyraźnie: najlepszy samochód to taki, na który nas naprawdę stać. Jeśli coroczny wydatek na obowiązkowe przy kredycie ubezpieczenie autocasco ma być problemem, jeżeli po opłaceniu rachunku za przegląd mamy mieć kłopot z uzbieraniem pieniędzy na tankowanie, to cała operacja nie ma sensu!

Bezpieczniej też zakładać, że nasza sytuacja finansowa raczej się pogorszy, niż polepszy. Czy można zakładać, że program 500+ przetrwa przez kolejne 4-5 lat? A kto to wie! Takie rzeczy uchwala się i zawiesza lub modyfikuje w ciągu jednej nocy! A może z konieczności politycy wprowadzą progi dochodowe i w kolejnych latach program nas nie obejmie?

A warto wiedzieć, że w momencie, gdy nie mamy pieniędzy na spłacanie rat, na oddaniu samochodu się nie kończy – trzeba się jeszcze rozliczyć, a najwyższe koszty samochód generuje, gdy jest nowy i błyskawicznie obniża się jego wartość handlowa. Jeśli wpłaciliśmy na początku duży wkład własny – będzie z czego, ale stracimy oszczędności. Jeśli weszliśmy w układ bez wkładu własnego – zostaniemy z długiem, gdyż w pierwszych miesiącach (a czasem latach) utrata wartości pojazdu znacznie przewyższa wysokość rat.

Czy warto kupić używane auto na kredyt?

Kupno używanego auta na kredyt to jeden z możliwych, o wiele tańszych sposobów na własne cztery kółka, przy czym zwykle nie warto brać kredytu ani na krócej niż dwa lata z powodu opłat początkowych, jakie towarzyszą zazwyczaj kredytom samochodowym, ani na dużo dłużej, bo wiązanie się na długo z samochodem używanym, często wręcz już na początku naszej znajomości mocno zużytym, jest ryzykowne.

A może będziemy chcieli się go pozbyć? Dwa lata kredytowania pojazdu to okres w miarę bezpieczny jeszcze z innego względu – w razie utraty jednego ze źródeł dochodu łatwiej sobie poradzić, mając przed sobą do spłaty 12 rat niż np. 36.

Zwykły, krótki kredyt na używane auto ma też tę zaletę, że nie kończy się żadną ratą „balonową”, która spędza nam sen z powiek tym bardziej, im bliżej do dnia zapłaty. A w miarę dobry samochód rodzinny kupimy już za ok. 20 tys. zł – jeśli z tytułu np. 500+ dostajemy 1000 zł miesięcznie, to jest szansa, że świadczenie to spłaci nam samochód w całości.

Jeśli właśnie na taki pojazd nas stać, to da nam on więcej satysfakcji niż nowy, z którym wiążą się znacznie wyższe koszty, niż obiecuje reklama. Uczciwie będzie powiedzieć, że pojawiają się też oferty „abonamentu” całkowicie pozbawione kruczków i ukrytych kosztów, ale te nie są tanie już na pierwszy rzut oka.