Bo za trzecim podejściem od debiutu w roku 1988 wszystko musi się zgadzać: Audi chce dostać się na sam szczyt klasy luksusowej, gdzie do tej pory Mercedes klasy S i BMW serii 7 nadają ton. A8 ma wyjść z ich cienia i wskoczyć na najwyższe podium.

Mając takie ambicje, szefowie Audi pozwolili designerom na całkowitą swobodę. Efekt: A8 ma wszystko, co można, spośród rzeczy najlepszych i najdroższych. Aluminiowa karoseria i układ jezdny, napęd na cztery koła, wyrafinowane, pneumatyczne zawieszenie.

Na okrasę inteligentna elektronika służąca komunikacji, obsłudze radia i nawigacji, nazwana MMI. Całości dopełnia świetny silnik V8 o pojemności 4,2 l i mocy 335 KM, połączony z 6-stopniową, automatyczną skrzynią biegów z funkcją Tiptronic.

Przepraszamy za tę przydługą wyliczankę, ale w końcu musimy ujawnić, o czym mówimy...

Poprzedni model A8 był wręcz masywny, by nie rzec: opasły. Nowy jest smukły, po prostu piękny. Bez żadnych dyskusji. A przy tym dystyngowany i spokojnie elegancki. Ściśle według maksymy Giorgia Armaniego - być eleganckim nie znaczy rzucać się w oczy, lecz pozostawać w pamięci.

Szkoda, że o mądrości tej nie pamiętali twórcy BMW 7. Może mieli nadzieję, że wszyscy się przyzwyczają, że auto się opatrzy. No cóż, nie bardzo się to udało... Mercedes opanował tę sztukę już dawno, w końcu od modelu 300 d "Adenauer" pokazuje w klasie luksusowej, jak powinno się podróżować z klasą.

Ale przy okazji tego modelu - nawet jeszcze przed liftingiem - styliści wykazali się prawdziwym kunsztem: sprawili, że 5-metrowa limuzyna przypomina wysmukłe coupé.

Także w kabinie Mercedes nie pozwala sobie na żadne eksperymenty

Wszystko jest harmonijne, nawet jeśli na mercedesowski sposób nieco "przekombinowane". Zarówno seryjny system Command, jak i opcjonalna nawigacja wymagają od kierowcy nauczenia się ich obsługi. W ten sposób dochodzimy do BMW i jego osławionego iDrive'a umieszczonego na środkowej konsoli pokrętła, które zastępuje wiele przycisków.

W założeniu pomysł był świetny, ale w praktyce jest nieco inaczej. W dążeniu do perfekcji BMW każe kierowcy obsługiwać w czasie jazdy niezliczone funkcje, co jest trudne do wykonania szczególnie wtedy, gdy uwagę ma się skupioną na prowadzeniu.

Jedno jest jednak poza dyskusją: w BMW jest najwięcej miejsca. Szkoda tylko, że tylne drzwi nie otwierają się wystarczająco szeroko, co utrudnia wsiadanie. Do Audi i Mercedesa wsiada się łatwiej także dzięki temu, że ich nadwozia są niższe.

Także po kokpicie widać, że Bawarczycy starali się zrobić wszystko inaczej. Zamiast typowo beemwowskiego zakrzywienia deski rozdzielczej w stronę kierowcy mamy tu dwie budki suflerskie na niemal pustym, płaskim i nieatrakcyjnym kokpicie.

Lewarek automatycznej skrzyni schowano tu pod kierownicą zamiast tak jak zwykle - między siedzeniami. Jest właściwie niewidoczny, każdy w pierwszej chwili bierze go za kolejny przełącznik - tempomat albo coś podobnego.

Audi poszło zupełnie inną drogą

Tu jest klasycznie, konserwatywnie, stylowo. Mnóstwo drewna, trochę chromu, piękne zegary, cichutko klikające przełączniki. MMI - Multi Media Interface - służy do sterowania radiem, klimatyzacją, pneumatycznym zawieszeniem i tak dalej. Dokładnie jak iDrive w BMW, a raczej jak iDrive w założeniu.

W Audi system ten funkcjonuje prosto i "sam z siebie". Posłużyć się nim będzie umiał każdy, nawet ci, którzy nie potrafią nastroić wideo, żeby go nie zepsuć. W Audi z pewnością nie ma za wiele miejsca - z przodu superszeroka konsola środkowa odbiera przestrzeń. Ale w aucie tym podróżuje się w ogóle inaczej - siedzi się nisko i bardzo stabilnie. Jak w sportowym samochodzie.

Wrażenie to nie jest tylko ułudą. W luksusowym duecie Grupy Volkswagena Phaeton gra rolę salonki, zaś A8 trafia natychmiast do serc lubiących sport. Jego dyszący mocą silnik od pierwszego dotknięcia gazu kręci się do obrotów czerwonego pola z taką lekkością, jak w... BMW.

6-stopniowa, automatyczna skrzynia przełącza błyskawicznie i prawidłowo dobiera biegi, a napęd na cztery koła w niezauważalny sposób zapewnia idealną przyczepność we wszelkich sytuacjach.

Zawieszone na luksusowym systemie pneumatycznym o czterech poziomach regulacji, Audi resoruje znakomicie. Samochód jest zwinny i niebywale poręczny jak na tę wielkość, dosłownie nie można się doczekać kolejnego zakrętu.

Gdyby Porsche postanowiło kiedyś zbudować limuzynę - proszę bardzo, wzorzec gotowy!

BMW jest zbliżone charakterem do A8. Jego ośmiocylindrowa, 4,4-litrowa jednostka napędowa zbudowana w układzie widlastym to po prostu poezja. Fantastyczne brzmienie, niesamowity temperament i doskonałe maniery.

Znakomity jest 6-stopniowy automat. Biegi przełączane są płynnie i w odpowiednim momencie. Pod względem komfortu resorowania wyposażone w konwencjonalny układ jezdny o regulowanej twardości amortyzatorów BMW wyprzedza obu "pneumatycznych" rywali. Delikatniej filtruje nierówności nawierzchni, dosłownie tępiąc ich wyboje.

Razem: jest bardziej miękkie. Jednak BMW nie wszystko zmieniło. I tak "siódemka" przemieszcza się leciutko i swobodnie, tyle że sprawia wrażenie samochodu bardziej nerwowego od Audi.

ESP ingeruje stosunkowo późno, pozwalając tylnej osi na sporą swobodę zachowania. Ci posiadacze tego modelu, którzy lubią prowadzić sami, akurat z tej cechy ucieszą się.

Mercedes - tu po raz pierwszy z napędem na cztery koła - ma niezwykle czujny ESP

Dzięki temu zawsze zachowuje się dostojnie, przyjaźnie wobec kierowcy - ale w bezpośrednim porównaniu z rywalami wypada ociężalej, mimo że Mercedes nie jest wcale najcięższy wśród tej trójki.

BMW waży o równe 10 kilogramów więcej. Jego silnik V8 o mocy 306 KM i 5-stopniowa, automatyczna skrzynia biegów nie sięgają tych wyżyn i perfekcji, co konkurenci. Jasne, że mocy ma dość, nie jest też wolniejszy.

Ale pracuje jakoś oschle, jest znacznie głośniejszy na wysokich obrotach, a jego brzmieniu daleko do tej muzyki, jaka dobiega spod masek Audi i BMW. Również automat potrzebuje więcej czasu na przemyślenie zmiany przełożenia, a przy pełnym wciśnięciu gazu po prostu szarpie. No cóż, lata lecą...