Jeep świętuje teraz jedną rocznicę po drugiej. Z końcem 2016 roku mijają uroczystości z okazji 75-lecia marki, a już zaczyna się 25-lecie flagowego modelu, czyli Grand Cherokee. To luksusowa terenówka, która od wielu lat podbija serca Amerykanów, ale i mieszkańców innych części naszego globu. Również Polaków. To auto, które równie dobrze czuje się na autostradzie, jak po pachy w błocie. A w najnowszej wersji Trailhawk – także na bardzo trudnych, terenowych szlakach. Właśnie w takim aucie spędziliśmy najwięcej czasu podczas pierwszej prezentacji odnowionej gamy Jeepa Grand Cherokee.
Jakie auta Jeep oznacza emblematem „Trailhawk”? Oczywiście te najlepiej dostosowane do jazdy w terenie. To choćby niepozorny Renegade z logo Trailhawk, który zajedzie w terenie dalej niż niejedna imponująca terenówka z mnóstwem elektroniki na pokładzie. Od teraz to również Grand Cherokee Trailhawk, po którym spodziewamy się tego samego, a nawet więcej, bo przecież „grand” jest droższy, lepiej wyposażony i bardziej luksusowy.
Różnice między zwykłym wariantem, a Trailhawkiem dostrzeżemy od razu. Choćby dlatego, że najbardziej offroadowy „grand” ma przednie i tylne zderzaki pozbawione kłopotliwych ozdób w dolnej części. Tak, by maksymalnie zwiększyć kąt natarcia. Kolejna ważna zmiana to solidne, stalowe szyny wszczepione w progi – to ochrona przed skałami, które mogłyby łatwo uszkodzić te części nadwozia. Są też płyty ochronne pod podwoziem oraz 18-calowe opony Goodyeara z boczkami wzmacnianymi kewlarem.
Dodatkowo, mamy w standardzie pneumatyczne zawieszenie, które pozwala uzyskać prawie 28-centymetrowy prześwit. Do dyspozycji entuzjasty offroadu są także systemy ułatwiające jazdy w terenie, m.in. dając do dyspozycji wspomaganie przy podjazdach i zjazdach. W sumie, to taki offroadowy tempomat, który pozwala zapomnieć o żonglerce pedałami hamulca i gazu, na rzecz prostszych w obsłudze przycisków przy kierownicy. Z ich pomocą ustalamy zadaną prędkość. Aha, warto jeszcze wspomnieć o zamontowanych na pokładzie mocno wyprofilowanych fotelach – jak w SRT8, tyle że z gładką skórą na boczkach oraz zamszem na siedzeniu i oparciu.
A silniki? W Europie w gronie takich aut właściwie nie ma racji bytu nic, poza 3-litrowym dieslem o mocy 250 KM. Dodajmy, że SRT8 z benzynowym 6.4 V8 to zupełnie inna historia i tego silnika nie można zestawić z Trailhawkiem. Jeździliśmy więc wariantem z dieslem. Trzeba przyznać, że wóz ten ma zadziwiająco dobrze wyciszoną kabinę – prawie nie słychać pracy silnika przy prędkościach rzędu 140 km/h. Szybciej niestety nie podróżowaliśmy ze względu na wyjątkowo kiepskie warunki pogodowe (śnieżyca, a potem ulewa) oraz obowiązujące we Włoszech przepisy – jazdy obywały się w okolicach testowego toru Fiata – Balocco.
Niestety ze względu na wspomniane trudne warunki nie mogliśmy realnie sprawdzić Trailhawka w naprawdę trudnym terenie. Zasmakowaliśmy jednak jazdy nierównym, błotnistym duktem, brodzenia w 30-centymetrowych kałużach, czy też niezbyt stromych podjazdów na pokrytej śniegiem drodze. W Takich warunkach Jeep radził sobie doskonale. Nie dość, że dzielnie parł do przodu i to bez użycia jakichkolwiek terenowych ustawień, ale też robił to tak, by komfort pasażerów pozostawał na dobrym poziomie mimo wertepów. Inna rzecz – co trzeba uczciwie powiedzieć – tę samą drogę, może wyjąwszy brodzenie w wodzie, pokonałby i Polonez z założonymi „zimówkami” Kormorana. Na bardziej wymagające testy Trailhawka czekamy zatem z utęsknieniem.
Dla porządku dodajmy, że Trailhawk ma całkiem spore możliwości wspomagania kierowcy w pokonywaniu bezdroży. To nie tylko duży prześwit (przypomnijmy – 28 cm), ale też możliwość ustawienia układu 4x4 i zawieszenia pod kątem jazdy po piasku, błocie, śniegu i kamieniach. Oczywiście jest też reduktor, z którego można korzystać w szczególnie trudnym terenie. Dodajmy do tego kąt natarcia równy 29,8 stopnia, przełamania – 27,1 stopnia oraz zejścia – 22,8 stopnia. To parametry, dzięki którym nie musimy obawiać się stromych podjazdów.
Co ważne, nie trzeba też martwić się długimi, autostradowymi podróżami, które są zmorą właścicieli głośnych i spartańskich Wranglerów. Grand Cherokee, nawet w tej najbardziej terenowej wersji, pozostaje najwygodniejszych Jeepem w gamie. Może nie jest to standard, jaki otrzymamy kupując Audi Q7, ale Jeep i tak wykonał dobrą robotę od czasu siermiężnego Grand Cherokee sprzed kilku zaledwie lat. Kiedyś model ten jeździł jak przystało na amerykańskie samochody – niestabilnie i nieprzewidywalnie, trochę jak ponton rozhuśtany na sztormowej fali. Teraz „grandem” jeździ się nawet przyjemnie, a prowadzi – jak porządnie zrobione auto klasy premium. Ważną zaletą „granda” jest 8-biegowa skrzynia – zmienia biegi szybko, płynnie, bez szarpnięć. Przydałoby się jeszcze poprawione wspomaganie kierownicy – teraz jest pozbawione czucia i zbyt mocne.
Tylko jedno pytanie, czy rzeczywiście warto kupować auto o takich cechach jak Grand Cherokee Trailhawk? Wszak niektórzy powiedzą, że urządzenie, które jest do wszystkiego, w rzeczywistości jest do niczego. Ta zasada w dzisiejszych czasach nie zawsze się sprawdza, czego dowodem jest wspomniany na wstępnie smartfon. „Granda” mogę więc z czystym sumieniem polecić tym, którzy nie będą obawiać się terenowej jazdy w luksusowym SUV-ie. I jeszcze jedno: z bogatym wyposażeniem Grand Cherokee pozostanie jednak sporo tańszy niż Q7 czy X5 z podobnymi dodatkami. Znamy też ludzi, którzy kupują Grand Cherokee, by obsługiwać swoje rozległe farmy na Pomorzu lub Wielkopolsce. Trailhawk w tej roli sprawdzi się lepiej niż każda dotychczasowa wersja. Cóż, to niszowy produkt, ale wart docenienia. I na pewno znajdzie swoich amatorów, i to nie tylko w USA.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe
Materiały prasowe