Sylwetka Lexusa LS jest piękna, a jego niesztampowy grill wygląda wręcz rewelacyjnie. Podobno rysował go jeden utalentowany projektant, a czynność ta zajęła mu całe dwa tygodnie. Element ten składa się ponoć 5 tys. powierzchni. Takich smaczków w LS-ie jest zresztą więcej i to jeden z jego atutów. Licznych, to przyznaję. Tyle że ciekawe detale wraz z towarzyszącymi im historiami to nie wszystko, czego oczekujemy od luksusowej limuzyny.

Lexus LS 500h – siła tkwi w drobiazgach

Zacznijmy jednak właśnie od tych drobnych, lecz miłych dla oka szczegółów. Wspomniany grill to tylko jeden z nich, a inne? To ładnie ukształtowany profil nadwozia, ciekawe przetłoczenia na drzwiach, czy w końcu opadająca ku tyłowi linia nadwozia od słupka C aż do końca pokrywy bagażnika. Lexus LS narysowany jest bardzo ładnie i pod tym względem japońskie auto wygrywa z konkurencją z Niemiec spod znaku Mercedesa, BMW, czy też Audi.

A wnętrze? Tu na najwyższą ocenę zasługuje jakość wykończenia i materiałów. Wystrój kabiny wygląda luksusowo i nowocześnie, a materiały są bardzo dobre nawet w tych zakamarkach, do których zaglądają chyba tylko wyjątkowo wścibscy dziennikarze motoryzacyjni. Przykład? Nie ma sprawy, to choćby wewnętrzne ścianki kieszeni w drzwiach. Nawet w takim miejscu znajdziemy świetne materiały, podczas gdy nawet w autach klasy premium łatwo zauważymy, że producent postanowił przyoszczędzić kilka eurocentów w mniej eksponowanych miejscach. Japończycy nie zdecydowali się na to. W kabinie LS-a znajdziemy więc sporo drewna i wysokiej jakości skóry. Nie brak też efektownych przeszyć czy starannie ukształtowanych obić. Tu Lexus nie ma się czego wstydzić.

Lexus LS 500h – technologia do poprawki

Dobre wrażenia nie ustępują, gdy uruchomimy silnik. W aucie panuje całkowita cisza, a tak przecież powinno być w luksusowej limuzynie. W przypadku tego Lexusa powód jest jednak prozaiczny: włączają się tylko elektryczne obwody, a nie silnik spalinowy. Ten uruchomi się, dopiero gdy samochód zacznie się toczyć. Gdy to nastąpi, nadal jednak w kabinie nic nie zakłóca spokoju. Nadal można cieszyć się ulubioną muzyką dobiegającą z głośników świetnego sprzętu audio firmy Mark Levinson. Doceniam, że w Lexusie docierają do naszych uszu tylko te dźwięki, które sprawiają nam przyjemność: muzyka, a nie hałaśliwy klang silnika.

Nie znaczy to jednak, że nie mam pod adresem napędu LS 500h żadnych uwag. Mianowicie uważam, że hybrydowy zespół napędowy jest zbyt słaby, jak na limuzynę, która waży niemal 2,5 tony. Powodem tak dużej masy są same gabaryty, ale też baterie oraz elementy napędu na cztery koła. Do dyspozycji mamy zaś łącznie 359 KM, ale silnik spalinowy to 3,5-litrowe V6 o mocy 299 KM. Widać, a w zasadzie to słychać, że podczas przyspieszania jednostka ta zmaga się z niedostatkiem mocy i pojemności. Brak turbo oznacza, że będzie ona pewnie trwalsza niż silniki z BMW lub Mercedesa, ale z drugiej strony psuje komfort podróżowania. Jeśli chcemy nagle zwiększyć prędkość, do kabiny przenika mechaniczny klang silnika pracującego z około 5000 obr./min. I fakt, pomaga mu 179-konny motor na prąd, a w odwodzie jest jeszcze sprytne rozwiązanie: połączony z układem hybrydowym 4-biegowy automat. Ten zabieg, plus dodatkowe sześć wirtualnych biegów, ma sprawić, że silnik nie będzie wyć, jak w innych hybrydach Lexusa i Toyoty. Ale niestety to nie całkiem działa. Przy zwiększaniu prędkości, i tak jednostka spalinowa zachowuje się nienaturalnie. Podobno Japończycy pracują już nad tym, by w LS-ie zastosować nowe V6 z turbo. Pewnie dzięki temu będzie lepiej. Ale ja i tak pod maską Lexusa LS wolałbym silnik V8 z LC 500. Szkoda, że alternatywą w tej chwili jest jedynie inne benzynowe V6 – 417-konne, z podwójnym turbo.

Lexus LS 500h – wspaniały pokaz

Napęd to jednak w zasadzie jedyna istotna wada Lexusa LS w hybrydowym wariancie. Więcej jest wrażeń pozytywnych, a jedno z nich to teatr, jaki towarzyszy wsiadaniu do auta. Mamy podświetlane klamki, dodatkowe oświetlenie pod lusterkami, pasy trafiają nam wprost do ręki, przesuwane specjalnymi siłownikami. Siedzenie można regulować na 28 sposobów, a gdy już wygodnie siedzimy, mamy do wyboru jeden z kilku rodzajów masażu: od rozciągania aż po Shiatsu.

Z tyłu przestrzeń też jest imponująca, bo w końcu LS to wóz, którego właściciel będzie podróżować od czasu do czasu z szoferem. A może nawet często. Dlatego z tyłu mamy ekrany systemu multimedialnego, elektrycznie rozkładane fotele, z których jeden (ten za pasażerem) ma podnóżek, jest rozbudowana centralka sterowania klimatyzacją, fotelami, zasłonami na okna, a także panel zarządzania systemem audio. Wszystko to na dużym ekranie dotykowym. Jest tylko jeden problem: wysokie osoby z tyłu LS-a będą mieć mało miejsca nad głową.

Lexus LS 500h – czy warto go kupić?

Nadal nie jest to wóz, który może jak równy z równym konkurować z zadomowionymi w Europie luksusowymi limuzynami. Inna rzecz, że na pewno na jego zakup zdecydują się te osoby, które chcą być oryginalne. Sylwetka LS-a nie ma sobie równych, a jego wnętrze wygląda równie dobrze. Co do jakości wykończenia kabiny też nie można mieć żadnych zastrzeżeń. To klasa luksusowych limuzyn. Tyle że moim zdaniem napęd hybrydowy w rodzaju zastosowanego w LS-ie nie całkiem pasuje do tego auta. Jeśli miałbym już sięgać po ten samochód, zdecydowałbym się na wersję LS 500 z 3,5-litrowym V6 z turbo, ale najchętniej znalazłbym pod maską LS-a wspaniałe V8 ze sportowego LC. Szkoda, że Lexus nie był aż tak odważny. Może taki krok wyróżniłby go na tle niemieckich producentów?

Lexus LS 500h – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 3456 cm3, V6, benz. + elektr.
Moc 359 KM (łącznie), 299 KM przy 6600 obr./min (benz.) + 179 KM (elektr.)
Moment obrotowy 350 Nm przy 5100 obr./min (benz.) + 300 Nm (elektr.)
Skrzynia biegów i napęd 4-biegowy automat + CVT, napęd 4x4
Prędkość maksymalna 250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 5,5 s
Średnie zużycie paliwa 7,1 l/100 km (producent)
Masa własna 2420 kg
Cena od 427,9 tys. zł