• Oryginalna stylistyka koreańskiego bestsellera z nieszablonowymi detalami mocno odbiega od poprzednika i innych aut na rynku
  • Pojemny kufer przyjmuje nie tylko obszerny bagaż, lecz daje się także przystosować do przewozu sprzętu sportowego bez konieczności montowania paka
  • Kabina jak w klasie premium – wysokiej jakości materiały, nowoczesny kokpit z dużym zagiętym panelem łączącym dwa wyświetlacze, trzystrefowa klimatyzacja
  • Silnik o mocy 180 KM w układzie miękkiej hybrydy woli raczej zrelaksowaną jazdę niż gwałtowne przyspieszenia
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Kia Sportage w swojej najnowszej odsłonie wygląda naprawdę niesamowicie. I nie mówię tu tylko o przodzie ze zredukowanym "nosem tygrysa", grillem w stylu plastra miodu i światłami do jazdy dziennej w kształcie bumerangów, lecz także o tylnej części nadwozia, który przypomina wyróżnioną ostatnio zacnymi nagrodami elektryczną Kię EV6. Właściwie nowy Sportage wygląda dobrze z każdej perspektywy, a to, jak wiadomo, ma znaczenie.

Dlatego z wielką radością przyjęłam wiadomość, że będę mogła tym właśnie samochodem pojechać w długą podróż. Zagraniczną, do krajów niemieckojęzycznych. I że będę miała szansę obserwować, jak lokalni mieszkańcy z ciekawością i niedowierzaniem przyglądają się nowemu "koreańczykowi". Byłam też ciekawa, jak nowa Kia Sportage sprawdzi się w rozmaitych sytuacjach podróżnych – pakowanie walizek i sprzętu sportowego, jazda po mieście, po autostradzie i drodze krajowej, wspinanie się pod stromą górę, parkowanie w ciasnym garażu.

Kia Sportage produkowana jest od blisko 30 lat, teraz na rynek weszła piąta generacja kompaktowego SUV-a. Samochód ma 4,52 m długości, jest więc o 3 cm dłuższy od poprzednika. Oglądany z zewnątrz nie skupia jednak uwagi gabarytami, lecz detalami stylistycznymi. A te prezentują się arcyciekawie. Dawno minęły czasy, gdy Kie wyglądały jak nieporadnie zaprojektowane wehikuły, z których pokpiwali zachodni konkurenci. Stało się to mniej więcej wtedy, gdy do ekipy w Korei dołączył renomowany stylista Peter Schreyer, czyli w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Od tych czasów design Kii pięknie wyewoluował i teraz to one nadają ton. Wspomniana Kia EV6 i teraz Sportage. Przypatrzcie się SUV-owi także z boku – ma fantastyczną linię, daleką od kanciastości, za to bliską (sportowej) nazwie auta, ładne detale, jak chromowane listwy, w tym tę podkreślającą unoszącą się linię okien i zgrabny dachowy spoiler. W tej Kii designerskie są nawet opony – poszukajcie w galerii – Vredesteiny (235/55) zaprojektowane przez Giugiaro na fikuśnych 18-calowych felgach.

Nowa Kia Sportage – design idzie w parze z praktycznością

A co z praktycznymi właściwościami nieszablonowego nadwozia Kii Sportage? Pakowanie bagażu, w tym nart nie stanowi problemu. Pojemność kufra zależy od wersji napędowej, w przypadku naszej miękkiej hybrydy (1.6 T-GDI MHEV) to od 562 do 1751 l. Wykorzystaliśmy więcej niż podstawowe 562 l – żeby zmieścić narty, złożyliśmy część oparcia tylnej kanapy – automatycznie za pomocą dźwigni w bagażniku. Samo otwieranie bagażnika to miły spektakl, bo również dzieje się automatycznie i przy akompaniamencie cichego popiskiwania. Krawędź załadunku – jak to w SUV-ie – dość wysoka. Klasyczne coś za coś: chcesz siedzieć wyżej, to musisz podnieść wyżej bagaż.

We wnętrzu Kii Sportage w drugiej od góry wersji wyposażeniowej Business Line można się poczuć jak w samochodzie klasy premium – miłe w dotyku tworzywa, beżowa tapicerka z materiału łączonego z ekologiczną skórą, dobrze naśladującą naturalną, wygodne, duże fotele z elektryczną regulacją i pamięcią ustawienia po stronie kierowcy. Funkcje ogrzewania i wentylacji to miły dodatek, ale jeszcze potrzebniejsza jest regulacja podparcia odcinka lędźwiowego – ci, którzy mają problem z kręgosłupem, wiedzą jakie to ważne, zwłaszcza podczas długiej podróży. Pozycja za kierownicą może być więc optymalnie dobrana, a do tego odciążająca plecy. Do tego mnóstwo miejsca z przodu i z tyłu – na fotelu pasażera można wygodnie wyprostować nogi.

Nowa Kia Sportage - kokpit wyróżnia się nowoczesnością

Jednak tym, co naprawdę wyróżnia wnętrze Kii jest standardowy dla Business Line szeroki zakrzywiony panel łączący dwa 12,3-calowe ekrany – wirtualnych wskaźników i dotykowy do obsługi multimediów (z interfejsem Apple CarPlay/Android Auto). Dodatkowo pod nim znajduje się dotykowa listwa z wyborem obsługi funkcji – klimatyzacji lub multimediów. W zależności od wyboru zmienia się też funkcja pokręteł na listwie – służą do ustawienia temperatury lub głośności. Oryginalne rozwiązanie, które poznaliśmy w Kii EV6. Nowatorską cechą tego kokpitu jest sposób prezentacji systemu ostrzegania o martwym polu – obraz wyświetlany jest przed oczami kierowcy za pośrednictwem kamer umieszczonych w lusterkach zewnętrznych. Sam wyświetlacz ze wskaźnikami można ustawić po swojemu – np. jako klasyczne zegary z wyraźnymi wskazówkami i dużymi cyframi. Wszystko to prezentuje się bardzo nowocześnie i działa bez zarzutu. Trzeba się tylko pilnować, które funkcje włączyliśmy, bo zamiast głośniejszego radia możemy przez pomyłkę ustawić wyższą temperaturę. Do opanowania.

Nasza Kia Sportage Business Line miała bezkluczykowy system uruchamiania samochodu i 7-stopniową skrzynię dwusprzęgłową, obsługiwaną za pomocą pokrętła w konsoli środkowej, tam też znajduje się przycisk elektrycznego hamulca postojowego. W standardzie tej wersji jest też praktyczna ładowarka indukcyjne do smartfona. W sumie kokpit i w ogóle całe wnętrze zasługuje na najwyższe pochwały – trudno tu się do czegoś przyczepić.

Po zapakowaniu samochodu i zaprzyjaźnieniu się z kokpitem ruszamy z miejsca. Mimo że Kia Sportage ma ponad 4,52-metrowej długości i wysokości 1,65 m, podczas jazdy nie czuje się jej gabarytów ani masy. Projektanci postarali się o to, żeby kokpit nie przytłaczał i nie ograniczał widoczności. Dzięki temu nową Kię prowadzi się bardziej jak wyrośnięte auto kompaktowe, ale z tak cenioną w SUV-ach wysoką pozycją za kierownicą. Temu wrażeniu sprzyja także zestrojenie układu jezdnego, bardziej sprężyste i odpowiadające nazwie modelu.

Nowa Kia Sportage – miękka hybryda nie taka oszczędna

O tym, że mamy jednak do czynienia z SUV-em, przekonujemy się po wyjechaniu na autostradę. Szybka jazda sprawia, że spalanie 180-konnego silnika Kii Sportage nawet mimo układu miękkiej hybrydy (48-woltowa instalacja) zaczyna gwałtownie wzrastać – w naszym przypadku szybko przebiło barierę 10 l/100 km. Jeszcze gorzej było na niemieckiej autostradzie, gdzie dozwolone są wyższe prędkości (na wielu odcinkach wciąż brak ograniczeń) – tu okazało się, że szybka jazda traci sens, bo nie dość, że dużo kosztuje (11 l/100 km, a benzyna po 2,20 euro), to jeszcze trzeba często zjeżdżać na stację. Na szczęście na dachu nie było paka, który jeszcze wyżej wywindowałby zużycie paliwa. Tak czy inaczej, lepiej więc ustawić tempomat na 130 i spokojnie podróżować w rozsądnym czasie i przy optymalnym spalaniu, słuchając muzyki z 8-głośnikowego zestawu Harman Kardon (opcja za 2500 zł). Zresztą Kia z tym napędem właśnie do takiej zrelaksowanej jazdy znakomicie się nadaje.

Gdyby ktoś chciał prowadzić Kię Sportage bardziej dynamicznie, to zespół turbodoładowany silnik 1.6 i 7-stopniowy dwusprzęgłowy automat plus sportowo zestrojony układ jezdny na to pozwalają, wystarczy wybrać właściwy tryb jazdy. Skrzynia sprawnie znajduje właściwy bieg, silnik równomiernie rozwija moc i auto żwawo przyspiesza – jednak benzyniak MHEV nie jest wtedy w swoim żywiole. W tej kwestii więcej spodziewamy się po 265-konnej wersji hybrydowej plug-in, na którą przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

Żeby dojechać do naszej kwatery w austriackim miasteczku w Alpach, trzeba było wspiąć się stromą serpentyną, ale to dla Kii Sportage z napędem 4x4 żaden problem. Auto ma nawet tryb terenowy, który pomyślany jest właśnie na trudne warunki drogowe i bezdroża. Jednak było sucho, więc nawet wersja z napędem na przednią oś z pewnością podjechałaby pod strome wzniesienie. W ciasnym i gęsto zastawionym garażu podziemnym bardzo przydały się opcjonalne kamery 360 st. doskonale ułatwiające w zorientowaniu się w otoczeniu.

Tyle dobrego ma swoją cenę – od 161 900 zł za testowaną Kię Sportage 1.6 T-GDI MHEV 7DCT AWD w bogato wyposażonej wersji Business Line. Warto dołożyć 4500 zł na zestaw asystentów, wspomniane audio i ewentualnie 4000 zł na panoramiczny dach ze sterowaną elektronicznie roletą, wtedy za 173 000 zł ma się nowoczesnego, przestronnego SUV-a jak marzenie, w dodatku z 7-letnią gwarancją. To dużo pieniędzy, ale można też nowego Sportage'a mieć znacznie taniej. Auto z podstawowym 150-konnym silnikiem 1.6 T-GDI, ręczną skrzynią 6-biegową i napędem na przód startuje wprawdzie od ceny 105 900 zł (wersja M), ale warto dopłacić chociaż do wyposażenia L – 120 900 zł. Możliwości jest o wiele więcej.

Nowa Kia Sportage 1.6 T-GDI MHEV 7DCT AWD – dane producenta

Silnik t.benz. R4, w układzie mild hybrid
Pojemność 1598 cm3
Moc 180 KM przy 5500 obr./min
Maks. moment obrotowy 265 Nm przy 1500-4500 obr./min
Napęd/skrzynia biegów 4x4/aut. dwusprzęgłowa 7b
Długość/szerokość/wysokość 4515/1865/1645 mm
Masa własna/ładowność 1573/637 kg
Pojemność bagażnika 562/1751 l
Pojemność zbiornika paliwa 54 l
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,0 s
Prędkość maks. 201 km/h
Zużycie paliwa w cyklu mieszanym (WLTP) 6,9 l/100 km
Emisja CO2 w cyklu mieszanym (WLTP) 156 g/km
Cena od 161 900 zł