• Brałem udział w programie „Performance” – to już zaawansowany program, jeździ się wyłącznie sportowymi modelami Porsche
  • Program trwa 2 dni, kadra instruktorów składa się z motosportowych mistrzów świata, Europy i Polski
  • Szkolenie pozwala nabyć umiejętności sportowego prowadzenia mocnego auta, ale przede wszystkim – nabrania szacunku do takiej maszyny i pokory
  • Więcej takich artykułów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Pewnych rzeczy po prostu nie można sobie wymarzyć lepszych, niż okazują się w rzeczywistości. I choć nie jest to pierwszy raz, gdy w słoneczny poranek stoję w pit lane toru Silesia Ring i wzrokiem próbuję ogarnąć szpaler 21 Porsche, to kolana mam miękkie.

Przede mną stoją: „718-ki” GTS, Caymany GT4, Boxster Spyder, „911-ki” Carrera S, 4S i Turbo S. Do tego Taycany we wszystkich smakach oraz Panamery. Łakocie o łącznej kaloryczności 11 000 KM. Są tu ze mną ludzie, którzy Porsche jeżdżą na co dzień. I oni też wyglądają na lekko wstrząśniętych. A najlepsze dopiero przed nami.

Czekają nas dwa dni Porsche Driving Experience na poziomie Performance: szkolenia z jazdy sportowej, przeznaczonego dla kierowców, którzy ukończyli dwa poprzednie stopnie i pragną doskonalić umiejętności kontroli mocnego auta oraz zgłębiać tajniki szybkiego okrążania toru. Instruktorzy to równie wysoka klasa, co jeżdżące „przybory naukowe”: wśród nich są mistrzowie świata, Europy i Polski różnych dyscyplin sportu motorowego. Dodatkowo certyfikowani przez Porsche i zdolni do działania nawet w czasach covidowych ograniczeń – wszystko odbywa się z zachowaniem zasad higieny.

Najpierw – teoria. Janusz Dudek, dowodzący zespołem instruktorów, ma niesamowity dar przekazywania wiedzy, po którą tu przyjechaliśmy. Na obrazowych przykładach tłumaczy podstawowe zasady fizyki jazdy, które rozumie nawet taki humanista, jak ja. Wyjaśnia, w jaki sposób przekuć nie tylko moc silnika w szybkość na torze, lecz także techniczne uwarunkowania poszczególnych modeli Porsche.

Porsche Driving Experience – czym jest „trail braking”?

„911-ka” ze swoim stosunkowo lekkim przodem i dobrze dociążonym tyłem zapewnia świetną trakcję podczas przyspieszenia, natomiast w sytuacji hamowania przenoszenie masy na przód pozwala opóźniać moment wytracania prędkości przy zachowaniu dobrej przyczepności na już skręconych kołach. Hasło „Trail braking” będzie nam dziś jeszcze towarzyszyło setki razy, podobnie jak wyczuwanie granicy działania ABS-u. W pamięć szybko mi się też wryje litera V, którą należy agresywnie narysować autem na pierwszym z 15 zakrętów Silesia Ringu.

Płynność i kontrola – od tego zaczynamy w mojej grupie zajęcia praktyczne na próbie slalomowej, wykonywanej 300-konnym Boxsterem. Niby wstęp na luzie, ale od razu mamy mierzone czasy przejazdu. Trzeba nie tylko zgrabnie „kiwać” między pachołkami, ale wykonać ciasny i dynamiczny nawrót oraz zahamować w wyznaczonym punkcie. Rywalizacja to część DNA Porsche, a nazwisko najlepszego zawiśnie na ścianie chwały. Buliński? Nie tym razem... Pokory! Ćwicz, redaktorze, ćwicz!

Porsche Driving Experience – czym się najłatwiej driftutje: Taycanem, 911 czy 718?

Za sterami Taycana Turbo S z wyłączonym układem PSM idzie mi jakoś lepiej. Chodzi o to, by na mokrym asfalcie poślizgiem pokonać zakręt i wylądować w wyznaczonej bramce. Lekkie muśnięcie gazu, silniki elektryzują koła i długi Taycan elegancko płynie bokiem po mokrej tafli. Uwielbiam to auto jeszcze bardziej!

Kolejne ćwiczenie: drift „911-ką” na zmianę z „718-ką” po okręgu na płycie poślizgowej i następnie „ósemki” między pachołkami na mokrym asfalcie. Nieco łatwiej mi się to (nie) udaje tym pierwszym modelem, ale jest to też świetna okazja, by porównać zachowanie tylnonapędowej Carrery S z 4S. O ile w ciężkim Taycanie było stosunkowo dużo czasu na reakcje, o tyle 911 jest szybkim „wahadłem” – przejście między jednym a drugim poślizgiem wymaga precyzji i refleksu. A 718? Nikomu w naszej grupie poza profesjonalnym drifterem (szacunek, Adamie!) nie udało się zgrabnie pociągnąć długiego slide’u. To trudne auto do jazdy bokiem, ale dobre, by ćwiczyć precyzję swoich ruchów.

Porsche Driving Experience – wkuwanie zakrętów za kierownicą 650-konnego 911 Turbo S

Przenosimy się na pętlę toru i tam wkuwamy kolejne sekcje zakrętów, stopniowo zwiększając tempo. Tu w nasze ręce wpada już najnowsze 911 Turbo S. Jego 650 KM robi niesłychany przeciąg. W 2,7 s od 0 do 100 km/h! I to fukanie turbin! Ten über-majster trzyma się asfaltu jak przyklejony. Mimo niemałej masy (dobre 1,7 tony) z gracją zmienia kierunek. Jadący przede mną instruktor przez krótkofalówkę podpowiada mi, w których miejscach mogę się wykazać większą odwagą, a gdzie zachować czujność. W bezpieczny sposób mogę poznawać możliwości auta i swoje. No i czerpać z tego nieopisaną frajdę.

Zmęczenie daje się we znaki – po zasłużonym odpoczynku wracamy nazajutrz na tor i zakładamy kaski: dziś będzie jeszcze szybciej i intensywniej. Więcej zabawy na pełnej pętli i usuwanie pachołków, które do tej pory podpowiadały punkty hamowania i szczyty zakrętów. Jeździmy nie tylko za instruktorem, ale też przed nim.

Porsche Driving Experience – 718 Cayman GT4: to jest to!

Wskakuję do Caymana GT4 i z miejsca ulegam jego surowemu urokowi. 420 koni z 4-litrowego, 6-cylindrowego wolnossącego boksera. Ręczna skrzynia, zawieszenie na sztywnych uniballach, karbonowe kubły. I ten ryk! W tych czasach taki cud! Siedzę w idealnym wozie, jestem coraz bliższy idealnej linii na idealnym torze...

Kiedy już mi się wydaje, że po tych dwóch dniach coś więcej umiem, wsiadam na prawy fotel do Janusza Dudka – pora na „Taxi”. Niby wiem, co mnie czeka, ale i tak doznaję szoku. Carrerą S pokonujemy cały tor bokiem. Osiągamy kąty i prędkości, które wykraczają poza moje rozumienie fizyki jazdy. Opony idą z dymem, ja wysiadam mocno zmieszany. Muszę ochłonąć... i się jeszcze tyle nauczyć!

Porsche Driving Experience – nasza opinia

Tego nie można sobie wymarzyć, to trzeba przeżyć. Szkolenie Porsche uczy nie tylko, jak być szybkim na torze, ale także jak być bardziej świadomym kierowcą na co dzień. Pozwala poczuć niezapomniane emocje i nabrać pokory do swoich możliwości. Ćwiczeń nigdy dość! Niestety, ta przyjemność nie jest tania: w zależności od wybranego programu cena wynosi od 5300 do nawet 53 000 zł. Dwudniowy program „Performance” to wydatek 16 000 zł za osobę.