Zwiększamy prędkość i spod kanapy zaczyna dochodzić wyraźny szum. Zaoszczędzono na wyciszeniu wnętrza? Trochę tak, ale akurat ten dźwięk wytwarzają wiatraczki chłodzące pakiet baterii, które ciągle się ładują i rozładowują, wydzielając ciepło. Stopniowo jednak przyzwyczajamy się do tego specyficznego auta, w którym jest znacznie więcej urządzeń elektrycznych niż w tradycyjnym pojeździe i które na każdym kroku przypomina, że jeżdżąc nim, oszczędzamy paliwo i atmosferę.

Nadwozie/jakość

Prius to – jak na warunki miejskie i podmiejskie, do których jest stworzony – duże i przestronne auto. Za to należy mu się pochwała. Natomiast mając w pamięci to, że siedzimy w najdroższej wersji Prestige z dodatkowym wyposażeniem, czyli w aucie w sumie za ponad 150 tys. zł, ze skórzaną tapicerką i wszelkimi dostępnymi bajerami, wykończenie wydaje się marne. Dużo jest tu twardego plastiku.

Układ napędowy/Osiągi

Jazda Priusem zaczyna się naprawdę podobać od chwili ustawienia się w długim korku. Wtedy widać przewagę Priusa nad zwykłymi autami. U innych silniki albo pracują stale, wytwarzając hałas i spalając znaczne ilości paliwa, albo wyłączają się tylko na moment. Klima w Priusie jest napędzana silnikiem elektrycznym – spalinowy może odpocząć. Prądu w naładowanych bateriach wystarczy na pół godziny toczenia się w żółwim tempie, po kilkadziesiąt metrów na minutę. Gdy będziemy mieli okazję się rozpędzić i kilka razy przyhamować, baterie znów się podładują. Gorzej wygląda szybka jazda na drodze poza miastem: hybryda nie może się wykazać, auto pali nawet więcej niż spalinowe odpowiedniki, nie powala też przyspieszenie układu hybrydowego.

Układ Jezdny/komfort

Resorowanie jest przeciętne, czuć masę pojazdu. Na nierównych drogach komfort pogarszają niskoprofilowe opony na 17-calowych obręczach.

Koszty/Bezpieczeństwo

Prius jest drogi, ale ma sens, gdy np. codziennie dojeżdżamy do pracy i stoimy w korkach. Do regularnych dalszych wyjazdów poza miasto bardziej opłaca się zwykły diesel.