Z drugiej strony nigdy nie robiły też na mnie wrażenia emblematy VR6 na tylnej klapie stuningowanych GTI. Nie moja bajka, kropka. Pewnie zostalibyśmy z ojcem przy swoich zdaniach, gdyby nie nowy Golf GTE. Samochód okazał się pierwszym z Golfów, który mógłby połączyć nasze wyobrażenia o idealnym aucie. Ale czy to zrobił?

Volkswagen Golf GTE - coś więcej niż Golf

Ładny. Muszę to przyznać. "Sexy", cytując kolegę z redakcji, który zobaczył go w firmowym garażu. W jednym z najmodniejszych kolorów, który choć szary, to z pewnością nie "zwykły". Rzucającym się w oczy drobiazgiem, który zawsze podobał mi się w autach, jest wlew paliwa z przodu. I choć tu wlewem paliwa nie jest (a miejscem na ładowarkę)|, tak moim zdaniem dodaje Golfowi czegoś wyjątkowego.

GTE ma w sobie to coś, co nie pozwala traktować go jak zwykłego Golfa. Model budzi słuszne skojarzenia z legendarnym Golfem GTI, oferującym już od 1975 r. sportowe emocje za relatywnie przystępną cenę. Co ciekawe, nowy Golf GTI i testowany przeze mnie GTE mają dokładnie tę samą moc, co z pewnością nie było dziełem przypadku, a raczej świadomym ukierunkowaniem potencjalnych klientów na nowy produkt - z domieszką prądu.

Stereotypy trudno jest wyplenić. Gdy wychodziłem z redakcji po Golfa GTE, koleżanka siedząca obok powiedziała z przekąsem: "nie zapomnij o zimnym łokciu i radiu eska". Żartom nie było końca. Z drugiej jednak strony, z takimi wynikami sprzedaży się nie dyskutuje. Przypomnijmy tym, którzy się pogubili, że mamy do czynienia już z ósmą generacją tego modelu. Nie tylko Polacy, ale po prostu kierowcy kochają to auto i nie zmienią tego stereotypowe uprzedzenia. Golf to motoryzacyjna legenda, nawet jeśli kojarzymy go z leciwymi przykładami tzw. wiejskiego tunningu końca lat 90.

Volkswagen Golf GTE - po co ta hybryda?

Golf GTE nie jest autem, którym jeździ się w trybie ekonomicznym - mijałoby się to z celem. Połączenie konwencjonalnego silnika z elektrycznym daje prawdziwą frajdę z jazdy. Hybryda typu plug-in wydaje się być idealnym rozwiązaniem na dzisiejsze czasy, kiedy jeszcze nie mamy powszechnego systemu ładowania. Pozwala jeździć na prądzie wtedy, gdy jest to możliwe, choćby w czasie codziennych dojazdów do pracy. Zasięg teoretyczny – ok. 60 kilometrów, pozwala na codzienną jazdę bez spalenia kropli paliwa. A gdy tylko mamy potrzebę dalszej podróży, dwoma kliknięciami na panelu centralnym uruchamiamy dodatkowo silnik spalinowy.

Natomiast hybryda ma kilka minusów, których nie posiadają choćby auta elektryczne. To, co bolało mnie najbardziej, to brak możliwości legalnego podróżowania buspasem. Nieważne, że jedziemy wyłącznie na prądzie, bo przepisy pozwalają na poruszanie się buspasami wyłącznie autom z zielonymi tablicami. Ci, którzy każdego dnia stoją w korkach wiedzą, jak ważny jest to ukłon w stronę właścicieli elektryków. GTE niestety traktowany jest jak każde inne auto, przez co nie możemy oszczędzić kilku, czasem kilkudziesięciu minut w ciągu każdego dnia, o nerwach nie wspominając. Podobnie jest w kwestii parkowania w Warszawie – za darmo wyłącznie dla elektryków. Trochę szkoda. Na pewno warto przemyśleć ten aspekt, jeśli zastanawiamy się nad wyborem między autem elektrycznym a hybrydowym.

Kwestią, która wydaje się (podkreślam, wydaje się) być nieco rozczarowująca, to zasięg auta na prądzie. O ile auta elektryczne mogą dziś pokonywać przynajmniej 350-500 kilometrów na baterii, tak w Golfie GTE zasięg jest raczej symboliczny i zaspokaja jedynie minimalne potrzeby związane z codziennym przemieszczaniem. Możliwość jazdy wyłącznie na prądzie to raczej ciekawy dodatek niż główne przeznaczenie tego auta. Niewykorzystywanie potencjału hybrydy GTE byłoby wręcz grzechem. Prawdziwa siła Golfa to właśnie połączenie mocy dwóch silników, co daje naprawdę dużą przyjemność. Hybryda w Golfie GTE nie jest od oszczędzania. Raczej nie pomoże nam też w ochronie lasów równikowych. Ten napęd ma zapewnić nam jeszcze większą frajdę z jazdy autem z literkami "GT" w nazwie. Ta przyjemność byłaby jeszcze większa, gdybyśmy mieli napęd na wszystkie koła. Auto dość łatwo zaczyna buksować przednim napędem, kiedy próbujemy dynamiczne ruszyć z miejsca. Można mieć poczucie, że przez brak napędu 4x4 auto nie wykorzystuje w pełni potencjału mocy pod maską.

Volkswagen Golf GTE Foto: Krzysztof Majak / Auto Świat
Volkswagen Golf GTE

Pojemność akumulatora to 13,0 kWh, a ładować go można zarówno za pomocą kabla (wallbox), jak i w czasie jazdy na silniku spalinowym. Jeśli ktoś uważa, że to zbyt mało, powinien pomyśleć o aucie elektrycznym, choćby o VW ID3. Decydując się na zakup należy dokładnie przemyśleć, jakie mamy możliwości i realne potrzeby. Czy mamy dostęp do szybkiego ładowania (najlepiej we własnym garażu). Jeżeli nie, nie wykorzystamy w pełni potencjału, jaki oferuje nam hybryda plug-in, a tym samym wydamy niepotrzebnie pieniądze. Auto jest dynamiczne i może być oszczędne, ale właśnie wówczas, jeśli ładujemy je za pomocą kabla. Nie zdecydowałbym się na hybrydę typu plug-in, gdybym mieszkał w bloku (bez łatwego dostępu do ładowarki). Najlepiej wykorzystamy właściwości hybrydy, a przy tym odczujemy jej zalety na własnej kieszeni, jeśli będziemy mieli wallboxa zarówno w domu, jak i w pracy. W takiej komfortowej sytuacji grzechem byłoby poruszanie się samochodem z silnikiem wyłącznie spalinowym. No chyba, że z powodu bezwarunkowej miłości do motoryzacji w klasycznym wydaniu.

Volkswagen Golf GTE - moc, która cieszy

Niezależnie od produktu, każdy projektant jest zadowolony, kiedy użytkownik może o nim powiedzieć z satysfakcją - "w sam raz dla mnie". Ten efekt udało się wywoływać producentowi VW. Już po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów nowym Golfem ma się poczucie, że auto jest skrojone na miarę. Świetne prowadzenie, wygodna pozycja w charakterystycznych fotelach, kompaktowe rozmiary auta sprawiają, że wydaje się ono być uszyte na miarę. Szczególnie, że auto nie zmusza kierowcy do szukania czegokolwiek. Wszystko jest na swoim miejscu. Ktoś może nazwać Golfa do bólu przewidywalnym, dla innych będzie on po prostu praktycznym do cna. Ergonomia jest tutaj wręcz modelowa i to pomimo wszystkich nowoczesnych, odświeżających serię dodatków.

Hybrydowy napęd GTE kusi przyśpieszeniem, a to za sprawą 245 koni mocy systemowej generowanej łącznie przez hybrydowy napęd. 150 KM pochodzi z silnika 1.4 TSI, a pozostałe 110 zawdzięczamy silnikowi elektrycznemu. 6-biegowa przekładnia DSG rozpędza to auto od zera do setki w 6,7 sekundy. Maksymalna prędkość to 225 km/godz. Jak hybryda radzi sobie w praktyce? Już sam silnik elektryczny sprawia, że auto żwawo nabiera prędkości, dysponując pełną mocą silnika elektrycznego już od pierwszej sekundy. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy przestawimy auto na tryb hybrydowy. Połączona moc dwóch silników w Golfie GTE daje naprawdę sportowe emocje i wydaje przy tym całkiem przyjemny dźwięk (jak na hybrydę). Silnik spalinowy dołącza się do elektrycznego w sposób niezwykle dynamiczny i nie czujemy, że jeszcze chwilę temu jechaliśmy wyłącznie na prądzie.

Volkswagen Golf GTE - nowoczesność i tradycja

Auto posiada system rozpoznawania znaków i reaguje, jeśli tylko kierowca da się ponieść fantazji. Wówczas nad zegarami pojawia się monit "Zdejmij nogę z pedału przyśpieszenia", który przywołuje do porządku. A gdy już mówimy o zegarach, to warto wspomnieć o ich wyglądzie. Do wyboru mamy kilka naprawdę ciekawych trybów widoków, które dodatkowo można personalizować. To kierowca decyduje, czy przed jego oczami pojawi się informacja o stanie pojazdu, stacji radiowej, uproszczona nawigacja itd. Każdy znajdzie coś dla siebie i dopasuje do indywidualnych oczekiwań.

Zegary wraz z centralnym wyświetlaczem zostały zaprojektowane w taki sposób, że wizualnie tworzą integralną całość. Trochę tak, jakby we wnętrzu Golfa znajdował się jeden, panoramiczny ekran. Wygląda to naprawdę zgrabnie i zgodnie z najnowszymi trendami. Nieco irytująca była dla mnie jedynie prędkość systemu, który szczególnie po uruchomieniu mógłby być nieco szybszy. Kilka razy zdarzało mi się delikatne "zawieszenie" lub brak płynności, szczególnie w czasie wpisywania adresu w nawigacji. Generalnie jednak menu jest bardzo przejrzyste i nie trzeba się go uczyć - obsługuje się go instynktownie. Zaskoczeniem był dla mnie obraz z kamery cofania, który dość długo po wykonaniu manewru wciąż nie znika, nawet gdy jedziemy już przed siebie.

Volkswagen Golf GTE Foto: Krzysztof Majak / Auto Świat
Volkswagen Golf GTE

Środek auta robi dobre i typowo "golfowskie" wrażenie. Bardzo nowoczesne elementy mieszają się z tradycją, choćby za sprawą materiału w kratę, którym wykończone są fotele. Niemal każda osoba wsiadająca do tego auta zwraca uwagę właśnie na tapicerkę i mówi, że wygląda jak w starych volkswagenach. Kształt przednich foteli przypomina nieco symulatory wyścigów w starym salonie gier. Trzeba jednak przyznać, że już sam ich wygląd podkręca sportową atmosferę. Więksi użytkownicy mogą czuć się przez nie nieco mocniej ściśnięci, ale dla przeciętnego kierowcy będą naprawdę wygodne i dobrze przytrzymają nas przy manewrach.

Całe auto zresztą lubi zakręty, a zawieszenie znakomicie sprawdza się nawet przy pokonywaniu ich z nieco większą prędkością. Dzieje się to między innymi dzięki elektronicznej blokadzie mechanizmu różnicowego kół przedniej osi - XDS. Dodatkowych wrażeń dostarcza również kierownica, która w trybie "sport" porusza się wyraźnie ciężej, "po sportowemu".

Volkswagen Golf GTE - to temat do rozmowy

Dla kogo jest Golf GTE? Niektórzy uważają, że dla niezdecydowanych. Czyli dla tych, którzy chcą mieć mocne auto, a jednocześnie nie zostawiać majątku na stacji paliw. Ktoś powie, że to auto dla tych, którzy chcieliby mieć elektryka, ale wolą "przeczekać" okres rozwoju stacji ładowania i mieć zabezpieczenie w postaci silnika spalinowego pod maską. Mi jednak najbliżej jest do twierdzenia, że GTE jest autem przede wszystkim dla fanów Golfów oraz gadżetów, bo auto to jest bez wątpienia ciekawostką. To samochód, który łączy rzeczy niepołączalne, jak sportowe osiągi i ekologię, tradycję i nowoczesność, dość wysoką cenę zakupu i oszczędność w eksploatacji. Bez wątpienia Golf GTE może być długim i ciekawym tematem do rozmowy między fanami motoryzacji, bo zarówno jego wady, jak i zalety są kwestią względną i zależą od potrzeb konkretnego kierowcy.

Czy cena blisko 170 tys. zł za Golfa GTE jest wygórowana? Wielu powie, że jest. Ale gdy weźmiemy pod uwagę realne spalanie rzędu 3,5-4,5 litra na 100 km, a do tego wspomniane 245 koni, to sprawa przestaje być tak oczywista. Za przyjemność trzeba zapłacić, ale odpowiednio dobrane auto do możliwości klienta, a konkretnie do jego możliwości codziennego, szybkiego ładowania Golfa, może skutkować tym, że eksploatacja i przyjemność z jazdy, naprawdę mocną hybrydą będą tego warte.