Polska, podobnie jak Słowacja — gdzie spadek zatrudnienia przewiduje 48 proc. badanych — należy obecnie do najbardziej pesymistycznie nastawionych rynków w Europie. Dla porównania średnia europejska wynosi 24 proc. Równocześnie 64 proc. firm w Polsce uważa, że automatyzacja ograniczy liczbę miejsc pracy, a 63 proc. z nich deklaruje zatrudnianie pracowników z Ukrainy.
37 proc. firm automotive z Polski zamierza zwalniać pracowników
Dodatkowo najnowszy raport jest bardziej pesymistyczny niż poprzedni, kiedy to w Polsce konieczność redukcji zatrudnienia deklarowało 32 proc. przedsiębiorców z branży automotive
Według danych Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych europejski sektor dostawców dla motoryzacji znalazł się pod wyjątkowo dużą presją. W latach 2024–2025 przedsiębiorstwa zapowiedziały likwidację łącznie 104 tys. miejsc pracy — 54 tys. w 2024 roku oraz następnych 50 tys. rok później. W tym samym czasie powstało zaledwie około 7 tys. nowych stanowisk. Skala redukcji zatrudnienia wielokrotnie przewyższa więc tempo tworzenia nowych etatów.
Polska branża automotive jest pod wyraźną presją rynkową
Z tych danych zdaje się coraz jaśniej wyłaniać wniosek, że obecny kryzys na rynku pracy w branży automotive przestaje mieć charakter cykliczny. Coraz wyraźniej wskazuje na głębsze, strukturalne problemy europejskiego przemysłu motoryzacyjnego.
Sklep z artykułami motoryzacyjnymiHryshchyshen Serhii / Shutterstock
Problemy te są widoczne również w Polsce. Już dwa lata temu, w poprzedniej edycji raportu, Exact x Forestall, który publikuje raport EuroMotoBarometr, ostrzegał, że tak szeroko zakrojonych zapowiedzi zwolnień w krajowej branży motoryzacyjnej nie notowano od lat. Najnowsze wyniki EuroMotoBarometru 2026 wskazują jednak, że sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— W 2024 roku mówiliśmy, że polski sektor automotive wszedł w trudny okres dla zatrudnienia. Dziś widzimy, że ten trend nie wyhamował, tylko się pogłębił. Więcej niż co trzecia firma w Polsce przewiduje spadek liczby pracowników, podczas gdy średnia europejska wynosi 24 proc. To bardzo mocny sygnał ostrzegawczy. Polska jest jednym z kluczowych zapleczy produkcyjnych europejskiej motoryzacji, ale właśnie dlatego szczególnie mocno odczuwa wahania zamówień, wysokie koszty pracy i energii, presję regulacyjną oraz globalną konkurencję, zwłaszcza ze strony Azji. Transformacja branży jest konieczna, ale jej koszty coraz częściej materializują się na rynku pracy — mówi Jacek Opala, prezes zarządu Exact x Forestall.
Polski rynek pracy w segmencie automotive jest jednym z najbardziej zagrożonych w Europie
W Europie sytuacja kadrowa w branży automotive pozostaje dość stabilna, choć widoczne są istotne różnice między krajami. Z badania EuroMotoBarometr 2026 wynika, że 32 proc. firm planuje zwiększenie zatrudnienia, 38 proc. utrzymanie obecnego poziomu, a 24 proc. spodziewa się jego spadku.
Na tym tle Polska prezentuje się znacznie słabiej — wzrost zatrudnienia przewiduje 30 proc. firm, stabilizację 28 proc., natomiast aż 37 proc. zakłada redukcje. Gorsze nastroje panują jedynie na Słowacji, gdzie 48 proc. firm spodziewa się spadków zatrudnienia. W innych krajach odsetek pesymistów jest wyraźnie niższy, m.in. w Hiszpanii (24 proc.), na Węgrzech (21 proc.) czy w Niemczech (17 proc.).
Fabryka samochodów dostawczych Stellantis Pro One (Atessa, Włochy)Źródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Polskie przedsiębiorstwa wskazują przy tym na silną presję kosztową i kadrową. Największym wyzwaniem są rosnące koszty pracy (57 proc.), a także niedobór kandydatów (52 proc.) i wysokie oczekiwania płacowe (49 proc.). Problemem pozostaje również brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników (46 proc.), ograniczone możliwości planowania produkcji (39 proc.) oraz malejąca dostępność pracowników z zagranicy (28 proc.).
— W Polsce nastroje są bardziej zachowawcze niż w pozostałych krajach. Odsetek firm spodziewających się spadku zatrudnienia należy do najwyższych w badaniu. To wyraźny sygnał, że krajowy rynek pracy w automotive wchodzi w etap większej selektywności i ostrożności w decyzjach kadrowych. Jednocześnie nie zmienia się to, że branża nadal potrzebuje ludzi. Deficyt wykwalifikowanych pracowników, rosnące koszty pracy, wysokie oczekiwania płacowe i ograniczona możliwość długoterminowego planowania produkcji sprawiają, że firmy muszą działać elastycznie i coraz szerzej patrzeć na źródła pozyskiwania kadr — mówi Dawid Bąk, prezes zarządu Steam.