Co roku porównujemy ceny nowych samochodów, np. podczas pracy nad „Katalogiem Nowości", który ukazuje się każdej jesieni. W większości firm widać, że samochody są coraz droższe – niektóre o kilka proc., a inne nawet o kilkadziesiąt proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Instytut Samar sprawdził, czy przeciętnego Polaka rzeczywiście z roku na rok coraz mniej stać na zakup nowego auta. W tym celu wziął pod lupę Volkswagena Golfa z lat 2000-2020, czyli od debiutu czwartej generacji do wprowadzenia na rynek aktualnego, ósmego wydania. Ceny samochodów z tego okresu zestawiono ze średnią pensją Polaków.

To ważne – z przeciętną płacą, na wysokość której rzutują m.in. dochody biznesmenów, prezesów koncernów czy polityków. Tymczasem średni zarobek większości obywateli naszego kraju okazuje się znacznie niższy. Jednak rozumiemy taki sposób zestawienia, bo tak można najprościej i najuczciwiej przeprowadzić analizę rosnących cen nowych samochodów.

Volkswagen Golf IV – 39 średnich pensji

W 2000 r. w ofercie był Volkswagen Golf IV. Bazową wersję z silnikiem 1,4/75 KM wyceniono wówczas na 51 660 zł. Średnie wynagrodzenie podawane przez GUS wynosiło 1923,81 zł, co przekładało się na płacę netto w wysokości 1318,67 zł. Zatem na zakup nowego Golfa potrzeba było aż 39 średnich wynagrodzeń (trzy lata i trzy miesiące pracy).

Dla porównania Daewoo Lanos sedan w wersji SE z silnikiem 1,5/86 KM kosztował 31 050 zł, a Daewoo Nubira hatchback w najbogatszej wersji CDX z silnikiem 2,0/133 KM – 43 000 zł. Konkurujący z Golfem Ford Focus 1,6/100 KM dostępny był za 49 950 zł, a 1,4/75 KM - za 47 600 zł.

Volkswagen Golf V – 38 średnich pensji

W 2005 r. w salonie stał już Volkswagen Golf V, który w podstawowej wersji 1,4/75 KM) kosztował 61 540 zł. Tymczasem średnie wynagrodzenie netto wzrosło do 1616,36 zł (2380,29 zł brutto). Na zakup takiego auta należało przeznaczyć 38 pensji netto – o jedną mniej niż pięć lat wcześniej.

Ford Focus drugiej generacji 1,4/80 KM był o 10 tys. zł tańszy (51 500 zł). Z kolei Skoda Octavia pierwszej generacji z dieslem 1,9 TDI/90 KM była sprzedawana za minimum 60 470 zł, a Skoda Octavia II z benzyniakiem 1,6/102 KM za 62 200 zł.

Volkswagen Golf VI – 26 średnich pensji

Po roku 2010 w ofercie znalazł się Volkswagen Golf VI z bazowym silnikiem 1.4/80 KM. Co ciekawe, cena tego modelu była niższa niż pięć lat wcześniej i wynosiła 59 530 zł. Średnie wynagrodzenie osiągnęło 3224, 98 zł brutto, czyli 2313,38 zł netto. Niższa cena plus wyższa płaca sprawiły, że na zakup Golfa wystarczyło 26 pensji. Czas pracy potrzebnej na nowe auto skrócił się w porównaniu do 2005 r. o cały rok!

Konkurencyjny Ford Focus II 1,4/80 KM (po liftingu) wyceniany był na 54 000 zł, Skoda Octavia I 1,9 TDI/105 KM lub 1,8/150 KM kosztowała mniej niż 55 tys. zł, a Skoda Octavia II Classic 1,6/102 KM – 58 700 zł.

Volkswagen Golf VII – 23 średnie pensje

W 2015 roku Volkswagen Golf VII 1.2/85 KM w podstawowej wersji Trendline kosztował 63 810 zł. Średnie wynagrodzenie netto wzrosło do 2783,26 zł (3899,78 zł brutto), zatem czas pracy na bazowego Golfa skrócił się do 23 miesięcy. Skoda Octavia II z takim samym silnikiem kosztowała 61 250 zł, a Ford Focus III z wolnossącym benzyniakiem 1,6/85 KM – 63 690 zł.

Volkswagen Golf VIII – 20 średnich pensji

W 2020 r. na rynku był już Volkswagen Golf VIII. W bazowej wersji napędza go silnik 1,0/90 KM, a cena to 75 490 zł, czyli o blisko 12 tys. złotych więcej niż pięć lat wcześniej. W ostatnich pięciu latach wynagrodzenia rosły jednak jeszcze szybciej. Podana przez GUS średnia płaca brutto wyniosła na koniec 2020 r. 5167,47 zł, czyli 3731,70 zł netto. Liczba wynagrodzeń potrzebnych na zakup kompaktowego Volkswagena spadła do 20. W tym czasie bazowy Ford Focus IV z silnikiem 1,0/100 KM podrożał do 78 900 zł.

Zaskakujące wnioski

Patrząc na rosnące ceny samochodów (większości, nie tylko koncernu Volkswagena) aż trudno uwierzyć, że tak poprawiła się nasza przeciętna siła nabywcza. Instytut Samar słusznie zauważył, że na nowego Volkswagena Golfa nie trzeba już pracować 39 miesięcy, jak miało to miejsce 20 lat temu, lecz wystarczy 20 średnich pensji. Prawdą jest również, że przez te 20 lat znacznie poprawiły się osiągi samochodów, obniżyło się zużycie paliwa, a wyposażenie stało się bogatsze.

Jednak w dalszym ciągu będziemy upierali się przy tym, że ceny nowych aut są niewspółmiernie wysokie do naszych zarobków. Dlaczego? Ponieważ średnia pensja podawana przez GUS nieco zafałszowuje sytuację. Rzeczywiste możliwości Polaków nie są aż tak dobre – choćby z tego powodu, że trudno porównać pensje z małych miejscowości na wschodzie kraju z zarobkami, jakie mają pracownicy korporacji na Śląsku, we Wrocławiu, w Poznaniu czy Warszawie.

Pytamy również, dlaczego ceny aut są tak wysokie, skoro przychodzi koniec roku i te same modele można sprzedać nawet o kilkadziesiąt proc. taniej? Rozumiemy, że trzeba opróżnić place dla nowego roku modelowego, ale auta to nie jabłka i nie zepsują się z dnia na dzień i nie trzeba się ich pozbywać w ekspresowym tempie. Gdyby firmy traciły na zaniżonych cenach, to nie pozwoliłyby sobie na tak duże zniżki. Tym bardziej, że roczna sprzedaż ze stratą każdą firmę doprowadziłaby do kłopotów finansowych. A może po prostu pierwotne ceny są przesadnie wywindowane i w ten sposób pozostaje margines na zaproponowanie zniżek…